Arktyczny falstart mistrza – Lech Poznań 1:3 Lechia Gdańsk

1 godzina temu

Spotkanie zaczęło się najgorzej, jak mogło. Już po 118 sekundach gry Camilo Mena popędził prawym skrzydłem, wbiegł w pole karne i dograł do Tomasza Neugebauera – ten płaskim strzałem zaskoczył Bartosza Mrozka i dał Lechii prowadzenie 0:1. Kibice na trybunach zamarli, a temperatura na stadionie wydawała się jeszcze niższa.

Lech otrząsnął się dopiero po pół godzinie gry. W 27. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Ali Gholizadeh dopadł do piłki w zamieszaniu podbramkowym i mocnym strzałem głową doprowadził do wyrównania 1:1. Stadion eksplodował – wydawało się, iż to początek powrotu mistrza.

Niestety druga połowa okazała się koszmarem w wykonaniu bloku defensywnego Kolejorza. W 47. minucie Camilo Mena znów ruszył prawą flanką i dośrodkował – Antonio Milić, próbując wybić piłkę, trafił niefortunnie do własnej siatki (1:2). Ósem minut później przyszła kolejna komedia pomyłek: Aleksandar Ćirković genialnym podaniem wypuścił Tomáša Bobčeka, Słowak minął Mateusza Skrzypczaka i pewnym strzałem ustalił wynik na 1:3. Bobček zdobył 14. gola w okresie i umocnił się na czele klasyfikacji strzelców Ekstraklasy.

Bartosz Mrozek w bramce Lecha uratował kolegów przed prawdziwą masakrą – kilkukrotnie interweniował w sytuacjach sam na sam i po dobitkach. Bez jego postawy wynik mógł być znacznie wyższy. Cała linia obrony – z fatalnymi błędami w ustawieniu, komunikacji i czytaniu gry – zawiodła na całej linii.

Zmiany Johana Fredriksena nie przyniosły przełomu. Lech miał przewagę w posiadaniu piłki (ok. 72%), oddał sporo strzałów, ale brakowało konkretów i spokoju w wykańczaniu akcji. Lechia z kolei zrealizowała plan Johna Carvera w stu procentach: odbiory na połowie rywala, błyskawiczne kontry i skuteczność w polu karnym.

Kibice Lecha, mimo temperatur poniżej -10°C, stawili się licznie i przez większość meczu dawali z siebie wszystko – doping nie ustawał choćby po trzecim golu. Po końcowym gwizdku część fanów skandowała hasła wsparcia, pokazując, iż porażka nie niszczy więzi z drużyną.

To już druga z rzędu inauguracja wiosenna z dużym minusem – jesienią Lech przegrał 1:4 z Cracovią. Teraz przed Fredriksenem i sztabem poważna robota: defensywa wymaga gruntownej przebudowy, bo w obecnej formie marsz po obronę tytułu może zakończyć się bardzo szybko.

Lechia Gdańsk z kolei pokazuje, iż od jesieni jest jedną z najgroźniejszych drużyn ligi. Cztery zwycięstwa i remis w ostatnich pięciu meczach – bilans bramkowy 17:7 mówi sam za siebie.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 1:3 (1:1) Bramki: 27′ Gholizadeh – 2′ Neugebauer, 47′ Milić (sam.), 55′ Bobček

Idź do oryginalnego materiału