W dwudziestą rocznicę śmierci księdza Andrzeja Kurka (który zmarł 1 lutego 2006 roku, a Jego pogrzeb odbył się 5 lutego 2006 r.) przypominam treść artykułu, jaki ukazał się w Głosie Tymbarku nr 56/2006.
Odszedł od nas ksiądz Andrzej Kurek
Ksiądz Andrzej KurekPo długiej i ciężkiej chorobie odszedł do Pana ks. Andrzej Kurek. Zmarł 1 lutego 2006 r. w szpitalu limanowskim. Wiadomość ta rozeszła się lotem błyskawicy. Dotarła do Francji, gdzie ks. Andrzej był duszpasterzem przez ostatnie lata, do Konga, a choćby na Madagaskar, gdzie w polskiej misji pracuje nasza rodaczka, siostra Krystyna Smoter.
W dniu 4 lutego, na ręce naszego proboszcza skierowała ona kondolencje następującej treści: „Drogi Księże Dziekanie. Doszła do mnie wiadomość o odejściu do Pana naszego Drogiego Rodaka Księdza Andrzeja Kurka, który był mi bliski jako Rodak, Kapłan, Misjonarz. Niech Bóg przyjmie swego wiernego sługę do królestwa wiecznej euforii i obdarzy Go szczęściem wiecznym. Na ręce Księdza Dziekana składam kondolencje całej wspólnocie parafialnej, a szczególnie rodzinie i przyjaciołom.
Niech Maryja pocieszycielka strapionych otrze wszystkie łzy. Ja ze swej strony zapewniam o modlitwie za zmarłego Andrzeja i za jego rodzinę. Dzisiaj, tj. 4-go, nasza wspólnota zakonna na Madagaskarze ofiarowała mszę świętą o spokój Jego duszy. Wierzę, iż ks. Andrzej gwałtownie będzie oglądał oblicze Boże i iż będzie naszym orędownikiem w niebie. Jestem przekonana, iż nie zapomni o swoich dzieciach w Afryce i o rodakach misjonarzach.
Księże Andrzeju odpoczywaj w Pokoju wiecznym.”
Dzień 5 lutego 2006 to dzień pogrzebu ks. Andrzeja. Godzina 12. – kościół przepełniony wiernymi, mimo iż nabożeństwo rozpocznie się dopiero o 14. Nie wszyscy już mogą dostać się do wnętrza, a ludzie ciągle nadchodzą i tworzą pokaźny tłum.
Wszyscy bowiem pragną pożegnać swego rodaka, sąsiada, kolegę, a przede wszystkim księdza.
Rozpoczyna się uroczyste nabożeństwo żałobne. W koncelebrze bierze udział ponad stu kapłanów. Inni jeszcze zajęli miejsca w konfesjonałach lub ławkach.
Mszy żałobnej przewodniczy ks. biskup Stanisław Budzik z Tarnowa. W trakcie nabożeństwa jeden z kapłanów odczytuje wzruszający list ks. bpa Ordynariusza do matki zmarłego:
„Droga Pani Heleno! Proszę przyjąć wyrazy szczerego współczucia z powodu śmierci syna – śp. księdza Andrzeja. Niech Chrystus Zmartwychwstały przyjmie Zmarłego do chwały i euforii zbawionych, a dla Pani i dla całej Rodziny pogrążonej w smutku i żałobie niech będzie w tych trudnych chwilach źródłem umocnienia, pokoju i nadziei. Dziś, gdy żegnamy księdza Andrzeja pragnę pogratulować Mamie – syna, Rodzeństwu – brata, a Parafianom rodaka.
Ksiądz Andrzej po ofiarnej pracy w diecezji tarnowskiej udał się do pracy misyjnej w Afryce. W ten sposób wpisał się w grupę 23 księży misjonarzy z Tarnowa, którzy z wielkim poświęceniem przyczynili się i dalej przyczyniają do ewangelizacji Konga Brazzaville. Za jego dziesięcioletnie poświęcenie się braciom w Afryce dziękuję dziś Bogu. To m.in. dzięki pełnej poświęcenia pracy księdza Andrzeja powstała nowa misja w Loulombo, w której jako pierwsi zamieszkali na stałe misjonarze z Tarnowa.
Misja ta została wydzielona z misji Mindouli, gdzie ksiądz Andrzej pracował do czerwca 1985 roku.
W Loulombo, gdzie głosił Ewangelię przez siedem lat pobytu na afrykańskiej ziemi przyczynił się do powiększenia do potrzebnych rozmiarów kościoła i do powstania nowej plebanii. Nade wszystko współorganizował Kościół żywy, który dzięki wierze mógł znieść wiele cierpień.
Kiedy w dniu 7 listopada 1992 roku ksiądz Andrzej z powodu malarii zmuszony był opuścić Kongo, jego następcą został ksiądz Jan Czuba, wielki nasz Rodak-Męczennik.
Ufam, iż cierpienie, którego ksiądz Andrzej ze świadomością chrześcijanina i kapłana doświadczał w długim okresie ciężkiej choroby, zostanie przez Pana Żniwa zamienione na dobro dla Kościołów w Kongo, w Polsce, a także we Francji, gdzie równie ofiarnie pracował przez ostatnie lata swojego życia.
Zapewniam o mojej modlitwie w intencji śp. księdza Andrzeja.
Drogiej Pani Helenie, całej Rodzinie, wszystkim Uczestnikom uroczystości pogrzebowych udzielam z serca pasterskiego błogosławieństwa. Wiktor Skworc – Biskup Tarnowski”
Słowa zawarte w tym liście częściowo opisują sylwetkę ks. Andrzeja i jego życie, ale chyba warto dodać jeszcze nieco faktów z jego biografii.
Ks. Andrzej Kurek urodził się 15 września 1951 r. w Podłopieniu, jako syn Władysława i Heleny. Lata dziecięce i młodzieńcze spędził w Podłopieniu i w Tymbarku, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej. Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Orkana w Limanowej ukończył egzaminem maturalnym.
Z tego, iż został powołany na kapłana zdawał sobie sprawę jeszcze przed maturą. Pragnąc poświęcić swe życie Chrystusowi zaraz po egzaminach dojrzałości w roku 1969 złożył podanie do Seminarium Duchownego w Tarnowie. Przyjęty w poczet alumnów z wielkim zapałem zabrał się do nauki. Niestety, po rocznym pobycie w Seminarium powołany został do odbycia zasadniczej służby wojskowej.
Przydzielono go do specjalnej jednostki, tzw. ,,kleryckiej” w Bartoszycach, o zaostrzonym rygorze, by młodym klerykom „wybić z głowy” dalsze studia w seminariach duchownych. I faktycznie niektórzy załamywali się i rezygnowali. On jednak wytrwał do końca, mimo doznanego upokorzenia i związanych z tym cierpień. Po odbyciu dwuletniej służby wraca do Tarnowa, gdzie przez cały czas studiuje i przysposabia się do pracy kapłańskiej.
Nadrabia jeden rok z dwóch straconych, by wreszcie 6 czerwca 1976 r., z rąk ks. bpa Jerzego Ablewicza, otrzymać upragnione święcenia kapłańskie. Był to jeden z najszczęśliwszych dni jego życia.
Pierwszą pracę kapłańską sprawuje w Lipnicy Murowanej, skąd po dwóch latach zostaje, jako wikary, przeniesiony do parafii św.Mateusza w Mielcu.
Tak w Lipnicy, jak i Mielcu jest bacznie obserwowany. Ks. biskup Ordynariusz dostrzega jego zalety: pracowitość, pokorę, zupełne oddanie się pracy kapłańskiej, a ponadto duże zdolności intelektualne i organizacyjne. Proponuje mu więc dalsze studia na KUL. Ks. Andrzej pokornie podziękował za uznanie i wyróżnienie związane z zaszczytną propozycją, ale jej nie przyjął. Poprosił natomiast o pozwolenie na wyjazd do pracy misyjnej, które otrzymał w 1982 r.
Skierowany został do Konga. Nie wyjechał tam jednak od razu. Najpierw bowiem musiał w stopniu dostatecznym opanować język francuski w Warszawie, a następnie „doszlifować” w Paryżu. W 1983 r. rozpoczął swą misyjną pracę w Mindouli – 150 km od stolicy Brazzawille. I tam również gwałtownie zauważono jego pracowitość, gorliwość w działaniu, a przytym pokorę oraz zdolności organizacyjne.
Tamtejszy biskup wykorzystuje to i kieruje ks. Andrzeja wraz z ks. Józefem Gurgulem do Loulombo, by utworzyli nową parafię. Ksiądz Andrzej zajął się rozbudową kościoła, budową nowej plebanii oraz doprowadzeniem wody pitnej do misji i wioski, co sprawiło wielką euforia tubylcom. Wiele prac wykonywał osobiście, by oszczędzić na kosztach inwestycyjnych oraz – co może jeszcze bardziej ważne – by praca wykonana została solidnie. Służba misyjna nie była ani prosta, ani łatwa. Trzeba było umieć dostosować się do panujących zwyczajów i mentalności tamtejszego społeczeństwa. Ponadto pieszo przemierzać dziesiątki kilometrów, by dotrzeć do tubylców zamieszkujących dżunglę. Najbardziej jednak dokuczał klimat, który nie sprzyjał zdrowiu.
Ks. Andrzej niedługo nabawił się malarii.
Często także męczyły go i inne choroby tropikalne. Tak więc niesprzyjający klimat i wyczerpująca praca spowodowały nadmierne zmęczenie organizmu, a w końcu całkowite jego wyczerpanie.
Uległ i musiał opuścić Kongo. Zatrzymał się we Francji, gdzie podjął pracę duszpasterską w Polskiej Misji. Został skierowany do diecezji Metz, parafii Hayange. Zamieszkał w Rangueveax, gdzie pracował w parafii francuskiej i opiekował się trzema polskimi parafiami. I tu również, mimo męczących nawrotów malarycznych, pracował z zapałem i całkowitym oddaniem się służbie Chrystusowej. W uznaniu jego zasług ks. Rektor Misji Polskiej we Francji mianował go dziekanem na tym terenie. Jego praca w tamtejszej placówce gwałtownie wydała obfite owoce. Przede wszystkim rozwinął życie religijne wśród miejscowej Polonii, m.in. organizując różne imprezy scalające emigrację polską. Remontował także zniszczone obiekty sakralne i rekreacyjne, pomagał rodakom w różnych problemach życiowych, szczególnie jednak troszczył się o pogłębianie ich życia religijnego. Zresztą nie tylko Polaków. Każdy, niezależnie od narodowości, mógł liczyć na jego życzliwą pomoc. I tak pracował, póki starczyło sił, znosząc w pokorze cierpienia związane z posuwającą się chorobą. Kiedy jednak sił zabrakło wrócił do kraju, w swe rodzinne strony, by wśród stale narastających cierpień zakończyć swe pracowite, pełne poświęceń życie.
Zmarł po prawie 30-letniej pracy kapłańskiej (pełna rocznica przypadła 6 czerwca br.). My zaś oddaliśmy mu ostatnią posługę uczestnicząc w jego pogrzebie. W pogrzebie naprawdę imponującym, gdyż chyba takiego jeszcze nie było w Tymbarku. Uczestniczyło w nim około 120 kapłanów – różnych funkcji i godności – tak z kraju, jak i z Francji. Najlepiej obrazuje to podziękowanie księdza Proboszcza (od red.: wówczas proboszczem był ks.prałat Edward Nylec), jakie złożył w imieniu ks. Andrzeja w kościele:
„Dziękuję Bogu za Ciebie ks. bpie Stanisławie Budzik, który przewodniczysz tej pogrzebowej – pełnej nadziei liturgii; dziękuję ks. Janowi Kudłaczowi – koledze kursowemu i przyjacielowi – za wygłoszone Słowo Boże – oraz wszystkim kolegom kursowym; ks. dr Janowi Piotrowskiemu – Dyrektorowi Krajowemu Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce; ks. infułatowi Stanisławowi Jeżowi – Rektorowi Polskiej Misji Katolickiej we Francji i wszystkim kapłanom, siostrom zakonnym i wiernym przybyłym z Francji; ks. prałatowi Krzysztofowi Czermakowi – Wikariuszowi Biskupiemu d/s misji, delegacjom z parafii, w których pracował: Lipnica Murowana i Mielec św. Mateusza z duszpasterzami; wszystkim kapłanom w/g różnych funkcji i godności; szczególnie kapłanom rodakom z ks. infułatem dr Władysławem Kostrzewą (ok. 120 kapłanów) i siostrom zakonnym, z łączącą się duchowo S.Krystyną z Madagaskaru, wszystkim wiernym przybyłym spoza Parafii Tymbark, znajomym, delegacjom z miejsc pracy rodzeństwa; szczególnie bratowej pielęgniarce i służbie zdrowia, całej naszej Wspólnocie Parafialnej.”
Kim był śp. ks. Andrzej – dla nas: parafian, znajomych, koleżeństwa? Odpowiedź nie będzie jednoznaczna, jednakże prawdopodobnie zawsze o pozytywnym wydźwięku. Wszystkich bowiem traktował jednakowo poważnie niezależnie od płci, wieku, wykształcenia, czy stanowiska. Zawsze miał uśmiech na twarzy. Z każdym starał się znaleźć wspólny język, dostosowując się do rozmówcy tak w rozmowach indywidualnych, czy na spotkaniach zbiorowych, jak i w czasie spowiedzi. Starał się zrozumieć penitenta, wytłumaczyć jego postępki, wskazać adekwatne postępowanie, a przede wszystkim zaś ukazywać niezmierzone miłosierdzie Boże. Kiedy bywał w kościele w Tymbarku łatwo dawało się zauważyć, iż przy „jego” konfesjonale zawsze zbierała się grupka penitentów uczestniczących w nabożeństwie. Często też można było usłyszeć, iż po spowiedzi u ks. Andrzeja ludzie odchodzili od konfesjonału pokrzepieni na duchu, ze spokojem w sercu, z mocnym postanowieniem poprawy na dalsze życie.
Warto również wspomnieć jego obecność na jednym ze spotkań Towarzystwa Miłośników Tymbarku – w czasie kiedy jeszcze pracował w Kongo. Mimo zmęczenia, jakie dało się łatwo zauważyć, wyczerpująco, z uśmiechem na twarzy, odpowiadał na każde z pytań. Tych zaś było bez liku, gdyż każdy pragnął dowiedzieć się czegoś o życiu i pracy wśród tamtejszej ludności. O ich zwyczajach, mentalności itp. itd. Szczególnie interesujące były jego opowiadania o przeżyciach, jakich doświadczał, o cierpliwości jaką trzeba było się niejednokrotnie wykazać, by nie zniechęcić wiernych. Opowiadał np., iż kiedyś, w czasie trwania mszy św. wiernym tak spodobała się modlitwa „Ojcze nasz”, iż śpiewali ją ponad dwie godziny, a on musiał cierpliwie, w skwarze słońca, stać w szatach liturgicznych przy ołtarzu i wtórować im. Gdyby przerwał, straciłby ich zaufanie.
Trudno to wszystko opisać w tak krótkim artykule, jednakże każdy z nas, który bezpośrednio zetknął się z ks. Andrzejem, doznał miłego przeżycia, które prawdopodobnie pamięta i przez cały czas będzie pamiętał.
Za to wszystko, księże Andrzeju, serdecznie Ci dziękujemy i zapewniamy, ze będziemy pamiętali o Tobie, prosząc Boga by Twoja postać była dla nas wzorem postępowania chrześcijańskiego.
Bądź dla nas przez cały czas wiernym przyjacielem i przewodnikiem do Królestwa Niebieskiego.
Odpoczywaj w pokoju.











