Bure Wióry – rzeźbią drewno w ciszy

5 dni temu

– jeżeli chcemy kochać tę pracę, musimy wybrać, czego nie robić – mówią Kasia i Mirek Bury, twórcy Burych Wiórów. To rodzinna pracownia, która lubi ciszę i organizuje warsztaty. Także rodzinne.

Kim są Bure Wióry?

Kasia Bury: Jesteśmy Kasią i Mirkiem Bury. A Wióry to… adekwatnie my.

Mirek Bury: To nasza mała, rodzinna pracownia, która powstała jayouko forma autoterapii, oddechu, odskoczni od pracy etatowej.

Skąd wzięło się drewno w waszym życiu?

Mirek: Od dziadka. Dostaliśmy od niego skrzynkę starych narzędzi. Niektóre były po jego dziadku. Heble, dłuta, piła włosowa, nożyk do masła naostrzony tak, iż można było nim ciąć wszystko…

Kasia: Akurat trwała pandemia. Dużo pracy zdalnej, mało możliwości spotkań. Żadnej szansy, żeby dziadek pokazał nam cokolwiek na żywo. Więc zaczęliśmy sami, trochę z lękiem, trochę z zaciekawieniem.

Mirek: Pierwszy był konik. Prosty. Dziadek opowiadał, iż takiego konika zrobił dla niego jego dziadek.

Czyli zaczęło się niewinnie, a skończyło na sześciu latach tworzenia?

Kasia: Tak. I to sześciu latach bardzo intensywnych. Takich, w których powoli odkrywaliśmy, iż drewno jest dla nas wspólnym językiem.

Mirek: Wcześniej każde z nas robiło swoje projekty – ja majsterkowałem, Kasia haftowała i uczyła się introligatorstwa. Drewno okazało się atrakcyjne dla nas obojga.

Macie zawodowo zupełnie inne światy. Czy ta różnorodność pomaga?

Kasia: Jestem historyczką sztuki i koordynatorką dostępności, pracuję w muzeum.

Mirek: Też pracuję w muzeum, ale w dziale edukacji. Oboje pracujemy z ludźmi, staramy się być wrażliwi na różne potrzeby. Prowadzimy też warsztaty dla osób z niepełnosprawnościami.

Kasia: Na naszych wiórowych warsztatach staramy się tworzyć przyjazną przestrzeń, dobrą do spokojnej pracy własnymi rękami. Ważne jest dla nas poczucie sprawczości.

Jak wyglądało wasze rzemieślnicze dojrzewanie?

Mirek: Zaczęliśmy od prostych figurek wycinanych piłą włosową. Niemal 2D.

Kasia: Potrzebowaliśmy trzeciego wymiaru, głębi. Łączyliśmy płaskie elementy tworząc przestrzenne, ruchome zabawki.

Mirek: Szukaliśmy też sposobu na ich ozdobienie, a nie lubimy malować farbami. Dlatego pojawiły się elementy rzeźbione.

Kasia: A ja pokochałam fornir. Dopasowuję cienkie płatki drewna jak puzzle tworząc z nich obrazy. Jest w tym jakiś rodzaj kontemplacji.

Mirek: No i haft na drewnie. To połączenie pozornie sprzecznych technik. Ja mogę pobrudzić się przy wierceniu, a Kasia znów sięgnąć po nici.

Skąd bierzecie drewno?

Mirek: Zewsząd. Od stolarzy, z odpadów innych pracowni, czasem z internetu.

Kasia: Uwielbiamy pracować na ścinkach. Kawałek drewna wielkości dłoni może być dla nas jak złoto.

Mirek: Mamy ogromny zapas drewna, który kupiliśmy od stolarza na Podkarpaciu. To były jego „odpady”. Dla nas – skarbnica.

A warsztaty? Macie tego pełny kalendarz.

Kasia: Czas po etacie wypełniamy warsztatami. Grupy są zwykle kameralne, więc miejsca gwałtownie znikają. Dostajemy wiele zaproszeń do prowadzenia zajęć, ale nie wszystkie jesteśmy w stanie przyjąć.

Mirek: Pracujemy głównie z dorosłymi. Z doświadczenia wiemy, iż brakuje dla nich warsztatów rzemieślniczych. Bardzo doceniają pracę ręcznymi narzędziami – spokojną, wyciszającą, z pięknie pachnącym drewnem.

Kasia: Zdarzają nam się warsztaty szybkie, głośne, dla wielu uczestników, ale to nie jest nasz ulubiony styl pracy. Szybki efekt to też krótki uśmiech. A w drewnie jest radość.

Nie prowadzicie warsztatów dla dużych grup dzieci. Dlaczego?

Kasia: Każdy, nie tylko dziecko, potrzebuje pełnej uwagi. Trudno poprowadzić warsztat dla 25 osób. Pracujemy ręcznymi, ostrymi narzędziami. Niczego nie udajemy. Raczej nikogo nie wyręczamy, stawiamy na samodzielność.

Mirek: Prowadzę też warsztaty stolarskie dla rodzin na etacie. To szalone wyzwanie, bardzo satysfakcjonujące, ale niesamowicie wymagające. Nasze Wióry mają trochę inne tempo.

Prowadzicie też warsztaty dla osób z niepełnosprawnościami. Jak to wygląda?

Kasia: Nie ma w tym żadnej sensacji. Niektóre nasze warsztaty wymagają drobnej modyfikacji, może większego wzoru, czasem dodatkowych narzędzi. Dopasowujemy warsztaty do danej grupy lub potrzeb konkretnych osób.

Mirek: Przecież osoby z niepełnosprawnością intelektualną nie haftują w inny sposób. Osoba poruszająca się na wózku też może rzeźbić. Czasem to tylko kwestia komunikacji i dostępności przestrzeni warsztatowej. Zrobiliśmy na przykład dotykowe memory – drewniane płytki z rzeźbionymi wzorami. Jak założysz opaskę na oczy to możesz zagrać z osobą niewidomą na równych zasadach.

A zamówienia indywidualne? Przyjmujecie?

Mirek: Już nie.

Kasia: Chcemy mieć przyjemność z każdego etapu tworzenia. Robić swoje rzeczy.

Mirek: Wolimy nauczyć kogoś wycinać w drewnie, niż sami robić projekt, który nie jest nasz.

Jesteście „między dizajnem a ludowością”?

Mirek: Kiedyś faktycznie usłyszeliśmy, iż jesteśmy zbyt ludowi na dizajn i za bardzo dizajnerscy na ludowość.

Kasia: Zrobiliśmy z tego swoją przestrzeń. Nie jest ważne w jakiej jesteśmy szufladce.

Co jest trudniejsze – drewno, czas, czy… odmowa?

Kasia: Odmowa.

Mirek: Codziennie uczymy się asertywności. Nie zawsze się udaje. Stąd ten pełny kalendarz…

Tworzycie też meble?

Mirek: Kiedyś odnawialiśmy meble ze śmietnika.

Kasia: Ale nie lubimy elektronarzędzi i hałasu. Wolimy pracować w ciszy.

Jak wygląda wasza pracownia?

Kasia: Miała różne wcielenia. Pokój w bloku, komórka pod schodami o powierzchni niecałego metra kwadratowego.

Mirek: Tak, dziewięćdziesiąt centymetrów kwadratowych. I mieściliśmy się oboje. Teraz pracownią jest mały, nieogrzewany garażyk na wsi.

Kasia: W zimie pracujemy przy stole w domu, naprzeciwko siebie.

Jak się pracuje razem jako małżeństwo?

Mirek: W ciszy.

Kasia: W dobrym rodzaju ciszy. W tej, która się osadza między palcami a drewnem.

Mirek: Czasem któreś z nas mówi: „Zobacz”. I to wystarczy.

Na koniec: jakie marzenie mają Bure Wióry?

Mirek: Mieć czas na uczenie się nowych rzeczy.

Kasia: I nie zatracić tej frajdy, która była przy pierwszym koniku.

Mirek: I wciąż prowadzić warsztaty, spotykać się z ludźmi.

Kasia: I Żeby Wióry zawsze były przyjemnością, a nie wyścigiem. Drewno tego uczy, iż niczego nie da się przyspieszyć.

Mirek: I żyć tak, jak się pracuje z drewnem – z cierpliwością, uważnością i pokorą.

Czytaj także:

  • “Trochę baliśmy się Nowej Huty. Ale ludzie tutaj to petarda”
  • Pracuje w korporacji. Otworzył pizzerię. To jak terapia
  • Strażnik czasu z Kazimierza
  • Piekarnia Mojego Taty: chleb piecze się z nadzieją, iż z ciepła powstanie coś dobrego
  • W pracowni TON instrumenty odzyskują głos. Od 1978 roku
KdM_biznes_02
Idź do oryginalnego materiału