Bezkrólewie w spółdzielni, w tle katastrofa budowlana. Mieszkańcy Hirszfelda załamują ręce

1 godzina temu
Zdjęcie: Bezkrólewie w spółdzielni, a w tle katastrofa budowlana. Mieszkańcy Hirszfelda załamują ręce (autor: RDC)


Nie poprawia się sytuacja mieszkańców budynku przy Hirszfelda 2 na Ursynowie. Mieszkańcy mają teraz dodatkowy problem – z tym, kto ma problem rozwiązać.

Obecnie w zarządzie jest tylko jedna osoba. To wiceprezes, choć tylko teoretycznie, bo przebywa on na długotrwałym zwolnieniu lekarskim.

Spółdzielnia bez prezesa i bez kworum

Rada nadzorcza także nie ma swojej mocy. Naszą reporterkę poinformował o tym były już prezes spółdzielni Aleksander Miszczenko, który pod koniec lipca zrezygnował z funkcji. Pełnił ją przez niecały miesiąc.

Rada nadzorcza nie może przeprowadzić posiedzenia, bo każde posiedzenie rozpoczyna się od stwierdzenia kworum. Żadna decyzja nie może być podjęta. Jest to de facto w tej chwili taki klub dyskusyjny. Do podjęcia jakiejkolwiek najmniejszych decyzji, wydania komunikatu dla mieszkańców, trzeba wypełnić warunek ośmiu osób na posiedzeniu, który nie jest możliwy do wypełnienia. Niestety obowiązują pełnomocnictwa, czyli spółdzielnia ma szereg pełnomocników, razem z którymi wiceprezes Fazan może podpisać tak naprawdę cokolwiek, poza zwołaniem walnego zgromadzenia, natomiast całą resztę wiceprezes Fazan może realizować – tłumaczył Miszczenko.


Blokowi przy ulicy Hirszfelda 2 grozi katastrofa budowlana. Jak informowaliśmy, w ścianach i w suficie pojawiły się pęknięcia na szerokość dłoni, całość jest podtrzymywana stelażami. 30 lipca - po odwołaniu - budynek został ponownie wyłączony z użytkowania.

Na dzień dzisiejszy nikt w tym budynku przybywać nie powinien. Ja w ostatnim dniu pełnienia funkcji prezesa zarysowałem zespołowi, co należy zrobić. Spółdzielnia dysponuje wiedzą, iż przynajmniej trzy klatki są bezpieczne do zamieszkania, więc jest kwestia odwołania się. Wydałem stosowne polecenia, żeby wykonano kolejne ekspertyzy – dodał były prezes.

Hirszfelda 2. "To po prostu jedna wielka masakra"

O sytuację w spółdzielni zapytaliśmy okolicznych mieszkańców.

Rada nadzorcza to po prostu jedna wielka masakra. Jest taki bałagan. A tu ludzie w starych zasobach płacą coraz większe czynsze. Nie ma pieniędzy na remonty – powiedziała jedna z mieszkanek. Dodała, iż ma zastrzeżenia dotyczące opieki spółdzielni nad mieszkańcami. – Ja swoją informację czerpię tak naprawdę tylko i wyłącznie z grup na Facebooku i staram sobie ułożyć, jak to wygląda. Jest bardzo trudno dostać jakąś obiektywną, rzetelną informację. Nie wiem, jak to będzie dalej działało. Trochę się czuję uwiązana, ponieważ mam własne mieszkanie w bloku Hirszfelda 1. W tym momencie choćby nie mogę myśleć o jego sprzedaży, bo nikt nie będzie chciał kupić mieszkania obok bloku, który się sypie – wyjaśniła.

Kobieta nie jest odosobniona w swoich odczuciach.

To jest okropne. A prezes poszedł sobie na urlop, żeby mieć święty spokój. Bałagan tam jest. Oni potrafią tylko jedno – bez przerwy podnosić (opłaty - red.) Teraz znowu dostałam podwyżkę o 100 złotych za mieszkanie – wskazała inna z rozgoryczonych mieszkanek okolicy. – Każda, jak to mówią, sroczka swój ogonek chwali i pod siebie zamiata. Sąsiad już dwa lata czeka na trzecim piętrze na balkon. Też interweniowałam i oni mówią, iż mają teraz ważniejsze priorytety i nie będą się naszym balkonem zajmować – wtórowała jej kolejna.

Próbowaliśmy skontaktować się z jedynym członkiem zarządu spółdzielni – wiceprezesem Tomaszem Fazanem. Poinformowano nas, iż jest na zwolnieniu, a nikt inny nie może się wypowiedzieć.

Planujemy kontynuować temat.

Idź do oryginalnego materiału