Pułtuska Gazeta Powiatowa wraz z dr. Krzysztofem Wiśniewskim - historykiem i prezesem Pułtuskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego - zaprasza na drugą część genialnego cyklu „Dzieje Pułtuskiego Kolarstwa”. To oficjalna intelektualna rozgrzewka przed nadchodzącym Rajdem do Bram Mazur. Przenieśmy się do czasów, gdy pułtuski klub rzucał wyzwanie największym markom w kraju, a na trasach dochodziło do zaskakujących, patrząc z perspektywy lat choćby nieco zabawnych, incydentów.
Posłuchajcie opowieści dra Krzysztofa Wiśniewskiego o pułtuskich cyklistach - a adekwatnie, jak zaraz usłyszycie, już kolarzach. Z cyklisty na kolarza…
Pułtuskie kolarstwo odrodziło się po wydarzeniach wojennych, w połowie lat XX. Powstało Pułtuskie Towarzystwo Kolarskie, nastąpiła charakterystyczna nazwa będąca odbiciem zmian zachodzących również w języku polskim, w którym coraz rzadziej używano słów „cyklizm” czy „cyklista”, a coraz częściej „kolarz” i „kolarstwo”. Czyli takich pochodzących bezpośrednio od słowa „koło” w języku polskim.
Pierwsze kilometry, konflikty, sekcje i Nadnarwianka
Pierwszy wyścig, o którym mamy informacje – bo to na pewno nie pierwszy jaki się odbył - to wyścig w 1928 roku na trasie Pułtusk-Wierzbica-Wyszków-Pułtusk. Liczył 82 kilometry. Wygrał go Jan Cieszyński, w czasie 2 godziny 26 minut i 20 sekund. Co daje nam średnią 34 kilometry na godzinę.
W 1930 roku doszło do konfliktu w gronie pułtuskich kolarzy. Część z nich oskarżyła wład



![Świdniczanin z Grand Prix Leica Street Photo. W mieście można oglądać trzy wyjątkowe wystawy [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/07/page-wernisaz-wystawa-konkursu-Leica-Street-Photo-2025-w-Swidnicy-10-07-2026.jpg)











