3,5-letni Kacper zmarł w grodziskim szpitalu. Lekarze podejrzewali sepsę, ale się pomylili

2 godzin temu
Kacper trafił do szpitala w ciężkim stanie. Kilka godzin później zmarłDo tragedii doszło 24 września 2026 roku. Jeszcze dwa dni wcześniej 3,5-letni Kacper normalnie bawił się w przedszkolu i spędzał czas z młodszym bratem. Pierwsze niepokojące objawy pojawiły się w nocy z wtorku na środę, kiedy chłopiec zaczął wymiotować.Następnego dnia jego stan stopniowo się pogarszał. Pojawiła się gorączka, brak apetytu i kolejne wymioty. Około godziny 19 dziecko zaczęło skarżyć się na bardzo silny ból brzucha.Ojciec chłopca, Adam, relacjonował dziennikarzom „Wyborczej”, iż syn niemal nigdy nie skarżył się na ból. Tym razem cierpiał tak bardzo, iż nie mógł spokojnie leżeć. Po kolejnych wymiotach dolegliwości na pewien czas ustąpiły, jednak późnym wieczorem sytuacja ponownie się pogorszyła.Około godziny 22:30 ojciec zadzwonił pod numer alarmowy. Początkowo zalecono mu samodzielne przewiezienie dziecka do szpitala. Kiedy jednak zauważył, iż syn jest bardzo blady i ma sine usta, ponownie wezwał pomoc. Karetka przyjechała po kilkunastu minutach.Ratownicy zdecydowali o przewiezieniu chłopca do Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim, oddalonego o około 20 kilometrów od jego domu. Na Szpitalny Oddział Ratunkowy Kacper dotarł tuż przed północą. Podczas wstępnej oceny stanu zdrowia przydzielono mu żółtą kategorię pilności. Jak wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”, na badanie przez lekarza czekał około 40 minut.W gabinecie stan dziecka gwałtownie się pogorszył. Chłopiec zaczął tracić przytomność, miał przyspieszone tętno i objawy wstrząsu. Lekarze podali mu tlen, płyny oraz leki, w tym antybiotyk. Po pewnym czasie jego stan się poprawił.Rozważano przewiezienie Kacpra do specjalistycznego szpitala dziecięcego w Warszawie. Ostatecznie lekarze zdecydowali o pozostawieniu go w Grodzisku Mazowieckim na obserwacji.Około godziny 3 nad ranem chłopiec trafił na oddział pediatrii. Niedługo później ponownie stracił przytomność. Rozpoczęto reanimację, która trwała około dwóch godzin. O godzinie 5.26 stwierdzono zgon dziecka.– Tato przytul mnie i pocałuj – tak, według relacji ojca przekazanej „Gazecie Wyborczej”, brzmiały jedne z ostatnich słów Kacpra.Lekarze podejrzewali meningokoki. Sekcja zwłok wykazała niedrożność jelitPoczątkowo personel medyczny podejrzewał u chłopca ciężkie zakażenie meningokokowe, które mogło doprowadzić do sepsy. O podejrzeniu poinformowano również sanepid. Badania bakteriologiczne nie potwierdziły jednak zakażenia meningokokami ani innymi badanymi bakteriami wywołującymi sepsę.Przeprowadzona 28 września sekcja zwłok wykazała zupełnie inną przyczynę śmierci. U chłopca doszło do niedrożności jelita cienkiego spowodowanej jego zadzierzgnięciem. Jelito zostało uwięźnięte i skręcone, a zaburzenia dopływu krwi doprowadziły do martwicy tkanek, wstrząsu i ostatecznie śmierci dziecka.Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, podczas pobytu Kacpra w szpitalu nie wykonano diagnostycznych badań obrazowych jamy brzusznej, takich jak RTG czy USG, które mogłyby pomóc w rozpoznaniu niedrożności. Nie przeprowadzono również konsultacji chirurgicznej.Prof. Beata Jurkiewicz, konsultant krajowa w dziedzinie chirurgii dziecięcej, w rozmowie z „Wyborczą” wyjaśniła, iż zadzierzgnięcie jelita jest stanem bezpośredniego zagrożenia życia, wymagającym pilnej interwencji chirurgicznej. Zastrzegła jednak, iż nie analizowała dokumentacji medycznej Kacpra, dlatego nie oceniała indywidualnego postępowania lekarzy.Szpital wyjaśnia, dlaczego nie wykonano badań obrazowychDo sprawy odniosła się ordynator oddziału pediatrii Szpitala Zachodniego, Iwona Bubisz-Dukat. W odpowiedziach przesłanych 12 października „Gazecie Wyborczej” przedstawiła stanowisko placówki dotyczące diagnostyki i leczenia chłopca.Według ordynator podejrzenie wstrząsu septycznego wynikało z obserwowanych objawów, w tym gorączki, zaburzeń świadomości, wymiotów, przyspieszonej pracy serca i zasinienia części ciała.Lekarka wyjaśniła, iż podczas badania w szpitalu Kacper nie zgłaszał bólu brzucha, a badanie palpacyjne nie wykazało objawów sugerujących ostre schorzenie wymagające interwencji chirurgicznej.– W tym przypadku u pacjenta w czasie pobytu na SOR nie występował ból brzucha, nie było objawów otrzewnowych, perystaltyka jelit była obecna – przekazała ordynator.Zdaniem przedstawicielki szpitala rozpoznanie utrudniał nietypowy i bardzo gwałtowny przebieg choroby. Wyjaśniła również, iż wymioty u dzieci są częstym objawem wielu schorzeń i nie zawsze stanowią wskazanie do wykonania badań obrazowych.Ordynator podkreśliła, iż zadzierzgnięcie jelita jest rzadką chorobą, która może rozwijać się podstępnie i prowadzić do bardzo poważnych powikłań. Odniosła się także do czasu oczekiwania na SOR. Według jej wyjaśnień zarówno ocena ratowników medycznych, jak i wstępna kwalifikacja pacjenta w szpitalu nie wskazywały wówczas na bezpośrednie zagrożenie życia.Szpital zapewnia, iż personel podejmował działania mające na celu uratowanie chłopca. Ordynator zakwestionowała również relację dotyczącą niesprawnego sprzętu podczas reanimacji. Według niej doszło jedynie do krótkotrwałego wygaszenia ekranu kardiomonitora podczas zmiany sposobu jego zasilania.Śmierć dziecka bada prokuraturaOjciec Kacpra ma zastrzeżenia do sposobu diagnozowania i leczenia syna. Jak przekazał mediom, od początku informował personel medyczny o silnych bólach brzucha, które występowały u dziecka przed przyjazdem do szpitala.Wątpliwości rodziny dotyczą przede wszystkim braku badań obrazowych, niewykonania konsultacji chirurgicznej oraz decyzji o pozostawieniu chłopca w placówce, która nie dysponuje oddziałem chirurgii dziecięcej.30 września ojciec złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Mazowieckim prowadzi postępowanie dotyczące narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.6 października w Zakładzie Medycyny Sądowej w Warszawie przeprowadzono kolejną sekcję zwłok chłopca.Postępowanie ma wyjaśnić okoliczności udzielania pomocy medycznej Kacprowi i ustalić, czy doszło do nieprawidłowości. Samo wszczęcie postępowania nie przesądza o odpowiedzialności personelu szpitala.Czytaj też:
Idź do oryginalnego materiału