
Jeśli mielibyśmy wybrać tylko jedno zdanie do zapowiedzi meczu Avia Świdnik – Raków Częstochowa brzmiałoby ono tak – Wszystkie bilety zostały sprzedane. Ćwierćfinałowy pojedynek żółto – niebieskich z czołowym przedstawicielem Ekstraklasy obejrzy komplet widzów, a ci, którzy nie zdążyli kupić wejściówki, na pewno znają kogoś, kto obejrzy pojedynek na żywo. Tym starciem bowiem, już od dawna, żyje całe miasto.
Kiedy jesienią 1985 roku Marek Leszczyński strzelał dwa gole Pogoni Szczecin, w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Pucharu Polski prawdopodobnie nie przypuszczał, iż kolejna szansa na awans do półfinału tych rozgrywek nadarzy się dopiero po ponad czterdziestu latach. Przez ten czas duma lotniczego miasta była na kilku zakrętach futbolowej drogi, istniało ryzyko, iż może z niej wypaść. Na szczęście nic takiego się nie stało, a dziś żółto – niebiescy zaczynają realnie marzyć o nawiązaniu do najlepszych czasów. Okresu, w którym walczyli o ligowe punkty z wieloma, uznanymi markami, a w krajowym pucharze pięli się wysoko w turniejowej drabince.
W czwartek, 5 marca, o godz. 13.30 Świdniczanie rozpoczną rywalizację z ekipą spod Jasnej Góry. Dla wielu z nich to będzie najważniejszy z pojedynków, jakie przyszło im, do tej pory stoczyć w swojej przygodzie z futbolem. Faworyt starcia jest jeden, ale w przeszłości, wielokrotnie przekonywaliśmy się, iż nie zawsze zwycięża ten, który jest mocniejszy na papierze. Piłka nożna jest piękna, bo jest nieprzewidywalna. I tak, jak wiemy ilu widzów zasiądzie jutro na Stadionie Miejskim im. Czesława Krygiera w Świdniku, tak nie jesteśmy w stu procentach pewni, kto z nich będzie opuszczał stadion w radości, a kto w smutku.

1 godzina temu







