Zielony Trener podsumowuje finał piątej edycji Bogdanka Volley Cup im. Tomasza Wójtowicza
Wszystko, co dobre, gwałtownie się kończy. Jeszcze chwilę temu hala Globus rozbrzmiewała dopingiem, zawodnicy wychodzili na parkiet w efektownej oprawie, a kibice z niecierpliwością wyczekiwali pierwszego gwizdka. Dziś piąta edycja Bogdanka Volley Cup im. Tomasza Wójtowicza jest już historią. Piękną historią, którą zakończyło zwycięstwo PGE Projektu Warszawa nad gospodarzami z Lublina 3:1. Ale czy sam wynik finału mówi nam wszystko o obu zespołach? Zdecydowanie nie.
Widowisko godne mistrzostw Europy
Zacznę od tego, co przez cały weekend robiło na mnie ogromne wrażenie.
Organizacja turnieju.
Nie chcę przesadzać z komplementami, ale finałowa oprawa naprawdę przypominała to, co oglądamy podczas największych europejskich imprez siatkarskich. Światła, muzyka, prezentacja zawodników, atmosfera na trybunach. Wszystko zostało przygotowane z ogromnym rozmachem.
A przecież mówimy o turnieju towarzyskim!
Chociaż po obejrzeniu tych wszystkich spotkań mam coraz większy problem z używaniem tego określenia.
Bo owszem, nie było ligowych punktów. Nie było awansu do kolejnej rundy ani walki o mistrzostwo Polski. Ale była ambicja, prestiż i chęć pokazania się z jak najlepszej strony przed rozpoczynającym się sezonem.
Była też publiczność, która ponownie udowodniła, że Lublin stał się jednym z najważniejszych ośrodków polskiej siatkówki.
Za organizację piątej edycji Bogdanka Volley Cup wystawiam bardzo wysoką ocenę. I to bez najmniejszego zawahania.
Bogdanka bez Leona i Takahashiego. Antiga postawił na inne rozwiązania
Przed finałem stało się jasne, iż kibice nie zobaczą gospodarzy w najmocniejszym zestawieniu.
Zabrakło Wilfredo Leona, który po intensywnym okresie reprezentacyjnym potrzebował odpoczynku. Nie wystąpił również Ran Takahashi, zgłaszający drobne dolegliwości związane ze stopą.
Oczywiście absencja dwóch zawodników tej klasy musiała mieć wpływ na potencjał ofensywny Bogdanki.
Ale ja spojrzałbym na to z nieco innej perspektywy.
Dla trenera Stefana Antigi była to znakomita okazja, aby przyjrzeć się zawodnikom, którzy w trakcie sezonu nie zawsze będą otrzymywać tak wiele czasu w parkiecie.
I tutaj dochodzimy do nazwiska szczególnie bliskiego kibicom siatkówki w Chełmie.
Paweł Rusin.
Paweł Rusin. Od bohatera Chełma do finału w hali Globus
Nie ukrywam, iż występ Pawła Rusina obserwowałem ze szczególnym zainteresowaniem.
Jeszcze w ubiegłym sezonie był jednym z zawodników, którzy odegrali ogromną rolę w sukcesie chełmskiego zespołu i jego utrzymaniu w PlusLidze
Dzisiaj reprezentuje barwy vicemistrza Polski i ma okazję rywalizować o miejsce w składzie z zawodnikami światowego formatu.
To naprawdę duży krok.
W finale początkowo było widać u Pawła pewną nerwowość. Być może trema, być może świadomość, iż oczy kibiców zwrócone są właśnie na niego.
Nie zapominajmy, iż czym innym jest gra w zespole, w którym jesteś jednym z liderów, a czym innym wejście do drużyny pełnej reprezentantów swoich krajów.
Ale z każdą kolejną akcją Rusin wyglądał coraz pewniej.
Pomagały mu trybuny, które wyraźnie go wspierały. Pomagał również Marcin Komenda, który nie bał się kierować do niego kolejnych piłek.
I bardzo dobrze!
Bo właśnie po to rozgrywa się takie turnieje.
Żeby zawodnik mógł poczuć atmosferę wielkiego meczu, nabrać pewności siebie i przekonać się, iż potrafi funkcjonować na najwyższym poziomie.
Paweł Rusin może być zadowolony ze swojego występu. A ja jestem przekonany, iż jego historia w Bogdance dopiero się zaczyna.
Mikołaj Sawicki. Spokojnie, to dopiero początek
Nieco słabiej zaprezentował się Mikołaj Sawicki.
Ale od razu zaznaczę: nie zamierzam na podstawie jednego spotkania wyciągać daleko idących wniosków.
To byłoby zwyczajnie nieuczciwe.
Mecze przedsezonowe, choćby tak prestiżowe jak finał Bogdanka Volley Cup, mają swoją specyfikę.
Zawodnicy walczą o zwycięstwo, ale jednocześnie realizują określone zadania szkoleniowe. Sprawdzają nowe ustawienia, szukają adekwatnego tempa gry i próbują wypracować automatyzmy.
Brakuje jeszcze tej dodatkowej adrenaliny, która pojawia się podczas najważniejszych spotkań ligowych.
Tej świadomości, iż każda piłka może zdecydować o awansie, medalu czy mistrzostwie.
Że za wszelką cenę trzeba utrzymać ją w grze.
Że nie może dotknąć pomarańczowego!
Dlatego spokojnie.
Sawicki ma swoje atuty i jestem przekonany, iż będzie miał okazję je pokazać.
Japoński libero i nowe ustawienie. Tu potrzeba czasu
Jednym z ciekawszych elementów obserwacji gry Bogdanki była dla mnie organizacja defensywy.
Nowy libero z Japonii wnosi do zespołu określony styl gry, ale jego kooperacja z pozostałymi zawodnikami wymaga jeszcze dopracowania.
I nie chodzi tutaj wyłącznie o samo przyjęcie zagrywki czy obronę.
System defensywny to skomplikowany mechanizm.
Odpowiedzialność za poszczególne strefy, ustawienie względem bloku, asekuracja, komunikacja, przesuwanie się zawodników w zależności od kierunku ataku przeciwnika to wszystko musi funkcjonować niemal automatycznie.
A takich automatyzmów nie buduje się w kilka dni.
W finale nie wyglądało to źle, ale widać było, iż zespół wciąż szuka optymalnych rozwiązań.
I bardzo dobrze, iż robi to właśnie teraz.
Lepiej popełnić kilka błędów podczas turnieju przedsezonowego niż w decydującym meczu fazy play-off.
Kewin Sasak wraca. A to bardzo dobra wiadomość dla Bogdanki
Cieszy mnie również powrót Kewina Sasaka.
Jego pojawienie się na parkiecie w dwóch ostatnich setach było jednym z pozytywnych akcentów finału.
Widać, iż zawodnik stopniowo odzyskuje swoją wysoką dyspozycję.
A przecież nie możemy zapominać, iż Bogdanka ma również Mateusza Malinowskiego.
Jeżeli obaj będą zdrowi i odpowiednio przygotowani, trener Antiga otrzyma niezwykle interesujące możliwości na pozycji atakującego.
To dwóch zawodników o dużym potencjale ofensywnym, którzy mogą zapewnić drużynie nie tylko jakość, ale również zdrową rywalizację.
Para Malinowski -Sasak może być prawdziwym postrachem ligowych parkietów.
I wcale nie uważam tego za przesadę.
Projekt Warszawa był po prostu lepszy
Przejdźmy jednak do zwycięzców.
PGE Projekt Warszawa zasłużenie wygrał finał.
I nie zamierzam tego w żaden sposób podważać, tłumacząc porażkę gospodarzy nieobecnością Leona czy Takahashiego.
Warszawianie rozegrali znacznie lepsze spotkanie niż dzień wcześniej przeciwko ACH Volley Ljubljana.
Przede wszystkim wyglądali na drużynę bardziej uporządkowaną.
Lepiej funkcjonowało rozegranie, skuteczniejsza była ofensywa, a zawodnicy sprawiali wrażenie coraz lepiej rozumiejących swoje zadania.
Szczególnie zwróciłem uwagę na grę środkiem.
To właśnie tutaj Projekt uzyskał istotną przewagę.
Kiedy z parkietu po stronie Bogdanki zszedł Aleks Grozdanov, różnica w funkcjonowaniu tej części gry stała się jeszcze bardziej widoczna.
Warszawianie potrafili wykorzystać swoje możliwości, a Jan Firlej coraz skuteczniej rozdzielał piłki między poszczególnych zawodników.
I właśnie jego współpracy z nowym atakującym chciałbym poświęcić chwilę uwagi.
Jan Firlej i Yuri Romanò. Dwa treningi to nie cudotwórstwo
W relacji z pierwszego dnia turnieju zwracałem uwagę na problemy ze współpracą Jana Firleja z Yurim Romanò.
Wówczas wyglądało to momentami naprawdę słabo.
Ale dowiedziałem się, iż przed turniejem zawodnicy odbyli wspólnie zaledwie dwa treningi.
Dwa!
Dlatego ocenianie ich współpracy tak, jakby grali razem od kilku sezonów, byłoby nieporozumieniem.
W finale było już zdecydowanie lepiej.
Widać było, iż z każdą kolejną akcją obaj korygują pewne elementy.
Wysokość wystawy, tempo rozegrania, moment rozpoczęcia nabiegu.
To są szczegóły, które decydują o skuteczności atakującego.
Romanò wyglądał również na zawodnika znacznie bardziej energicznego niż w sobotę. Było w nim więcej dynamiki, pewności siebie i chęci kończenia trudnych piłek.
Został uznany za najlepszego atakującego turnieju.
Czy zgadzam się z tym wyborem?
Powiedzmy, iż mam nieco inne zdanie.
Ale nie zamierzam robić z tego wielkiej dyskusji. Takie wyróżnienia zawsze mają w sobie pewną dozę subiektywizmu.
Najważniejsze jest coś innego.
Projekt Warszawa ma ogromny potencjał, a jego gra z każdym kolejnym spotkaniem powinna wyglądać coraz lepiej.
Puchar pojechał do Warszawy. Ale prawdziwe granie dopiero przed nami
Piąta edycja Bogdanka Volley Cup im Tomasza Wójtowicza dobiegła końca.
Pierwsze wielkie siatkarskie emocje w naszym regionie już za nami.
Teraz pozostaje czekać na rozpoczęcie ligowej rywalizacji.
A ta zapowiada się wyjątkowo interesująco.
Szczególnie dla kibiców z Lubelszczyzny.
Chełm kolejny sezon w Tauron lidze. A sponsora tytularnego przez cały czas nie ma
Już w najbliższy poniedziałek ligowe rozgrywki rozpocznie zespół z Chełma, który podejmie drużynę z Gorzowa.
Dla miejscowych kibiców będzie to wydarzenie szczególne.
Po utrzymaniu w zeszłym sezonie Chełm ma większy apetyt by odegrać swoją rolę w najwyższej klasie rozgrywkowej mężczyzn.
To ogromny sukces sportowy .
Ale jest również kwestia, która nie daje mi spokoju.
Chełmski klub wciąż pozostaje bez sponsora tytularnego.
A przecież występy w Tauron lidze to nie tylko prestiż, ale również ogromne wyzwania finansowe.
Podróże, organizacja spotkań, utrzymanie zespołu, zaplecze szkoleniowe i cała masa wydatków, których kibice nie widzą.
Mam nadzieję, iż sytuacja niedługo się zmieni.
Bo naprawdę szkoda byłoby nie wykorzystać potencjału, jaki pojawił się w Chełmie został zaprzepaszczony.
Projekt Warszawa kontra AZS Olsztyn. Uwaga na niespodziankę!
Warszawianie rozpoczną ligową rywalizację od spotkania z AZS Olsztyn.
I tutaj pozwolę sobie na małą prognozę.
Wcale nie jestem przekonany, iż Projekt będzie zdecydowanym faworytem tego meczu.
Dlaczego?
Olsztynianie zachowali dużą część swojego składu. Nie muszą więc przechodzić tak intensywnego procesu budowania wzajemnego zrozumienia jak zespoły, które dokonały poważniejszych zmian kadrowych.
A pamiętajmy, iż w poprzednim sezonie akademicy potrafili prezentować naprawdę dobrą siatkówkę.
Stabilizacja składu na początku rozgrywek może być ogromnym atutem.
Z kolei Projekt, mimo zwycięstwa w Lublinie, przez cały czas będzie pracował nad zgraniem.
Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby w Warszawie doszło do niespodzianki.
Zwycięstwo AZS Olsztyn? Nie wykluczam!
I właśnie za takie mecze kochamy PlusLigę.
A Bogdanka? Jedzie do Kędzierzyna. Mój typ? Remis!
Na koniec zostawiłem sobie mistrzów Polski.
Bogdanka LUK Lublin rozpocznie ligową rywalizację od wyjazdu do Kędzierzyna-Koźla.
A tam, jak wiadomo, nigdy nie gra się łatwo.
ZAKSA to klub z ogromnymi tradycjami, doświadczeniem i ambicjami.
Niezależnie od aktualnej formy obu zespołów spotkania w Kędzierzynie zawsze wymagają maksymalnej koncentracji.
Jakiego wyniku się spodziewam?
Obstawiam remis!
No dobrze, wiem.
W siatkówce remisów nie ma.
Dlatego po chwili zastanowienia stawiam na zwycięstwo Bogdanki po bardzo trudnym, wyrównanym spotkaniu.
Trochę patriotycznie.
Trochę życzeniowo.
Ale przecież choćby niezależny ekspert może mieć swoich faworytów.
Byle tylko potrafił później uczciwie ocenić to, co zobaczył na boisku.
Zielony Trener na zakończenie: nie oceniajmy sezonu po jednym turnieju
Piąta edycja Bogdanka Volley Cup im. Tomasza Wójtowicza pokazała nam kilka rzeczy.
PGE Projekt Warszawa ma potencjał, aby ponownie walczyć o najwyższe cele. Widać to zarówno po jakości zawodników, jak i po sposobie, w jaki drużyna zaczyna funkcjonować.
Bogdanka LUK Lublin dysponuje szerokim składem i ogromnymi możliwościami. choćby bez największych gwiazd potrafiła rywalizować z wymagającym przeciwnikiem.
Ale jednocześnie oba zespoły mają jeszcze wiele do poprawienia.
I to jest zupełnie naturalne.
Nie zapominajmy, iż prawdziwa weryfikacja przyjdzie dopiero w lidze.
Tam nie będzie już miejsca na tłumaczenie, iż zawodnicy dopiero się poznają, iż ktoś wrócił późno z reprezentacji albo iż potrzeba jeszcze kilku treningów.
Tam będą punkty.
Tam będzie tabela.
Tam będą zwycięstwa, porażki i presja.
A na końcu sezonu przekonamy się, kto najlepiej wykorzystał ten przedsezonowy czas.
Na razie chciałbym jednak podziękować wszystkim, którzy stworzyli to niezwykłe siatkarskie święto w Lublinie.
Organizatorom, zawodnikom, trenerom i kibicom.
Bo choć puchar pojechał do Warszawy, to jestem przekonany, iż zwycięzcą tego weekendu była również polska siatkówka.
A ja?
Ja już nie mogę doczekać się pierwszej ligowej kolejki.
Do zobaczenia przy siatce!
Zielony Trener

















