– jeżeli chcemy kochać tę pracę, musimy wybrać, czego nie robić – mówią Kasia i Mirek Bury, twórcy Burych Wiórów. To rodzinna pracownia, która lubi ciszę i organizuje warsztaty. Także rodzinne.
Kim są Bure Wióry?
Kasia Bury: Jesteśmy Kasią i Mirkiem Bury. A Wióry to… adekwatnie my.
Mirek Bury: To nasza mała, rodzinna pracownia, która powstała jayouko forma autoterapii, oddechu, odskoczni od pracy etatowej.
Skąd wzięło się drewno w waszym życiu?
Mirek: Od dziadka. Dostaliśmy od niego skrzynkę starych narzędzi. Niektóre były po jego dziadku. Heble, dłuta, piła włosowa, nożyk do masła naostrzony tak, iż można było nim ciąć wszystko…
Kasia: Akurat trwała pandemia. Dużo pracy zdalnej, mało możliwości spotkań. Żadnej szansy, żeby dziadek pokazał nam cokolwiek na żywo. Więc zaczęliśmy sami, trochę z lękiem, trochę z zaciekawieniem.
Mirek: Pierwszy był konik. Prosty. Dziadek opowiadał, iż takiego konika zrobił dla niego jego dziadek.
Czyli zaczęło się niewinnie, a skończyło na sześciu latach tworzenia?
Kasia: Tak. I to sześciu latach bardzo intensywnych. Takich, w których powoli odkrywaliśmy, iż drewno jest dla nas wspólnym językiem.
Mirek: Wcześniej każde z nas robiło swoje projekty – ja majsterkowałem, Kasia haftowała i uczyła się introligatorstwa. Drewno okazało się atrakcyjne dla nas obojga.
Macie zawodowo zupełnie inne światy. Czy ta różnorodność pomaga?
Kasia: Jestem historyczką sztuki i koordynatorką dostępności, pracuję w muzeum.
Mirek: Też pracuję w muzeum, ale w dziale edukacji. Oboje pracujemy z ludźmi, staramy się być wrażliwi na różne potrzeby. Prowadzimy też warsztaty dla osób z niepełnosprawnościami.
Kasia: Na naszych wiórowych warsztatach staramy się tworzyć przyjazną przestrzeń, dobrą do spokojnej pracy własnymi rękami. Ważne jest dla nas poczucie sprawczości.
Jak wyglądało wasze rzemieślnicze dojrzewanie?
Mirek: Zaczęliśmy od prostych figurek wycinanych piłą włosową. Niemal 2D.
Kasia: Potrzebowaliśmy trzeciego wymiaru, głębi. Łączyliśmy płaskie elementy tworząc przestrzenne, ruchome zabawki.
Mirek: Szukaliśmy też sposobu na ich ozdobienie, a nie lubimy malować farbami. Dlatego pojawiły się elementy rzeźbione.
Kasia: A ja pokochałam fornir. Dopasowuję cienkie płatki drewna jak puzzle tworząc z nich obrazy. Jest w tym jakiś rodzaj kontemplacji.
Mirek: No i haft na drewnie. To połączenie pozornie sprzecznych technik. Ja mogę pobrudzić się przy wierceniu, a Kasia znów sięgnąć po nici.
Skąd bierzecie drewno?
Mirek: Zewsząd. Od stolarzy, z odpadów innych pracowni, czasem z internetu.
Kasia: Uwielbiamy pracować na ścinkach. Kawałek drewna wielkości dłoni może być dla nas jak złoto.
Mirek: Mamy ogromny zapas drewna, który kupiliśmy od stolarza na Podkarpaciu. To były jego „odpady”. Dla nas – skarbnica.
A warsztaty? Macie tego pełny kalendarz.
Kasia: Czas po etacie wypełniamy warsztatami. Grupy są zwykle kameralne, więc miejsca gwałtownie znikają. Dostajemy wiele zaproszeń do prowadzenia zajęć, ale nie wszystkie jesteśmy w stanie przyjąć.
Mirek: Pracujemy głównie z dorosłymi. Z doświadczenia wiemy, iż brakuje dla nich warsztatów rzemieślniczych. Bardzo doceniają pracę ręcznymi narzędziami – spokojną, wyciszającą, z pięknie pachnącym drewnem.
Kasia: Zdarzają nam się warsztaty szybkie, głośne, dla wielu uczestników, ale to nie jest nasz ulubiony styl pracy. Szybki efekt to też krótki uśmiech. A w drewnie jest radość.
Nie prowadzicie warsztatów dla dużych grup dzieci. Dlaczego?
Kasia: Każdy, nie tylko dziecko, potrzebuje pełnej uwagi. Trudno poprowadzić warsztat dla 25 osób. Pracujemy ręcznymi, ostrymi narzędziami. Niczego nie udajemy. Raczej nikogo nie wyręczamy, stawiamy na samodzielność.
Mirek: Prowadzę też warsztaty stolarskie dla rodzin na etacie. To szalone wyzwanie, bardzo satysfakcjonujące, ale niesamowicie wymagające. Nasze Wióry mają trochę inne tempo.
Prowadzicie też warsztaty dla osób z niepełnosprawnościami. Jak to wygląda?
Kasia: Nie ma w tym żadnej sensacji. Niektóre nasze warsztaty wymagają drobnej modyfikacji, może większego wzoru, czasem dodatkowych narzędzi. Dopasowujemy warsztaty do danej grupy lub potrzeb konkretnych osób.
Mirek: Przecież osoby z niepełnosprawnością intelektualną nie haftują w inny sposób. Osoba poruszająca się na wózku też może rzeźbić. Czasem to tylko kwestia komunikacji i dostępności przestrzeni warsztatowej. Zrobiliśmy na przykład dotykowe memory – drewniane płytki z rzeźbionymi wzorami. Jak założysz opaskę na oczy to możesz zagrać z osobą niewidomą na równych zasadach.
A zamówienia indywidualne? Przyjmujecie?
Mirek: Już nie.
Kasia: Chcemy mieć przyjemność z każdego etapu tworzenia. Robić swoje rzeczy.
Mirek: Wolimy nauczyć kogoś wycinać w drewnie, niż sami robić projekt, który nie jest nasz.
Jesteście „między dizajnem a ludowością”?
Mirek: Kiedyś faktycznie usłyszeliśmy, iż jesteśmy zbyt ludowi na dizajn i za bardzo dizajnerscy na ludowość.
Kasia: Zrobiliśmy z tego swoją przestrzeń. Nie jest ważne w jakiej jesteśmy szufladce.
Co jest trudniejsze – drewno, czas, czy… odmowa?
Kasia: Odmowa.
Mirek: Codziennie uczymy się asertywności. Nie zawsze się udaje. Stąd ten pełny kalendarz…
Tworzycie też meble?
Mirek: Kiedyś odnawialiśmy meble ze śmietnika.
Kasia: Ale nie lubimy elektronarzędzi i hałasu. Wolimy pracować w ciszy.
Jak wygląda wasza pracownia?
Kasia: Miała różne wcielenia. Pokój w bloku, komórka pod schodami o powierzchni niecałego metra kwadratowego.
Mirek: Tak, dziewięćdziesiąt centymetrów kwadratowych. I mieściliśmy się oboje. Teraz pracownią jest mały, nieogrzewany garażyk na wsi.
Kasia: W zimie pracujemy przy stole w domu, naprzeciwko siebie.
Jak się pracuje razem jako małżeństwo?
Mirek: W ciszy.
Kasia: W dobrym rodzaju ciszy. W tej, która się osadza między palcami a drewnem.
Mirek: Czasem któreś z nas mówi: „Zobacz”. I to wystarczy.
Na koniec: jakie marzenie mają Bure Wióry?
Mirek: Mieć czas na uczenie się nowych rzeczy.
Kasia: I nie zatracić tej frajdy, która była przy pierwszym koniku.
Mirek: I wciąż prowadzić warsztaty, spotykać się z ludźmi.
Kasia: I Żeby Wióry zawsze były przyjemnością, a nie wyścigiem. Drewno tego uczy, iż niczego nie da się przyspieszyć.
Mirek: I żyć tak, jak się pracuje z drewnem – z cierpliwością, uważnością i pokorą.








Czytaj także:
- “Trochę baliśmy się Nowej Huty. Ale ludzie tutaj to petarda”
- Pracuje w korporacji. Otworzył pizzerię. To jak terapia
- Strażnik czasu z Kazimierza
- Piekarnia Mojego Taty: chleb piecze się z nadzieją, iż z ciepła powstanie coś dobrego
- W pracowni TON instrumenty odzyskują głos. Od 1978 roku

5 dni temu












