Bartłomiej Bonk wciąż czeka na medal igrzysk. Finał będzie w sądzie?

2 miesięcy temu

Bartłomiej Bonk to w tej chwili między innymi trener podnoszenia ciężarów, a w przeszłości znakomity zawodnik – dowodem medal igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Podczas imprezy stanął na najniższym stopniu podium. Ale osiem lat później przesunął się o stopień wyżej. Stwierdzono, iż ówczesny triumfator był na dopingu. I tak brąz zamienił się w srebro.

Bartłomiej Bonk czeka na medal z igrzysk w Londynie…

Na polecenie Polskiego Komitetu Olimpijskiego Bartłomiej Bonk odesłał ten pierwszy medal. Na ten „nowszy” i zdecydowanie jaśniejszy miał chwilę poczekać. Zapytano choćby gdzie chce go odebrać. Opcji było parę, na czele ze zbliżającymi się wtedy Igrzyskami Olimpijskimi w Tokio. I pomyślał, iż dobrze byłoby go odebrać „w trakcie igrzysk, na pomoście dla ciężarowców”.

Bartłomiej Bonk zdobył podczas Igrzysk Olimpijskich Londyn 2012 srebrny medal. Fot. Archiwum prywatne.

Wtedy jednak nadeszła pandemia i nie udał się do stolicy Japonii. Chciał poczekać na Paryż 2024, ale już nie było takiej możliwości. Podobno zgody nie dał Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Sprawa więc znowu się przedłużała, po czym całkiem niedawno skontaktował się z nim przedstawiciel PKOl-u.

– Zaproponowali, żebym przyjechał do Warszawy na galę po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2026. Powiedziałem, żeby wysłali medal pocztą – nie kryje zniechęcony czekaniem Bartłomiej Bonk. – Poczekam jeszcze na kontakt, być może coś tam ugadamy razem. Ale na razie znowu wszystko jest w zawieszeniu, tak jak było. Ja powiedziałem swoje, oni powiedzieli swoje i tyle…

…i emeryturę olimpijską

To jednak nie koniec zgrzytów na linii Bartłomiej Bonk – PKOL. Opolanin walczy także o świadczenia olimpijskie przewidziane dla medalisty igrzysk. To przysługuje my od ponad roku, a na razie nie ma możliwości go pobierać. Jest bowiem kilka warunków, które trzeba spełnić, żeby otrzymać taką „emeryturę”:

  • posiadanie przynajmniej jednego medalu olimpijskiego,
  • ukończenie 40. rok życia,
  • brak uprawiania sportu zawodowo,
  • posiadanie polskiego obywatelstwa,
  • brak prawomocnego skazania za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe,
  • brak dyskwalifikacji za doping w sporcie karą dłuższą niż dwa lata i brak karania za doping więcej niż raz.

Bartłomieja Bonka w oczach osób decyzyjnych dyskwalifikuje to ostatnie. W przeszłości bowiem dwukrotnie przyłapano go na dopingu (raz dyskwalifikacja trwała pół roku, raz blisko trzy razy dłużej). Sam zainteresowany potwierdza to i nie kryje, iż był „młody i głupi”.

Bartłomiej Bonk wciąż czeka na medal. „Nie chodzi o pieniądze”

Ale teraz nie odpuści. Nie tylko dlatego, iż mógłby od blisko roku pobierać świadczenie, które od stycznia 2025 r. wynosi 4967,95 zł brutto miesięcznie, co w skali roku daje to blisko 50 tys. zł na rękę.

– Tu nie chodzi o pieniądze – zapewnia były sztangista. – Przecież te uwarunkowania ustalono pięć lat po tym jak już zdobyłem medal igrzysk olimpijskich. Tyle treningów i poświęceń, także po to żeby mieć zagwarantowaną przyszłość m.in. w postaci tej emerytury, a ktoś sobie później zmienia prawo. Gdyby ono istniało w czasie, kiedy wracałem po tych wpadkach do ciężarów, to o powrocie raczej nie byłoby mowy, nie czułbym motywacji – obrazuje swój punkt widzenia.

Przypomina, iż prawo nie powinno działać wstecz. – Skoro ustanowili je w 2017 roku to trzymajmy się tego, iż od wtedy obowiązuje, a nie patrzymy dwie dekady wstecz. Na takiej podstawie to ja mogę się obawiać, iż np. za dwa lata wejdzie prawo głoszące, iż każdy kto był na dopingu to idzie do więzienia. I co, mam się pakować? – nie kryje zdenerwowania.

– Jeszcze w piśmie, które otrzymałem wypowiada się na ten temat POLADA [Polska Agencja Antydopingowa – przyp. red.], która w 2004 roku nawet nie istniała – zauważa poirytowany.

Medalista igrzysk w Londynie: Będzie odpowiedź

Bartłomiej Bonk stosowne pismo otrzymał 7 października i ma 30 dni na odpowiedź. I zapewnia, iż do 7 listopada takowa do Sądu Administracyjnego w Warszawie wpłynie.

– Decyzyjni w tej kwestii bronią się w ten sposób, iż dopiero niedawno osiągnąłem wiek emerytalny. I dopiero od tej pory mogę się ubiegać o te świadczenia. Zdobyłem medal, w dodatku choćby lepszy niż pierwotnie na to wskazywało – przypomina Bartłomiej Bonk.

– Ale ich to nie interesuje. Bardziej liczy się to, co robiłem w wieku juniora 22 lata temu. Każdy był młody, popełniał błędy, ale później wróciłem, miałem setki kontroli. Na każdej było dobrze i przez wiele lat godnie reprezentowałem Polskę – podkreśla.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału