Nasz dzisiejszy Solenizant, kończąc karierę hokejową napisał: "zawsze stawiałem ponad swoje indywidualne osiągnięcia dobro drużyny, starałem się stać po stronie zawodników, mimo różnych przeciwności losu. Rola kapitana drużyny była dla nie ogromnym wyróżnieniem jak i dumą, ale również w ciężkich chwilach była mocno obciążająca. Mimo wszystko, jako ostatni
schodziłem ze statku". Czy nie tego oczekuje się od prawdziwego lidera?