Tegoroczna przygoda Kolejorza z Ligą Europy rozpoczęła się od dwóch bardzo wymagających przeciwników. Najpierw poznaniacy pojechali do Londynu, gdzie przegrali z Crystal Palace 0:4. Tydzień temu europejskie rozgrywki po sześciu latach wróciły na stadion przy Bułgarskiej, ale również wtedy kibice gospodarzy nie mieli powodów do zadowolenia. Bayer Leverkusen wygrał w Poznaniu identycznym wynikiem.
Teraz na drodze Lecha stanie kolejny przedstawiciel angielskiej Premier League. Sunderland będzie drugim zespołem z tego kraju, z którym Kolejorz zmierzy się w obecnej edycji Ligi Europy.
Poznaniacy mają już doświadczenia z rywalizacji przeciwko angielskim klubom, choć historia tych spotkań nie jest dla nich szczególnie korzystna.
Pierwsza taka konfrontacja miała miejsce w 1984 roku. Lech, jako mistrz Polski, trafił w Pucharze Europy na Liverpool, który bronił wówczas trofeum. Anglicy okazali się zdecydowanie lepsi, wygrywając dwumecz 5:0.
Znacznie przyjemniejsze wspomnienia wiążą się z jesienią 2010 roku. Kolejorz rywalizował wtedy w Lidze Europy z Manchesterem City, Juventusem i Salzburgiem.
W pierwszym spotkaniu z angielskim zespołem przegrał na wyjeździe 1:3. Rewanż na Bułgarskiej przyniósł jednak jedną z najbardziej pamiętnych wygranych w historii klubu. Lech pokonał Manchester City 3:1, a później awansował do kolejnej rundy rozgrywek.
Od tamtego zwycięstwa minęło szesnaście lat. Dzisiejszy mecz będzie więc okazją do ponownego pokonania drużyny z Premier League przed poznańską publicznością.
Stawka spotkania jest jednak znacznie większa niż poprawienie historycznego bilansu.
W obecnym formacie Ligi Europy 36 zespołów rywalizuje w jednej tabeli. Każda drużyna rozgrywa osiem spotkań, a po zakończeniu tej części rozgrywek 24 najlepsze ekipy zachowają szansę na zdobycie trofeum.
Zespoły z pierwszych ośmiu miejsc awansują bezpośrednio do 1/8 finału. Drużyny sklasyfikowane od dziewiątej do dwudziestej czwartej pozycji będą musiały rozegrać dodatkowe mecze barażowe.
Lech po dwóch porażkach znajduje się na ostatnim miejscu w tabeli, dlatego każde kolejne spotkanie nabiera dla niego coraz większego znaczenia.
Terminarz nie jest jednak łatwy. Po dzisiejszym pojedynku z Sunderlandem poznaniacy zmierzą się 5 listopada na wyjeździe z Benficą Lizbona. Następnie czekają ich spotkania z Union Saint-Gilloise, Ferencvárosem, Torreense i OFI Kreta.
W poprzednich edycjach dziewięć lub dziesięć punktów pozwalało zająć ostatnie miejsce dające możliwość dalszej gry. To pokazuje, iż mimo nieudanego początku Kolejorz przez cały czas ma o co walczyć, choć nie może pozwolić sobie na zbyt wiele kolejnych potknięć.
Dodatkowym powodem do zdobywania punktów jest ranking UEFA. Wyniki osiągane w europejskich pucharach wpływają na pozycję klubu podczas przyszłych losowań eliminacyjnych. Wysoki współczynnik pozwala trafiać do grona drużyn rozstawionych, co może mieć istotne znaczenie w drodze do kolejnych międzynarodowych rozgrywek.
Przed czwartkowym meczem poznaniacy mogą przynajmniej liczyć na poprawę atmosfery po ostatnim ligowym występie.
W niedzielę Lech rozbił Koronę Kielce aż 6:1. Kibice przy Bułgarskiej zobaczyli sześć bramek gospodarzy, a szczególnie dobrze zaprezentowali się Mikael Ishak i Pablo Rodríguez, którzy zdobyli po dwa gole.
Teraz pozostaje pytanie, czy ofensywna skuteczność pokazana w Ekstraklasie wystarczy również przeciwko angielskiemu rywalowi.
Dzisiejszy pojedynek rozpocznie się o godz. 18:45 na Enea Stadionie przy ul. Bułgarskiej. Ze względu na mecz i spodziewany wzmożony ruch w okolicy obiektu kibicom zaleca się skorzystanie z komunikacji miejskiej.
Dla Lecha będzie to trzeci występ w tegorocznej Lidze Europy i druga okazja do zdobycia punktów przed własną publicznością. Po dwóch dotkliwych porażkach poznaniacy potrzebują wyniku, który pozwoli im zachować realne nadzieje na europejską wiosnę.

1 godzina temu














