3,5 godziny oczekiwania z workiem pełnym krwi i podejrzeniem sepsy. Co wydarzyło się na świdnickim SOR-ze?

1 godzina temu

W mediach społecznościowych wywołał falę oburzenia film nagrany na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Świdnicy. Widać na nim 74-letniego pacjenta z cewnikiem pełnym krwi oraz wyraźną opuchlizną. Bliscy mężczyzny opisują dramatyczne godziny oczekiwania na pomoc i zarzucają personelowi brak empatii. Stan pacjenta jest ciężki – przebywa na sali monitorowanej, a lekarze określają rokowania jako niepewne. Dyrekcja szpitala przeprowadziła wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i odpiera zarzuty.


Nagranie opublikowane 15 września na profilu FB „Spotted: Świdnica” ukazuje starszego mężczyznę znajdującego się w poczekalni SOR-u. Z jego nogawki wystaje worek do cewnika wypełniony moczem z krwią, pacjent ma mocno obrzęknięte nogi i rękę. Na nagraniu słychać emocjonalny komentarz towarzyszącej mu kobiety.

– Jesteśmy w szpitalu „Latawiec” 15 września 2026 roku. Wujek lat 74, od 3,5 godziny zacewnikowany, pełno krwi w cewniku. Cały czas czekamy w kolejce, przyjmowane są osoby, które mają dużo mniejsze urazy i problemy. Jesteśmy olewani przez personel, przez panią doktor, która jest bardzo nieprzyjemną osobą, nie ma z kim dyskutować. Skarga do rzecznika praw (pacjenta) została telefonicznie zgłoszona, jeszcze pisemna pójdzie. Po prostu jesteśmy traktowani po raz kolejny źle przez szpital „Latawiec” – mówiła wówczas autorka filmu.

Autorka nagrania 17 września opowiedziała szczegółowo o przebiegu dramatycznego popołudnia i wieczoru dziennikarce Gazety Wyborczej Magdalenie Nogaj. Jak podkreśla, rodzina szukała sprawiedliwości i rzetelnego wyjaśnienia sprawy, a nie jedynie rozgłosu.

Skierowanie z podejrzeniem sepsy i 4 godziny w poczekalni

Z relacji krewnej wynika, iż 74-letni mężczyzna został skierowany na oddział ratunkowy świdnickiego szpitala przez Ośrodek Zdrowia w Strzegomiu z podejrzeniem sepsy oraz niewydolności nerek. Transport medyczny nie został zadysponowany, ponieważ w placówce poinformowano rodzinę, iż karetki wzywane są jedynie do przypadków zawałów i udarów. Bliscy przewieźli więc seniora do Świdnicy własnym samochodem. Rejestracja na świdnickim SOR-ze nastąpiła o godzinie 16:01.

​– Wujkowi przydzielono średni stopień zagrożenia, a czas oczekiwania na wyświetlanej tablicy pokazywał 2–2,5 godziny – relacjonuje bliska pacjenta. – To było karygodne, gdyż przy podejrzeniu sepsy liczy się każda godzina. Po trzech godzinach zaczęłam pytać w recepcji, czy ktoś może nas w końcu przyjąć, bo 74-letni wujek czuje się coraz gorzej. Miał już wtedy podłączony cewnik (jeszcze u nas w ośrodku, około godziny 11:00–12:00), w którym najpierw był normalny mocz, a z czasem stawał się coraz ciemniejszy, aż pojawiła się sama krew.

​Gdy próby uzyskania pomocy w rejestracji nie przyniosły skutku, kobieta udała się bezpośrednio pod gabinety lekarskie.

​– Przedstawiłam sytuację pani doktor, jednak stwierdziła, iż przy średnim priorytecie trzeba czekać na swoją kolej. Zwróciłam jej uwagę, iż wchodzą osoby z dalszymi numerami oczekiwania, na przykład ze stłuczonym palcem czy skręconą nogą, podczas gdy nasza sytuacja jest poważna. Odpowiedziała opryskliwie, iż nic na to nie poradzi i trzeba czekać, po czym zamknęła mi drzwi przed nosem – wspomina autorka relacji. Jak dodaje, chwilę wcześniej ta sama lekarka miała wdać się w sprzeczkę z inną pacjentką z poczekalni.

Interwencja u rzecznika i przyjęcie na oddział

​Po telefonicznym zgłoszeniu sprawy do Rzecznika Praw Pacjenta druga z sióstr poszła poprosić o pomoc innego lekarza.

​– Ten okazał nieco więcej empatii – przyjął nas, zbadał wujka i zlecił badania. Stwierdził jednak, iż z tą sepsą to chyba przesadzamy. Czekałyśmy prawie dwie godziny na wyniki, które miały być gotowe maksymalnie w ciągu godziny. Próbowałyśmy zapytać o nie tego lekarza, ale stwierdził tylko, iż ma teraz ważniejsze przypadki i po prostu nas zignorował. Ostatecznie, po naszej interwencji, wujek został przyjęty po prawie czterech godzinach czekania z sepsą – opisuje kobieta.

​Pacjent trafił na salę przejściową około godziny 22:00. w tej chwili jego stan jest określany jako ciężki.

​– Na dzień dzisiejszy lekarz prowadzący potwierdził sepsę. Stan wujka jest ciężki, przebywa na sali monitorowanej, a rokowania na przeżycie wynoszą 50/50. Takie informacje usłyszałyśmy od lekarza prowadzącego po odwiedzinach – przekazuje rodzina, zapowiadając formalne złożenie pisemnej skargi do Rzecznika Praw Pacjenta wraz z dokumentacją zdjęciową i nagraniem.

Dyrekcja szpitala odpiera zarzuty i cytuje procedury

​Do sprawy dzisiaj odniósł się dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Świdnicy, Grzegorz Kloc. Jak poinformował, w placówce przeprowadzono wewnętrzne postępowanie wyjaśniające obejmujące analizę dokumentacji medycznej oraz uzyskanie wyjaśnień personelu.

​„Ustalenia tego postępowania nie potwierdzają zarzutu, aby pacjent został pozostawiony bez opieki lub iż personel nie podejmował wobec niego działań” – przekazuje dyrektor Grzegorz Kloc.

​Przedstawiciel szpitala zwraca jednak uwagę na ograniczenia prawne uniemożliwiające publiczną dyskusję o szczegółach leczenia konkretnej osoby.

​„Z uwagi na ustawowy obowiązek zachowania tajemnicy medycznej Szpital nie może, bez odpowiedniej podstawy prawnej lub zgody pacjenta, publicznie potwierdzać ani omawiać jego rozpoznań, wyników badań ani szczegółowego przebiegu leczenia. Możemy natomiast wyjaśnić ogólne zasady funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego” – zaznacza szef „Latawca”.

​Odbijając zarzuty rodziny dotyczące czasu oczekiwania i wyznaczania kolejności przyjmowania chorych, dyrekcja wyjaśnia mechanizm funkcjonowania oddziału ratunkowego.

​„W SOR kolejność przyjęć nie jest ustalana według kolejności zgłoszenia. O priorytecie decyduje segregacja medyczna (triage). Pacjent, który zgłosił się później może zostać przyjęty wcześniej, o ile jego stan wymaga szybszej interwencji. SOR jest przeznaczony przede wszystkim dla osób w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego i nie zastępuje standardowej ścieżki przyjęć do hospitalizacji planowej” – wskazuje dyrektor.

​W odniesieniu do objawów opisywanych przez bliskich oraz wstępnych diagnoz stawianych w ośrodku zdrowia, Grzegorz Kloc podkreśla:
„Ostra niewydolność nerek może wymagać pilnej, a w określonych sytuacjach natychmiastowej pomocy. O priorytecie decyduje jednak aktualny stan kliniczny pacjenta, a nie sama nazwa rozpoznania. Nie można wiarygodnie rozpoznać sepsy ani bezpośredniego zagrożenia życia na podstawie nagrania lub pojedynczego objawu. Taka ocena wymaga badania lekarskiego i diagnostyki; szczegółów dotyczących konkretnego pacjenta Szpital nie może ujawniać bez podstawy prawnej.”

​Dyrekcja odniosła się również do kwestii związanych z wymogiem posiadania skierowania na oddział ratunkowy.

​„W stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego adekwatnym miejscem zgłoszenia się po pomoc medyczną jest SOR, niezależnie od posiadania skierowania. W przypadku skierowania do hospitalizacji bez stanu nagłego pacjent powinien korzystać ze ścieżki przyjęcia do adekwatnego oddziału przewidzianej przez organizację danego szpitala” – przypomina Grzegorz Kloc.

​Kwestią wyjaśnianą w ramach wewnętrznego postępowania było także zachowanie personelu oraz zgłaszany brak identyfikatorów u lekarzy.

​„Przeprowadzone postępowanie wyjaśniające nie dało podstaw do potwierdzenia takiej tezy. Szpital wymaga od personelu przestrzegania ustawowego obowiązku identyfikacji” – odpowiada szef placówki.

​Dyrektor podsumowuje również ogólną statystykę wpływających skarg w zestawieniu z liczbą pacjentów przyjmowanych na oddziale.

​„Zgłoszenia nieprawidłowości w zakresie funkcjonowania Szpitala i SOR, w tym uwagi do zachowania i postawy personelu, są rozpatrywane na bieżąco, indywidualnie we właściwym trybie. W bieżącym roku do rozpatrzenia w trybie skargowym zostało zakwalifikowanych 6 skarg związanych ze świadczeniami udzielonymi w ramach oddziału ratunkowego (według danych statystycznych w SOR w bieżącym roku w okresie styczeń – sierpień przyjęto ponad 14 000 pacjentów)” – informuje dyrektor świdnickiego szpitala.

Agnieszka Szymkiewicz
Za pomoc dziękuję Magdalenie Nogaj/ GW

Idź do oryginalnego materiału