Andrzej Chciuk (ur. 13 stycznia 1920 roku w Drohobyczu, zm. 15 maja 1978 roku w Melbourne) był polskim prozaikiem, poetą, dziennikarzem i felietonistą.
Podczas II wojny światowej walczył we Francji, działał w ruchu oporu i był więziony przez gestapo. Po wojnie mieszkał w Paryżu, gdzie studiował dziennikarstwo i współpracował z polską prasą emigracyjną. W 1951 roku wyemigrował do Australii i osiedlił się w Melbourne. Początkowo pracował fizycznie – m.in. jako kucharz i robotnik drogowy – później został nauczycielem języka francuskiego i historii.
Chciuk był także aktywnym działaczem polonijnym. W Melbourne założył kabaret literacko-satyryczny „Wesoła Kookaburra”, współpracował z prasą polonijną i redagował dodatki literackie. Znany był z bezkompromisowych felietonów oraz krytycznego spojrzenia na środowisko emigracyjne.
Szczególne miejsce w jego twórczości zajmowały wspomnienia rodzinnego Drohobycza oraz doświadczenie emigracji. Największą sławę przyniosły mu książki wspomnieniowe Atlantyda. Opowieść o Wielkim Księstwie Bałaku oraz Ziemia księżycowa, w których z niezwykłą nostalgią, humorem i językową barwnością opisywał przedwojenny Drohobycz, jego mieszkańców i atmosferę kresowego miasta. Do innych utworów pisarza należą m.in. Emigrancka opowieść, Smutny uśmiech i Wizyta w Izraelu.
Okładki Atlantydy: trzech z pięciu polskich wydań oraz wydania ukraińskiego (kolaż JT)
Atlantyda – krajowe wydanieDzięki dr Bogumile Żongołłowicz, która skontaktowała się z wdową po pisarzu, jego grób nie uległ likwidacji, a płyta nagrobna została odnowiona. Grób zlokalizowany jest w Springvale Botanical Cemetery, kwartał Fuchsia, aleja 48, miejsce 25.
Na zdjęciu biografka pisarza nad grobem bohatera kilku jej książek (jeszcze przed renowacją). Fot. Z archiwum Bogumiły ŻongołłowiczFragment książki Andrzej Chciuk. Pisarz z antypodów:
(udostępniony za zgodą autorki)
Nagły zgon pisarza w wieku 58 lat był zaskoczeniem dla wszystkich. Prawdziwy szok przeżyła Stanisława Sklenarz, która dopiero co przyleciała z Stanów Zjednoczonych. Nie widzieli się z bratem ponad trzydzieści lat. Mieli tyle do wspominania. Najwyraźniej wzruszeń było za wiele.
Ceremonia pogrzebowa odbyła się w starym katolickim kościele Sacred Heart przy 83 Grey Street w dzielnicy St. Kilda 18 maja 1978 roku. O ile we mszy żałobnej z obecnością ciała zmarłego udział wzięło dwieście osób, w tym spora grupa polskich Żydów, na cmentarz Necropolis w Springvale podążyła garstka[1]. W Blair Chapel nikt nie zdobył się na wygłoszenie – zgodnie z przyjętym zwyczajem – choćby krótkiego przemówienia[2]. Ksiądz wymamrotał modlitwę, po czym wśród ogólnego milczenia trumna osunęła się w zapadnię krematorium. Pozostała po niej tylko biało-czerwona flaga „jakby chcąc sobą zaświadczyć, iż pisarz był dobrym patriotą i Polakiem”[3].
A wystarczyło zacytować samego nieboszczyka:
[…] więc, Miłosierny, przyjmij do swych wierzej
tego co w trumnie tutaj oto leży.
Jego skończone już wędrówki ziemskie
po chwilach pięknych, trudnych, i po klęskach,
i kiedy stoi na progu wieczności
udziel mu łaski swej i bądź miłościw[4].
„Gdyby […] żył – napisał o autorze Atlantydy Zbigniew Jasiński – […] – mógłby zatrzeć pulchne rączki i zawołać z triumfem: «A widzicie!… Sami sobie daliście świadectwo na tym pogrzebie, iż ja jednak miałem rację! Właśnie to wam wytykałem: drętwą obojętność w sprawach społecznych, mściwą prywatę i głupotę. Daliście jej dowód własnym milczeniem, niegodnym mężów stanu». Ale nie żyje Andrzej Chciuk, autor dzieł pięknych, laureat nagród literackich. Nie żyje, nie przywróci sobie lat zmarnowanych na walkę z ciemnotą i nijactwem. A ja, Panie Redaktorze – zwrócił się do Jerzego Giedroycia – […] nic o tej śmierci nie wiedziałem. I dopiero z Pana depeszy, aż z Paryża…”[5].
W Atlantydzie, którą krytycy i czytelnicy zgodnie uznają za jego najlepszą książkę, Andrzej Chciuk napisał: „Lęk przed śmiercią, ten najważniejszy czynnik w życiu człowieka, lęk przed przemijaniem, który każdy na inny sposób stara się w sobie zagłuszyć, można przezwyciężyć tylko tworzeniem, tylko to coś znaczy. To co pozostaje po nas na drogach zapomnienia”[6].
[1] Andrzej Chciuk został pochowany w kwartale Fuchsia, aleja 48, miejsce 25. w tej chwili Springvale Botanical Cemetery.
[2] Eudoksja Rakowska w liście do autorki z 23 lutego 1999 r. napisała: „Do dziś pamiętam ten smutny pogrzeb Andrzeja ani Wieczny odpoczynek, ani krótkiego choćby pożegnania przez p. Gawrońskiego czy p. Romanowskiego, choć byli przy grobie razem ze mną. Żal zbierał i rozgoryczenie na tak obojętny pochówek najlepszego pisarza Polonii w Australii”.
[3] W. Romanowski, Odszedł pisarz, „Wiadomości Polskie” 1978, nr 20, s. 1.
[4] A. Chciuk, Modlitwa przy trumnie bliskiej osoby, „Tygodnik Polski” 1978, nr 20, s. 3.
[5] Z. Jasiński, Dopiero z tej depeszy, aż z Paryża…, „Kultura” 1978, nr 7/8, s. 170–177.
[6] A. Chciuk, Atlantyda, s. 63.
Zdjęcie tytułowe: grób Andrzeja Chciuka (fot. Bogumiła Żongołłowicz)










