Była prezes Szpitala Południowego ujawniła kulisy afery

1 dzień temu

Była prezes Szpitala Południowego w Warszawie Anna Łukasik po raz pierwszy publicznie odniosła się do afery związanej z lekarzem Dawidem Kacprzykiem. W rozmowie z Onetem podkreśliła, iż nie zamierza ponosić odpowiedzialności za błędy innych osób i przedstawiła własną wersję wydarzeń.

Jak relacjonowała, już pierwszego dnia pracy, 1 kwietnia ubiegłego roku, Dawid Kacprzyk miał powiedzieć jej, iż „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Początkowo uznała to za żart, jednak z czasem zauważyła jego bliskie kontakty z przedstawicielami warszawskiego ratusza, w tym z wiceprezydent Renatą Kaznowską. Twierdzi, iż kilkakrotnie zapraszano ją na nieformalne spotkania z udziałem dyrektorów miejskich szpitali, ale za każdym razem odmawiała.

Łukasik wyjaśniła, iż Kacprzyk pracował w placówce od 2023 roku, pełniąc funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Otrzymywał 330 złotych za godzinę pracy. Jak zaznaczyła, stawka była wysoka, ale nie odbiegała od realiów rynku, zwłaszcza w przypadku lekarzy pracujących na SOR-ach.

Była prezes podkreśliła, iż problemem nie jest wysokość wynagrodzenia, ale ewentualne rozliczanie godzin, które nie zostały przepracowane. O podejrzeniach dotyczących nieobecności lekarza dowiedziała się dopiero od dziennikarzy. Po uzyskaniu wyjaśnień od Kacprzyka i wpłaceniu przez niego około pół miliona złotych na konto szpitala jako wyrównania wynagrodzenia uznała sprawę za na tyle poważną, iż zawiadomiła prokuraturę.

Odniosła się również do doniesień o tzw. saloniku VIP. Jej zdaniem pomieszczenie znajdowało się w części komercyjnej szpitala i zostało udostępnione Kacprzykowi jeszcze przez poprzedniego prezesa. Jak zapewniła, nie ma dowodów, by służyło do przyjmowania uprzywilejowanych pacjentów, choć przyznała, iż powinna wcześniej sprawdzić zasady korzystania z tego pokoju.

Anna Łukasik opowiedziała także o konflikcie pomiędzy Dawidem Kacprzykiem a ordynatorem chirurgii, dr. Emilem Jędrzejewskim. Według niej napięcia istniały jeszcze przed objęciem przez nią stanowiska. Sama również miała z ordynatorem problemy. Wspomina nieoczekiwaną wizytę Jędrzejewskiego w jej gabinecie w towarzystwie wiceminister zdrowia Katarzyny Kacperczyk, co odebrała jako próbę wywarcia presji i wzmocnienia jego pozycji.

Jak wyjaśniła, decyzję o rozwiązaniu umowy z ordynatorem podjęła z kilku powodów. Wskazała między innymi opóźnienia w rozliczeniach z NFZ, nieprawidłowości w prowadzeniu dokumentacji medycznej, sprawę kradzieży z depozytu pacjenta oraz incydent z udziałem Kacprzyka. Z relacji lekarza wynikało, iż został popchnięty i znieważony przez ordynatora. Łukasik twierdzi, iż analiza monitoringu potwierdziła, iż do takiego zdarzenia rzeczywiście doszło.

Idź do oryginalnego materiału