Z szefem Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” Bogusławem Ziętkiem rozmawia Łukasz Jastrzębski
W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej mieliśmy 72 kopalnie, ponad 480 000 górników i wydobycie podobno na poziomie 198 milionów ton. To była miedzy innymi spuścizna wielkiego lewicowego patrioty Jana Mitręgi. A co mamy dzisiaj? Jak wygląda górnictwo w 2026 roku?
– Okres PRL-u to okres rozkwitu polskiego górnictwa i elektroenergetyki. Cywilizacyjnego skoku w elektryfikacji kraju. Zbudowaliśmy wtedy znakomite kompetencje w górnictwie i energetyce na światowym poziomie. Po roku 1989 niestety wszystko to niszczono. Używam określenia „niszczono”, bo była to świadoma i konsekwentna polityka niszczenia tego dorobku. Brały w tym udział wszystkie kolejne rządy od lewa do prawa, a udział tych określających się mianem lewicowych był wyjątkowo duży. W Polsce nie ma dziś zresztą lewicy na poziomie parlamentarnym. Są ludzie, którzy pod lewicę się podszywają nie mając z nią nic wspólnego. Co mamy dziś. Zrujnowane górnictwo, które jest dobijane przez politykę klimatyczną kolejnych rządów. Gruzowisko po naszej energetyce konwencjonalnej. Najpóźniej po roku 2034 zniknie Elektrownia Bełchatów, czyli 22 procent naszych mocy wytwórczych. Lada moment stracimy większość naszych bloków energetycznych opartych o węgiel kamienny. O skali tych zniszczeń niech świadczy przypadek Rafako. Ten wspaniały zakład o wyjątkowych kompetencjach w elektroenergetyce został zniszczony a w jego miejsce powstała spółka, w której młotkiem będzie się klepać podwozia pod jakieś systemy rakietowe. To można było robić wszędzie. A dawne Rafako to była unikatowa firma o wyjątkowych kompetencjach niezbędnych dla polskiej elektroenergetyki. Tracimy kopalnie, huty, bloki energetyczne, ale najgorsze jest to, iż tracimy unikatowe kompetencje w tych obszarach, które były na światowym poziomie. Nasze elity polityczne działają wbrew naszym narodowym interesom. Doskonale widać to na przykładzie górnictwa i energetyki.
W okresie rządów Buzka zamknięto 23 kopalnie, w tym 11 ze złożami. Były wśród nich prawdziwe perełki, jak KWK Morcinek. Władze w Polsce wykazywały się nadgorliwością, i czyniły w kierunku dekarbonizacji znacznie więcej niż oczekiwała tego choćby Unia Europejska. Czym to tłumaczyć?
– Morcinek, Czeczott, Dębieńsko, a później Makoszowy, Krupiński. Ta lista jest bardzo długa. To lista hańby i zdrady narodowej. Czym to można tłumaczyć. Długo myślałem, iż chodzi o niekompetencję, niewiedzę. Że wystarczy rządzącym wytłumaczyć pewne rzeczy, aby przestali robić rzeczy złe. Niestety to nie chodzi o niewiedzę lub zwykłą głupotę. To jest działanie na szkodę naszych interesów w pełni świadome. To choćby nie jest to, iż wobec możnych tego świata musieliśmy iść na ustępstwa. Jak słusznie Pan zauważył, czyniono to z nadzwyczajną nadgorliwością. Nasze elity polityczne wykazywały się swoistą kelnerską usłużnością w realizacji tej polityki niszczenia naszego potencjału gospodarczego. Robiły w tym zakresie więcej i szybciej niż od nich tego wymagano. Jakby chciano się taką postawą przypodobać nowym panom. W całym tym okresie żaden rząd nie podjął wysiłku przeciwstawienia się tej europejskiej polityce zniszczenia. A mieliśmy kilka okazji. Pandemia, wojna na Ukrainie, to wszystko dawało nam szansę na wyrwanie się z tego szaleństwa. choćby dziś w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi moglibyśmy zmienić swoją sytuację. Amerykanie odeszli całkowicie od polityki klimatycznej.
4
Wracają do węgla, betonu i stali. Zwłaszcza do węgla. Mogliby realizować tą politykę w oparciu o nasze bogactwa. Węgiel kamienny, brunatny, koksowy. Miedź, cynk, ołów, srebro, wolfram, molibden, kadm, to wszystko mamy pod swoimi stopami. Choćby tu obok, w pasie od Olkusza przez Zawiercie po Myszków. To o co bije się świat my mamy pod swoimi stopami. jeżeli Unia nie pozwala nam tego wydobywać róbmy to z Amerykanami, przecież to nasz strategiczny sojusznik. jeżeli unijni komisarze chcą się kopać z koniem, to proszę bardzo. A my pod osłoną Amerykanów rozwijajmy swój przemysł i gospodarkę. Niech oni inwestują w nasze złoża a my miejmy z tego korzyści. Miejsca pracy, rozwój technologiczny, podatki, ale też same surowce, które będą nam służyć. Dziś ton światowej polityce także tej gospodarczej nadaje Trump. Potem Chiny, za chwilę Indie, Turcja, Rosja. A gdzie w tym wszystkim jest Europa ze swoją polityką klimatyczną? To piąty świat. Naprawdę chcemy wiązać swoje losy z takimi „przegrywami” jak Ursula von der Leyen?
Panie Przewodniczący, rządzący naszym krajem podjęli decyzję, iż z polskim górnictwem trzeba skończyć do 2049 roku. Pojawiają się głosy, iż należy to przyśpieszyć. Że polską energetykę należy oprzeć przede wszystkim o OZE. Kto tak naprawdę stoi za tymi szaleńczymi pomysłami?
– Nikt nie skończy z polskim górnictwem do roku 2049. A wszelkie pomysły o tym, iż uda się to zrobić do roku 2030, czy 2035 można włożyć między bajki. Rzeczywistość wymusi na nas rewizję tych polityk. Rzeczywistość i takie zimy jak w tym roku. Gdyby nie polski węgiel i energetyka konwencjonalna już dziś zamarzalibyśmy w swoich domach. Nic by nie funkcjonowało. Codziennie od wielu tygodni ratujemy nasz system energetyczny importem energii na poziomie 3-4 tys. MW. A i tak jeździmy po brzytwie. Nasze zapotrzebowanie jest na poziomie 26 do choćby 30 tys. MW. Generujemy w granicach 24-26 tys. Reszta to import. I teraz najlepsze energia wytwarzana z OZE to jakieś 10-15 procent. Są dni, iż choćby mniej. Skandynawowie już się odpięli od naszego systemu energetycznego bo mają swoje problemy. Ratujemy się importem, głównie z Niemiec ale także Czech, Słowacji Litwy a czasem choćby Ukrainy. To nas kosztuje majątek. Na rynek mocy, którym zabezpieczamy nasz system energetyczny wydamy w tym roku 10 miliardów złotych. W zeszłym roku to było 6 mld w przyszłym skokowo więcej. Proszę zwrócić uwagę na dynamikę wzrostu tych kosztów. A na zwałach naszych kopalń leżą miliony ton wydobytego węgla. Leżą, bo bloki energetyczne stoją przez większość roku zamiast pracować. Tylko iż to jest jak walenie młotkiem w zapalnik bomby. Prędzej czy później wybuchnie nam w rękach. Nie mamy szans odejść od węgla, co najwyżej możemy go zastąpić tym z importu. Energetyka atomowa, jeżeli w ogóle powstanie, to nie wcześniej niż w latach 50-60. Bezpieczeństwo oparte o offsore to mrzonki. OZE raz działa raz nie. W większości nie. Sprawność tych instalacji to między 10 a 30 procent. Pozostaje nam węgiel, który mamy i gaz, którego nie mamy. Wybór jest prosty i nie ma alternatywy. Węgiel jeszcze bardzo długo pozostanie w naszym systemie bazowym paliwem. Problemem jest to, iż szkody jakie powodujemy polityką likwidacji kopalń i zamykania bloków energetycznych będą nie do odrobienia. jeżeli ktoś ma wątpliwości, niech spojrzy na „zielone” Niemcy. Odeszli od węgla. Tak, ale swojego. W ubiegłym roku sprowadzili na potrzeby systemu energetycznego 45 mln ton węgla kamiennego. A ich system energetyczny w dalszym ciągu oparty jest na zużyciu od 130 do 170 mln ton węgla brunatnego. Takie są fakty. W Polsce będzie tak samo albo nie będzie Polski.
Jak to możliwe, iż w Polsce jest tak silne jest lobby antywęglowe? Dlaczego tak niewielu – choćby w śląskich samorządach – ma odwagę bronić polskiego węgla? Przecież powinni to robić, jak nie z pobudek patriotycznych to z wyrachowania. Głosy z Górnego Śląska są w znacznym stopniu decydujące w wyborach. Jak Pan to tłumaczy?
– Bo mamy skarlałe elity polityczne, żeby nie powiedzieć dosadniej. Bo mamy jakieś kompleksy i łatwo nam wmówić, iż węgiel jest passe. Że węgiel jest brudny i tylko zacofane społeczeństwa z niego korzystają, a skoro my go przez cały czas potrzebujemy, to może sami jesteśmy brudni i zacofani. Bo mamy ogromne pragnienie przynależności do tego „cywilizowanego” świata Zachodu, z którego przez lata byliśmy wykluczeni. A skoro ciągle słyszymy, iż dziś nowoczesność i bycie trendy to OZE, ratowanie planety, to chcemy być w awangardzie tego trendy i tej nowoczesności. Bo jesteśmy głupi i leniwi i zadowalamy się tym, co podają nam na tacy, jako papkę medialną, zamiast samemu poszukać i poczytać. Karmi się nas kłamstwami, a my łykamy i jesteśmy wdzięczni, iż ktoś nam wciska kit. Wierzymy, iż jak w Paryżu, Londynie czy Warszawie ograniczymy emisję gazów cieplarnianych, to nie ważne jest to iż w gospodarczych prowincjach Chin czy Indii ta emisja wzrośnie trzykrotnie, to my mamy czyste sumienie, bo ratujemy świat przed zagładą. Bo jesteśmy hipokrytami, wyrzucając przemysł z Europy do Azji i Afryki, a potem kontenerami ściągamy to co tam się produkuje i konsumujemy w Europie. Bo my w Europie nie konsumujemy mniej dóbr, my je tylko przestaliśmy w Europie produkować. przez cały czas używamy, mam przynajmniej taką nadzieję szczoteczki do zębów, ale żadna z nich nie jest produkowana w Europie. jeżeli policzymy emisję gazów cieplarnianych, nie według tego, co się na danym obszarze produkuje, ale tego co się tam konsumuje, to okaże się iż Europa i Europejczycy nie mają żadnych zasłóg w zmniejszaniu emisji. Wprost przeciwnie. Bo nie chcemy słyszeć o tym, iż z 1 m kwadratowego elektrowni węglowej otrzymujemy tyle samo energii co ze 100-200 metrów farmy fotowoltaicznej, czy 1000 metrów kwadratowych, jakie musimy zająć pod farmę wiatrową. Ile więc lasów musimy wyciąć, ile ziemi odebrać rolnikom, żeby uzyskać taki sam efekt? Ale o tym w religii klimatycznej mówić nie wolno. Na ten temat nikt nic nie usłyszy, choć te dane pochodzą z książki papieża religii klimatycznej Billa Gates’a „Jak ocalić świat”.
Prof. Władysław Mielczarski, a wcześniej minister Jerzy Markowski mówili o barbarzyńskim niszczeniu polskich kopalń. Czy wie Pan o przypadku, gdy ktoś poniósł konsekwencje działań skierowanych przeciwko suwerenności energetycznej naszego kraju?
– Mam ogromny szacunek dla ludzi, którzy walczą z tym szaleństwem i zbrodnią jaka się dokonuje. Zbrodnią, bo polityka klimatyczna jest polityką zbrodniczą, która niszczy ludzi i cywilizację. Nie waham się używać takich słów, bo to agresywna, eliminująca przeciwników polityka, z którą nie ma kompromisów. Niszczy ludzi i nasz świat. Świat, w którym ludzie chcą dbać o środowisko żyć w zgodzie z naturą. Bo tacy jesteśmy. Chcemy się rozwijać, a postęp technologiczny wykorzystywać nie tylko do rozwoju, ale również do ochrony środowiska i natury. Tak działa człowiek. Religia klimatyczna to bezlitośnie unicestwia. Jestem pełen uznania i szacunku dla ludzi takich, jak Jerzy Markowski i prof. Władysław Mielczarski, którzy narażając się na ostracyzm i wykluczenie mają odwagę mówić prawdę. Cieszę się, iż ich glos dociera do coraz większej rzeszy ludzi. Staram się swoimi skromnymi siłami to wspierać. Pyta mnie Pan czy ktoś poniósł odpowiedzialność za to co zrobiono z naszą energetyką, czy szerzej co zrobiono w ogóle z nami. Nie, nikt nie poniósł odpowiedzialności i nikt nie poniesie. Bo trzeba by rozstrzelać większość elit politycznych w Polsce i Europie. Kiedyś przedwojennego filozofa i anarchistę Franca Fiszera zapytano co zrobić, aby w Polsce było lepiej? I on odpowiedział „nie będzie w Polsce dobrze dopóki się nie rozstrzela 100 tysięcy złodziei i drani”, zapytano go a co jeżeli się tylu nie znajdzie, „nie szkodzi, to się dobierze z uczciwych” – odpowiedział Fiszer. Dziś nie byłoby potrzeby dobierać.
Uważam, iż my w ogóle nie powinniśmy przejmować narzuconym przez ekologistów dogmatem polskiego udziału w emisji CO2 w skali świata. choćby gdybyśmy w jednym dniu zatrzymali wszystkie elektrownie węglowe w Polsce, to świat by choćby tego nie zauważył. W mediach ciągle słyszymy brednie odmieniane przez wszystkie przypadki o „zielonym ładzie”. Znamy te bujdy, iż jeżeli będziemy fedrować to Malediwy znajdą się pod wodą i wymrą nosorożce jawajskie. Czy jest w Polsce siła polityczna, która traktuje sprawę górnictwa poważnie?
– Nie, nie ma takiej siły. I jest mała nadzieja, iż się znajdzie. Choć nadzieję trzeba mieć zawsze i ja i moje środowisko nie ustajemy w poszukiwaniach.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump powiedział kiedyś, iż przemysł wydobywczy jest amerykańską racją stanu. Pan kiedyś wypowiedział podobne słowa, iż broniąc węgla, broni się Polski. Czy według Pana polskie górnictwo ma szanse przetrwać?
– Tak to prawda. Mamy takie hasło „Broniąc górnictwa bronimy suwerenności Polski” to przez cały czas bardzo aktualne hasło. Choć ostatnio dopisaliśmy tam hutnictwo. I można by tak dalej dopisywać rolnictwo, energetykę, i tak dalej i dalej. Nasze elity polityczne są nie tylko skarlałe, ale również skundlone. Widać to przy każdej okazji. Choćby ostatnio dyskutowanego programu SAFE. Wie Pan o co oni się kłócą? O to, czy te miliardy trafią do Korei i USA, czy do Francji Niemiec i Włoch. Ani grosik z tych miliardów nie trafi do polskich firm. Nic, zero, null. Chyba, iż do jakiegoś koleżki, tego czy innego premiera. Różnica między Polską i Europą jest prosta. My tu ciągle słyszymy obietnice tego co będzie 200 miliardów, 300 miliardów, restauracja hutnictwa, bezpieczeństwo, przemysł zbrojeniowy, odbudowa przemysłu, reindustrializacja, rada do spraw przyszłości, ministerstwo dobrobytu. W Polsce i Europie elity działają w myśl znanej nam dobrze zasady „cóż szkodzi obiecać”. Amerykanie robią to co mówią. Trump powiedział o powrocie do węgla i zaraz wydał dekret, iż amerykańskie siły zbrojne mają korzystać wyłącznie z energii wytwarzanej z węgla, pogonili cwaniaków od wciskania Amerykanom energii z morskich farm wiatrowych, cofnęli dopłaty do elektryków i rozwijają tradycyjny przemysł samochodowy. Zwrot jaki tam się dokonał to „rewolucja kopernikańska”. A my dalej brniemy w bagno. Pyta mnie Pan czy górnictwo ma szanse przetrwać? Ma – w sojuszu z Amerykanami. I jeszcze jeden warunek. Musimy wykopać na śmietnik historii obecne elity polityczne. Tych wszystkich Tusków, Kaczyńskich, Czarzastych, Kosiniaków. Jak ich pozamiatamy od razu zaczniemy oddychać świeżym, czystym powietrzem.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Bogusław Ziętek to współzałożyciel i przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80”. Organizator niezliczonej ilości akcji przeciwko likwidacji przemysłu wydobywczego, energetycznego, hutniczego ale również rolnictwa czy polskich stoczni.
Myśl Polska, nr 9-10 (1-8.03.2026)















