- Powiedział, iż nie ma tu nic do roboty i niech sobie nawiedzeni onkolodzy sami diagnozują. Krzyczał, był arogancki, a gdy nalegałam, by obejrzał wynik badania taty, wezwał ochronę - relacjonuje wizytę u chirurga klatki piersiowej w Narodowym Instytucie Onkologii córka pacjenta. Szpital wyjaśnia sprawę.