
Sytuacja na niemieckim rynku pracy budzi coraz większe emocje. Jak podaje Deutsche Welle, liczba bezrobotnych w styczniu przekroczyła 3 miliony – to najgorszy wynik od 11 lat. W tej grupie znalazło się 41,5 tysiąca Polaków.
Choć niemieckie urzędy pracy zachęcają hasłem „Z nami ruszysz dalej”, rzeczywistość bywa mniej optymistyczna. Osoby próbujące skontaktować się z urzędnikami skarżą się na długie oczekiwanie i powtarzające się komunikaty o zajętych liniach.
Polacy, którzy stracili zatrudnienie, opisują swoje doświadczenia z rozgoryczeniem.
— Jestem tak zły na Niemcy, iż nie chce mi się choćby kiwnąć palcem. Mam ochotę ciągnąć zapomogę do śmierci — mówi Deutsche Welle Paweł. Inny rozmówca, Kamil, przyznaje, iż najbardziej stresowała go biurokracja:
— Zostałem zwolniony nagle, podczas chorobowego. Mam kredyty do spłacania, bałem się, czy zasiłek dotrze na czas.
Zgodnie z przepisami, osobom z co najmniej rocznym stażem pracy w Niemczech przysługuje zasiłek dla bezrobotnych w wysokości 60–67 proc. wcześniejszego wynagrodzenia brutto. Po roku świadczenie zastępowane jest tzw. zasiłkiem obywatelskim, który niedługo ma zostać zmodyfikowany.
Problemy rynku pracy zbiegają się z napiętą sytuacją finansów publicznych. Niemcy odnotowały deficyt budżetowy na poziomie 119,1 mld euro. Największą część zadłużenia wygenerował rząd federalny, podczas gdy kraje związkowe ograniczyły swoje zobowiązania.













