Babciny jazz

1 godzina temu

Muzyka GrandMother Jazz to nie tylko ludowa tradycja ubrana w nowoczesny, jazzowy aranż. To również wspomnienie postaci tworzących w czasach, kiedy „muzyków nie było”, ale każdy na wsi śpiewał. Czyli taki babciny jazz, zresztą w bardzo kuszącym uszy brzmieniu, którego mogliśmy posłuchać w Kulturalnej Oranżerii Centrum Usług Społecznych.

Zespół nie zagłębia się w poszukiwaniach muzycznych w historię wojny, ani tym bardziej jeszcze wcześniejszych lat. Właśnie dlatego słuchacze wczorajszego koncertu, pamiętający z dzieciństwa jak przez mgłę lata 60. ubiegłego stulecia, kiedy bieda, ciężka praca i obowiązkowe dostawy zboża i żywca dla państwa nie ułatwiały życia ich wiejskim dziadkom, rozumieli klimat tekstów muzyki GrandMother Jazz.

„Szeroki las, wąskie pole” na wstępie, a potem historia dziewczyny, której chłopak odchodzi w świat. Można powiedzieć: klasyka kompozycji słów ludowej pieśni. GrandMother Jazz czerpie głównie z twórczości ludowej lubelskiego Roztocza rozumianego bardzo szeroko, od Janowa Lubelskiego po wschodnią granicę Polski: Stanisław Fijałkowski, Anna Malec, Czesława Prokopiuk, babcia Eweliny, wokalistki zespołu GrandMother Jazz i inni. W repertuarze znalazł się jednak również Jan Borcuch mieszkający aż pod Koninem.

Jazz nie bardzo koresponduje stylowo z disco polo, którego nikt nie lubi, a wszyscy je tańczą. Nie do każdej wrażliwości muzycznej trafiają jazzowe solówki i improwizacje. Ale na sąsiedniej ławce dał się słyszeć szept seniora kierowany do sąsiada: panie, gdyby nie grali tak fajnie, dawno bym poszedł.

« ‹ z 2 › »
Idź do oryginalnego materiału