Antoni Ciszewski: bardziej fusy niż – ten świa

9 godzin temu

Antoni Ciszewski: bardziej fusy niż – ten świat

Daleki świat pogrążony w dzietności

świat herbaciano-kawowo-waniliowy

z buddyjską wizytą

z filozofią Konfucjusza i stworzonym

do medytacji wolnym Tybetem i rzeką

Brahmaputrą po której nie sposób

od razu wspiąć się do jej źródła – to nie

w kij dmuchał – tu są przecież Himalaje

znacznie poniżej rozciąga się przybrzeżny

pas eksploracji anglosasko-francuskiej

od połowy dziewiętnastego do dwudziestego

wieku z ostrą jak nóż zbójecki papryką

(chilli) z kurkumą imbirem i szafranem

i drogą morską przez przesmyk z mostem

w Al-Kantarze i nie chodzi tu o żadne więzy

krwi czy bliskość na miarę jakiegoś sukcesu

nierówność nie znika wraz z nadejściem

lżejszej perspektywy dla aktywistów to

kod przetrwania w objęciach bogini ziemi

czasem widzi się jej tułów śliski w dżungli

jako dobrze znany wszystkim tajemniczy

brak pośpiechu jak u anakondy, ściśnięte a

dalej zupełnie rozluźnione koryto tej samej

rzeki bywa niekiedy wymyśloną przygodą

o miłości (jak miłość, szmaragd i krokodyl)

i z lawiną błotną osuwa się do jamy w ziemi

by być już maksymalnie ekstremalną kobietą

w szeregu wypraw urzeczywistnia wszystkich

trampów wleczących się do światła w tunelu

po powrocie gdy odludnie siada gdzieś sobie

i choć się nie widzimy (i nie najgorzej wtedy

się z tym czujemy) to zawsze to coś trawimy

w sobie – ten aglomerat aromatów i przypraw

orientalnych zwożony do magazynów i hurtowni

niby z większą dbałością a jednak traktowany

dwojako – po restauratorsku i po bałaganiarsku

Polecamy również: Brytyjska agencja fałszowała dane meteo, by zadowolić lobby klimatyczne

Idź do oryginalnego materiału