Kuchnia

Plebiscyt „Warszawiaki 2025”. Jeszcze tydzień na zgłaszanie propozycji
Polacy tak przechowują jajka. Eksperci stanowczo odradzają ten sposób
Brak prądu w województwie podkarpackim. Zacznie się pojutrze
"Papieski owoc" to najlepsza rzecz dla osób dbających o szczupłą sylwetkę. Kilogramy polecą w dól
Losy na szpitalnym łóżku – historia Violi, która ocaliła chorego na gruźlicę Dymitra i znalazła prawdziwą miłość, gdy jego żona odwróciła się od rodziny. Późniejsze lata, trudne wybory i siła drugiej szansy w małym polskim miasteczku.
Dwóch chłopów na karku: Jak moja własna kawalerka zamieniła się w męską melinę, a ja — w kucharkę, sprzątaczkę i sponsorkę brata mojego faceta (i jak w końcu odzyskałam swoje życie, mieszkanie oraz… szacunek do siebie)
Innowacyjne młode firmy z sektora żywnościowego walczą o nagrody
Ferie 2026 w Ząbkowicach Śląskich - będzie się działo
Mąż powiedział, iż powinnam obsługiwać jego przyjaciół, a ja poszłam na spacer do parku
Żadnej magii Nowy Rok nadciągał z impetem i nieubłaganie, niczym pociąg ekspresowy InterCity. Lenie od tej prędkości aż zapierało dech. Miała wrażenie, jakby stała na peronie Dworca Centralnego bez biletu, wiedząc, iż nic z tego nie będzie, szczęścia nie ma i pewnie już nie będzie, tak jak nie ma noworocznego klimatu. Po co jej było zapraszać gości? Kto w ogóle chce spędzać Sylwestra z pechowcem? *** 31 grudnia wszystko zaczęło się od lokalnej katastrofy: pralko-suszarka, która służyła jej wiernie przez dekadę, postanowiła przejść na emeryturę, powodując powódź w łazience. Znalezienie hydraulika w przeddzień Sylwestra – to wyczyn! Straciwszy morze nerwów i czasu, Lena w końcu sprowadziła fachowca i odetchnęła z ulgą, wierząc, iż już wystarczy pecha na dziś. Ale nie… W ciągu dnia jej rudzielec – kot Bazyl, samozwańczy kulinarny znawca, wciągnął całą kiełbasę przeznaczoną do sałatki jarzynowej, zostawiając Lenie jedynie smętnego groszku i kiszone ogórki. A i to mu nie wystarczyło. Bo co? Przyszła mu ochota zapolować na sikorkę, która przysiadła na otwartym oknie… Ogromny fikus spadł z parapetu, zahaczając o choinkę i trwale gasząc ulubione, stare lampki, które Lena kochała. https://clck.ru/3R634b Okruchy doniczki i bombek, które trzymała od dzieciństwa, wymieszały się z ziemią… Lena ledwo powstrzymała łzy, sprzątając to wszystko. Potem rozbito kryształowy dzbanek, przypalono kurczaka, a na koniec – tuż przed przyjściem gości – Lena z przerażeniem odkryła, iż zapomniała kupić tort. Wybiegła z telefonem do siostry. – Katka, katastrofa! Nie mam tortu! – Spokojnie! – rozległ się wesoły głos w słuchawce – właśnie podjechałam. Zejdź na dół, wszystko ogarniemy. – A gdzie jesteś? – No mówię, czekam przy klatce! Lena zeszła na dół, a tam – jak z obrazu: przy samochodzie Katki stała jej najlepsza przyjaciółka, Marysia, z torbą zakupów, i ciocia Halinka – dzierżąc w ręku miskę galarety z nóżek. – A po co to galareta? I to cała misa? – jęknęła Lena. – Tak na wszelki wypadek! – z powagą oznajmiła ciotka, która słynęła z udzielania nieproszonych rad, – ja wiem, jak sobie teraz gotujecie! A noc przed nami długa! Sałatka jarzynowa, mam nadzieję, jest? Lena bezradnie wzruszyła ramionami… Kiedy dziewczyny pojechały po tort, Marysia rozwieszała serpentyny, w które natychmiast zamotał się sprytny Bazyl i zaczął wyglądać jak UFO. Ratowanie kota przypadło mężowi Katki, Igorkowi, który wpadł prosto po pracy – w punkt. Bazyl dawał się wyplątać, aż wpadł w ramiona Leny. Z euforii wyrwał się i zostawił na ręku Igora krwawy ślad. Opatrzono rannego, a Igor – dusza towarzystwa – zaoferował pomoc przy kuchni. Pomoc ograniczyła się do filozoficznych wywodów w stylu „sałatka to stan duszy, nie zbiór składników”, ale Lenie i Katce to w zupełności wystarczyło. – Lena, co to za pudełko? – zawołała z pokoju Marysia. – „Szczęśliwego Nowego Roku” napisane. O, jest dopisek: „Otworzyć nocą. Babcia Wanda”. Lena przybiegła na dźwięk tych słów: – Ojej, zupełnie zapomniałam! Katka! Babcia zostawiła! Kazała Sylwestra otworzyć, coś koło drugiej. Obiecała niespodziankę. https://clck.ru/3R62hu – interesujące co tam jest? – dopytywała Katka, trzymając pudełko. – Może zajrzymy teraz? Lena stanowczo pokręciła głową: – Zwariowałaś? Babcia sprawdzi! Zna nas jak zły szeląg. Pewnie ma zabezpieczenie. Otworzymy, jak powiedziała. Cierpliwości. Wszystkich podnieciła tajemnica. choćby ciocia Halinka usiadła bliżej, łypiąc ciekawie na paczkę. *** Potem słuchali przemówienia prezydenta, wznosili toast szampanem, jedli „kocią” sałatkę jarzynową, śmiali się i kłócili, aż wreszcie… – Już druga? – upewniła się Lena. – No to chyba czas. – Uroczyście podniosła pudełko. – Niespodzianka od babci Wandy! Otworzyć powierzono jedynemu mężczyźnie. Igor chwilę się zmagał z wieczkiem, po czym uniósł pokrywkę. W środku, na warstwie waty, leżały nie pieniądze, nie stare zdjęcia, ale dziesiątki małych, zwiniętych w rulon karteczek przewiązanych kolorowymi wstążkami. Na każdej naklejka z imieniem. – Co to jest? – zdziwił się Igor. Lena rozwinęła pierwszą z naklejką „Lena” i przeczytała na głos: – Leneczko, kochana wnuczko. Znów dziś coś poszło nie tak? Pralka się popsuła? Kot zjadł sałatkę? Nic się nie martw! Każdy problem to dobry pretekst, by zamówić pizzę i włączyć serial. Tort możesz kupić rano. Najważniejsze, żeby byli obok ludzie, z którymi ją zjesz. Kocham Cię po księżyc i z powrotem. Twoja Babcia Wanda. Przez chwilę zapadła cisza, po czym wybuchł śmiech. Lenie łzy ciekły ze śmiechu. – Skąd ona… Skąd ona wiedziała?! – To magia – szepnęła ciocia Hala. – Teraz ja, dawaj! – Katka wyciągnęła rękę. Rozwinęła swoją karteczkę: – Katusiu, kochana. Przestań się przekomarzać z Igorem o bzdury. Lepszy uśmiech i przytulas – facet swój, choć filozofuje. A jak zacznie, to po prostu pocałuj. Najlepsze, co działa na męską logikę. Całuję was oboje. Igor spąsowiał, zaraz pocałował Katkę, co wszyscy przyjęli oklaskami. Marysia, śmiejąc się, rozwinęła własną: – Marysiu, piękna dziewczyno. Szukaj miłości w bibliotece albo w spożywczaku za rogiem, tam są normalni ludzie. Nie noszą obcisłych spodni, ale są jak ty. I przestań eksperymentować z fioletowym! Twój naturalny odcień jest super! – Skąd ona wie o kolorze włosów?! – zdziwiła się Marysia. – Dwa dni temu farbowałam! Wreszcie przyszła kolej na ciocię Halinkę. Trzęsącymi dłońmi otwierała swoją, jakby to był kod złamania Enigmy. – Halinko, kochana. Wiem, iż jesteś najmądrzejsza i wszystko wiesz. Ale jest taki sekret, którego nie znasz. Dobre rady i czułe serce są super, ale czasem po prostu zjedz kawałek tortu. Ściskam Cię mocno. Ciocia aż poczerwieniała. Bez słowa sięgnęła po tort i… przez resztę wieczoru nie udzieliła ani jednej rady. Pierwszy raz od lat. https://clck.ru/3R636x Śmiech, rozmowy i zabawa trwały do rana. Dziewczyny zadzwoniły do babci Wandy na wideo, a ona – siedząc w fotelu w innym mieście – uśmiechała się: „Kochani! Ależ się cieszę, iż niespodzianka się udała! I to żadna magia! Po prostu dobrze was znam! I bardzo kocham!” Następnego dnia Lena zebrała wszystkie karteczki do eleganckiego słoja i postawiła w widocznym miejscu. To nie były zwykłe życzenia. To był przepis na szczęście od babci: nie bój się bałaganu, śmiej się z porażek, doceniaj tych, którzy są obok i jedz co chcesz, tylko się nie przejadaj. I pamiętaj – największy prezent to świadomość, iż gdzieś na świecie jest ktoś, kto cię kocha i rozumie. Zawsze. Żadnej magii – tylko serce i rodzina. Sylwester z babcią, rodzeństwem, przyjaciółką i rudym kotem, czyli jak przetrwać najgorszy koniec roku i odnaleźć szczęście w stylu po polsku!
Dodaję do ziemniaków i smażę. Danie z resztek, a smakuje obłędnie
Uprawiano je już w starożytności. Włosi jedzą zamiast ryżu, bo mniej cukru, a dużo białka i błonnika
Wyraźny trend w Pepco. Ten przyjemny kolor będzie hitem w polskich domach
Wkrótce Dzień Rogalika. Jak go zrobić?
Odmówiła spędzenia dnia wolnego z dziećmi szwagierki i stała się wrogiem numer jeden
Wiesz, gdzie wyrzucić opakowanie po maśle. Większosć wciąż popełnia błąd
Noworoczny Cud w Polskim Bloku – Jak Piotr Zapomniał o Prezentach, A Wszystko Uratował Biały Kotek (Historia o Zapomnianym Prezentie, Rodzinnych Tradycjach, Prawdziwym Świętowaniu i Dobrej Duszy Bezdomnych na Polską Wigilię)
32 cale TV Samsung SPRZEDAM
Układa warstwami i zapiekam. Aromat przypraw czuć w całym domu
Jaworzyna Krynicka i Krynica-Zdrój - zimowe kurorty na światowym poziomie otworzyły Projekt Zima 2026
Tłumy w Lidlu. Sieć wyprzedaje na półdarmo masę produktów
Z babcią jest super!
Dodaj łyżkę tego składnika do masy. Mielone wyjdą niesamowicie delikatne, soczyste, a ich smak będzie wyrazisty
Koci savoir vivre przy misce. Oto na co możesz sobie pozwolić
ZNACZEK POCZTOWY… — Irek odszedł od Kasi — mama westchnęła ciężko. — Jak to? — nie zrozumiałam. — Sama nie pojmuję. Był w delegacji miesiąc. Wrócił, jakby go ktoś podmienił. Powiedział Kasi: „Wybacz, kocham inną”. Mama zawiesiła wzrok w jednym punkcie. — Tak po prostu? To jakieś nieporozumienie. Straszne — zaczęłam się złościć na jego postępowanie. — Dzwoniła Sonia: mama źle się czuje, wezwała pogotowie. Kasia dostała neurologicznych problemów z przełykaniem — mama zamyśliła się, zamrugała. — Spokojnie, mamo. Może niepotrzebnie Kasia, jak to się mówi, postawiła Irka na piedestale, pod ikony prawie go wsadziła. Ciągle spełniała jego zachcianki. Teraz zbiera tego owoce. Szkoda jej. Mam nadzieję, iż Irek nie traktuje tej nowej poważnie. Przecież kochał Kasię i Sonię — nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. … U Irka i Kasi wybuchła nieposkromiona miłość, ogromna namiętność. Pobrali się po dwóch miesiącach znajomości. Urodziła się im córka Sonia. Ich życie płynęło spokojnie, aż tu nagle… Kula śnieżna… Zaraz pojechałam do siostry. Ciężko rozmawiać o takich sprawach zwłaszcza z najbliższą osobą. — Kachna, co się stało? Irek coś tłumaczył? Zwariował? — zasypałam ją pytaniami. — Sama nie ogarniam. Skąd wzięła się ta kobieta? Może go zauroczyła? Irek, jak urzeczony, pobiegł do niej. Rzucił: „Kasiu, życie ma płynąć, nie przeciekać”. Rzucił rzeczy do torby i pojechał. Czuję się, jakbym dostała twarzą w asfalt. Nic nie rozumiem… — łzy spływały po policzkach Kasi. — Dajmy mu czas. Może jeszcze wróci…” … Nie wrócił. Irek zamieszkał w innym mieście — z nową żoną. Ksenia była starsza od Irka o osiemnaście lat. Różnica wieku nie przeszkodziła im kochać się i być szczęśliwymi. „Dusza nie zna wieku” — mawiała Ksenia. Irek wychwalał ją pod niebiosa. Charakter miała niełatwy… Kochała albo nie, była wolna, dzika. Potrafiła być miodem, a potrafiła też słowami ciąć do żywego. Irek nie mógł się nadziwić: — Gdzież Ty byłaś, moja Kseniu, pół życia Cię szukałem… … A Kasia? Obiecała sobie mścić się na wszystkich facetach. Była piękna, przyciągała spojrzenia i kobiet, i mężczyzn. Z szefem zaczęła flirtować. — Kasiu, ożeń się ze mną, będziesz miała wszystko. — Małżeństw mi wystarczy, Dymitrze… Pojedźmy lepiej nad morze, chcę podreperować Sonię — puściła oko do niego. — Jak chcesz, jedziemy… Sławek był prostszy — pomagał w domu, wyremontował jej mieszkanie. Nie oświadczał się, był żonaty. Kasia kręciła sznurki z obu… O miłości nie mogło być mowy — pomagali przetrwać, tyle. Tęskniła za Irkiem. Śnił jej się po nocach. Budziła się z płaczem. Wspomnienia rozdzierały serce. Ciągnęło ją do niego. „Czym zawiniłam? Byłam posłuszna, dbałam, wszystkie zachcianki spełniałam. Nigdy nie kłóciliśmy się…” … Minęły lata. Kasia raz kokietowała Dymitra, raz odsyłała Sławka do jego żony. … Sonia miała dwadzieścia lat, gdy postanowiła odwiedzić ojca. Kupiła bilet, jechała pociągiem, myślała jak zacząć rozmowę z Ksenia, „tą drugą”. Po przyjeździe zapukała do drzwi. — Jesteś chyba Sonią? — w drzwiach stanęła atrakcyjna kobieta. „Mama ładniejsza” — pomyślała Sonia. — Pani Ksenia? — Tak, wejdź, tata wróci za chwilę. — Jak się macie? Jak mama? — Ksenia krzątała się, — Herbaty? Kawy? — Pani Ksenio, jak pani się udało odbić tatę mamie? Przecież ją kochał… — Soniu, nie wszystko można przewidzieć. W miłości nie ma gwarancji. Czasem przychodzi namiętność znikąd. Jedno spotkanie i już. Niebo zdecydowało. Trzeba zmienić partnera w tańcu… Niewytłumaczalne — Ksenia usiadła zmęczona. — Ale przecież można się powstrzymać, mieć poczucie obowiązku wobec rodziny… — Nie można, kochanie… — Dzięki za szczerość — Sonia nie napiła się kawy. — Chcesz psotnej rady? Facet jest jak znaczek pocztowy: im częściej na niego plujesz, tym mocniej się przykleja. I trzeba być raz stalą, raz aksamitem… Zresztą właśnie się pokłóciliśmy z twoim tatą. — Zaczekam na niego? — Nie wiem, od tygodnia mieszka w hotelu. Dam Ci adres. Sonia się ucieszyła — porozmawia z ojcem bez świadków. W hotelu ojciec był zaskoczony, ale szczęśliwy. — Soniu, miałem dzisiaj wrócić… Wiesz, kłótnia i te sprawy… — Tato, chciałam Cię zobaczyć… — ujęła go za rękę. — Jak mama? — zapytał niespokojnie. — Dobrze, tato. Przyzwyczaiłyśmy się. Wieczór minął im na spokojnych rozmowach i łzach… — Tato, kochasz Ksenie? — Bardzo. Przepraszam, córciu. — Rozumiem. Muszę iść, mam pociąg. — Przyjeżdżaj, Soniu. Przecież jesteśmy rodziną. — Oczywiście… — Sonia wyszła. Wróciwszy do domu, postanowiła zastosować radę Kseni. Nie kochać, nie wierzyć pustym słowom facetów. Pluć… …Ale po trzech latach pojawił się ktoś wyjątkowy — Kamil. Był stworzony tylko dla Soni. Przysłany przez los… Zrozumiała to od razu. Kiedy spotykasz tego jedynego, cała reszta przestaje mieć znaczenie… Kamil objął ją sercem i nie wypuścił. Sonia pokochała go bezwarunkowo. Do szaleństwa…
Festiwal Rockowizna 2026 ogłosił kolejnych artystów. Wiemy, kto zagra w Krakowie
Od porozumienia do przyjaźni – jubileusz 25-lecia współpracy Powiatu Bocheńskiego i Powiatu Saarlouis / zdjecia
3-minutową pastę na kanapki kręcę z apetytem co rano. choćby nie trzeba mnie zachęcać kawą do wstania
„Możemy zatrzymać się u Ciebie na jakiś czas, bo nie stać nas na wynajem mieszkania!” – usłyszałam od mojej przyjaciółki. Mam 65 lat i mimo wieku wciąż podróżuję po Polsce, spotykam niezwykłych ludzi i z nostalgią wspominam czasy studenckich wyjazdów nad Bałtyk, na Mazury czy pod namiot w Bieszczady. Wtedy życie było tańsze, a znajomości zawierane na sopockiej plaży czy w teatrze trwały latami. Tak poznałam Sarę – latem w pensjonacie nad morzem. Po kilku latach kontaktu dostałam od niej telegram: „Spotkaj się ze mną o trzeciej rano!”. Nie wiedziałam, kto wysłał wiadomość, ale o czwartej ktoś zapukał – Sara, dwie nastolatki, babcia i mężczyzna z górą walizek. „Dlaczego nie przyszłaś na dworzec? Przecież wysłałam telegram! Przecież masz mój adres!”, powiedziała. Okazało się, iż jej córka dostała się na studia i rodzina przyjechała do stolicy, by ją wesprzeć. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, iż oświadczyli: „Będziemy mieszkać u Ciebie! Nie mamy pieniędzy na wynajem ani hotel!”. Przez trzy dni musiałam gotować i gościć rodzinę, która choćby nie pomogła w kuchni. W końcu poprosiłam, by się wyprowadzili – wybuchła trudna kłótnia, a w jej trakcie Sara rozbiła naczynia, a rodzina wyjechała, zabierając mój szlafrok, ręczniki i… duży garnek! Tak skończyła się nasza przyjaźń. Od tamtego czasu jestem ostrożniejsza w zawieraniu znajomości.
Nie konfitura, nie budyń. Pączki nadziewam tą królewską masą, a znikają zanim ukręcę lukier
Starachowice wydzierżawiły lokal nad Pasternikiem
Wy po prostu zazdrościcie – Mamo, naprawdę?! Restauracja „Belweder”? To przecież co najmniej tysiąc złotych za kolację! Na osobę! Igor rzucił klucze na półkę z takim impetem, iż aż odbiły się od ściany. Olga odwróciła się znad garnka, mieszając sos, i od razu zauważyła wybielone kostki palców męża, który kurczowo ściskał telefon. Jeszcze kilka minut słuchał matki, aż w końcu zaklął pod nosem i gwałtownie przerwał rozmowę. – Co się stało? Zamiast odpowiedzi Igor ciężko opadł na kuchenne krzesło, wpatrując się w talerz z ziemniakami. Olga wyłączyła kuchenkę, wytarła dłonie w ręcznik i usiadła naprzeciwko. – Igor… – Mama kompletnie zwariowała. Dosłownie dostała fioła na stare lata. – Podniósł wzrok i Olga zobaczyła w jego oczach taką mieszankę złości i bezsilności, iż aż ścisnęło ją za serce. – Pamiętasz, jak opowiadałem ci o tym… Walerianie? Z tańców w domu kultury? Olga przytaknęła. Teściowa wspominała o nowym znajomym miesiąc temu – mimochodem, speszona i bawiąc się brzegiem obrusu. Wtedy wydawało się to urocze: wdowa, pięćdziesiąt osiem lat, pięć lat samotności, a tu nagle – klub taneczny w domu kultury, szarmancki kawaler, który pięknie prowadzi w walcu. – No więc… – Igor odsunął talerz. – Mama chodziła z nim do „Belwederu”. Trzy razy w ciągu dwóch tygodni. Kupiła mu garnitur za cztery tysiące. W zeszły weekend pojechali do Kazimierza, zgadnij, kto płacił za hotel i wycieczki? – Pani Nina. – Bingo. – Przetarł dłonią twarz. – Mama odkładała te pieniądze latami. Na remont, na czarną godzinę. Teraz wszystko wydaje na faceta, którego zna półtora miesiąca. To jakiś dramat… Olga milczała, starając się dobrać słowa. Świetnie znała teściową – romantyczna, otwarta, łatwowierna do granic naiwności. Taka, co wierzy w wielką miłość choćby po pięćdziesiątce. – Posłuchaj, Igor… – położyła dłoń na jego ręce. – Pani Nina to dorosła osoba. To jej pieniądze i jej wybory. Nie wtrącaj się, ona i tak teraz nikogo nie posłucha. – Ola, ona robi błąd za błędem! – Tak. I ma do tego prawo. A poza tym, mam wrażenie, iż przesadzasz. Igor wzruszył ramionami, ale nie odsunął ręki. – Nie mogę patrzeć, jak ona… – Wiem, kochanie. Ale nie możesz przeżyć za nią jej życia. – Olga pogładziła go po nadgarstku. – Sama musi ponieść odpowiedzialność. choćby jeżeli nam się to nie podoba. W końcu jest w pełni świadoma. Igor ponuro pokiwał głową. …Dwa miesiące minęły szybko. Temat Waleriana ucichł – teściowa rzadziej dzwoniła, mówiła wymijająco, jakby coś ukrywała. Olga uznała, iż romans sam wygasł i przestała się zamartwiać. Więc gdy w niedzielę zadzwonił dzwonek do drzwi i w progu stanęła pani Nina, Olga nie od razu domyśliła się, o co chodzi. – Kochane dzieci! – teściowa wpadła do mieszkania, zostawiając za sobą woń słodkich perfum. – On mi się oświadczył! Patrzcie! No patrzcie! Na palcu błyszczał pierścionek z maleńkim oczkiem. Tani, ale Nina patrzyła na niego, jakby na palcu miała brylant jak pięść. – Będziemy się pobierać! W przyszłym miesiącu! On jest taki, taki… – Przytuliła dłonie do policzków i zarżała śmiechem – dźwięcznym, dziewczęcym. – Nigdy nie myślałam, iż w tym wieku… iż coś takiego jeszcze mnie spotka… Igor uścisnął matkę, a Olga zobaczyła, jak jego ramiona się rozluźniają. Może rzeczywiście nie jest tak źle. Może Walerian naprawdę ją kocha, a oni tylko za dużo rozmyślali. – Gratulacje, mamo. – Igor się odsunął, uśmiechając się. – Zasługujesz na szczęście. – A ja już przepisałam na niego mieszkanie! Teraz jesteśmy prawdziwą rodziną! – wypaliła pani Nina, jakby czas stanął. Olga przestała oddychać. Igor jakby uderzył w szklaną ścianę. – Co… co pani powiedziała? – Mieszkanie. – Teściowa machnęła ręką, nie dostrzegając ich min. – No, żeby widział, iż mu ufam. Przecież to miłość, dzieci, prawdziwa miłość! A miłość buduje się na zaufaniu. Zapadła cisza tak głęboka, iż słychać było zegar w salonie. – Pani Nino – Olga odezwała się pierwsza, bardzo powoli. – Przepisała pani mieszkanie na człowieka, którego zna od trzech miesięcy? Przed ślubem? – I co z tego? – Teściowa podniosła brodę. – Wierzę mu, jest dobry i uczciwy. To nie to, co wy sobie myślicie. Wiem, iż źle o nim myślicie. – My nic nie myślimy – Olga zrobiła krok naprzód. – Ale… Mogła pani chociaż poczekać do ślubu. Jaki sens się spieszyć? – Nie rozumiecie. To… dowód mojej miłości. – Pani Nina skrzyżowała ramiona. – Co wy wiecie o prawdziwym uczuciu? O zaufaniu? Igor w końcu rozprostował zaciśnięte szczęki: – Mamo… – Nie! – Tupnęła nogą, a Olga nagle ujrzała upartego nastolatka, nie dojrzałą kobietę. – Nie chcę nic słyszeć! Wy po prostu zazdrościcie mojego szczęścia! Chcecie wszystko popsuć! Teściowa obróciła się na pięcie i wybiegła z mieszkania, ocierając się ramieniem o futrynę. Po chwili trzasnęły drzwi, a szkła w kredensie zaszumiały… …Ślub był skromny – urzędnik w starej dzielnicy, sukienka z lumpeksu, bukiet z trzech róż. Ale Nina świeciła jakby wychodziła za mąż w katedrze na Wawelu. Walerian – krępy mężczyzna z zakolami i tłustym uśmiechem – był nienaganny. Całował ręce nowożeńca, odsuwał krzesło, nalewał szampana. Ideał. Olga przyglądała mu się znad kieliszka. Coś było nie tak. Oczy. Gdy spoglądał na Ninę, oczy pozostawały zimne, wyrachowane. Zawodowa czułość. Wyćwiczona troskliwość. Milczała. Po co mówić, skoro i tak nikt nie słucha? …Pierwsze miesiące teściowa dzwoniła co tydzień – rozpromieniona, wymieniając restauracje i teatry, do których zapraszał ją nowy mąż. – Jest taki troskliwy! Wczoraj przyniósł róże – ot, bez okazji! Igor słuchał, kiwał głową, a potem długo siedział w milczeniu, wpatrzony w pustą przestrzeń. Olga nie poruszała już tematu. Czekała. Minął rok. A potem – dzwonek do drzwi… Olga otworzyła i zobaczyła w progu kobietę, którą ledwie rozpoznała. Teściowa postarzała się o dziesięć lat: pogłębiły się zmarszczki, oczy zapadły, ramiona się zaokrągliły. W ręku – wysłużona walizka. Ta sama, z którą niegdyś jeździła do Kazimierza. – Wyrzucił mnie. – Pani Nina pociągnęła nosem. – Wniósł pozew o rozwód i wyrzucił. Mieszkanie… już jest jego. Tak wynika z dokumentów. Olga bez słowa odsunęła się, wpuszczając ją do środka. Czajnik błyskawicznie się zagotował. Teściowa siedziała w fotelu, obejmując filiżankę obiema rękami, i płakała – cicho, beznadziejnie. – Tak go kochałam. Wszystko byłam skłonna dla niego zrobić. A on… on po prostu… Olga nie przerywała. Gładziła po plecach i czekała, aż łzy wyschną. Igor wrócił z pracy godzinę później. Stanął w drzwiach, zobaczył matkę – i zesztywniał. – Synku. – Pani Nina podniosła się, wyciągając ku niemu ręce. – Synku, nie mam gdzie mieszkać… Przecież mnie nie zostawicie? Przygarnijcie mnie, wiele miejsca nie zajmę. Dzieci mają obowiązek dbać o rodziców, przecież… – Stop – Igor podniósł dłoń. – Stop, mamo. – Nie mam pieniędzy. Nie mam nic. Wszystko wydałam na niego, co do złotówki. Emerytura mała, wiesz to… – Ostrzegałem cię. – Co? – Ostrzegałem cię. – Igor opadł ciężko na kanapę, jakby na barki zrzucił mu tonę kamieni. – Mówiłem: nie spiesz się. Mówiłem: poznaj człowieka. Mówiłem: nie przepisuj mieszkania. Pamiętasz, co mi wtedy odpowiedziałaś? Pani Nina spuszcza wzrok. – Że nie znamy się na prawdziwej miłości. Że zazdrościmy twojego szczęścia. Doskonale pamiętam, mamo! – Igor… – próbowała wtrącić się Olga, ale mąż pokiwał głową. – Nie. Niech wysłucha. – Odwrócił się do matki. – Jesteś dorosłą kobietą. Podjęłaś decyzję. Zignorowałaś wszystkich, którzy starali się cię powstrzymać. A teraz chcesz, żebyśmy sprzątali po tobie? – Ale jestem twoją matką! – I właśnie dlatego się wściekam! – Igor zerwał się, a głos zadrżał z nerwów. – Jestem zmęczony, mamo! Zmęczony patrzeniem, jak marnujesz swoje życie, a potem przychodzisz do mnie z wyciągniętą ręką! Pani Nina zmalała, zrobiła się mała, żałosna. – On mnie oszukał, synu. Naprawdę kochałam, wierzyłam… – Wierzyłaś. – Igor przeczesał włosy ręką. – Do tego stopnia, iż oddałaś mieszkanie obcemu facetowi. Genialnie, mamo. Po prostu genialnie. A nic, iż to mieszkanie kupił tata! – Przepraszam. – Łzy znów poleciały ciurkiem po policzkach. – Przepraszam. Byłam ślepa, wiem. Ale proszę… daj mi jeszcze jedną szansę. Już nigdy… – Dorośli odpowiadają za swoje czyny. – Igor mówił teraz cicho, zmęczonym głosem. – Chciałaś samodzielności? Masz. Szukaj sobie mieszkania. Szukaj pracy. Radź sobie, jak umiesz. Teściowa wyszła we łzach, głośno pociągając nosem na korytarzu. Olga całą noc była z mężem – w milczeniu, trzymając go tylko za rękę. Igor nie płakał. Leżał, wpatrzony w sufit, czasem cicho wzdychając. – Dobrze zrobiłem? – spytał nad ranem, gdy za oknem zaczęło brzaskować. – Tak. – Olga pogładziła go po policzku. – Mocno. Boleśnie. Ale dobrze. Rano Igor zadzwonił do matki i wynajął jej pokój w starej kamienicy na peryferiach. Opłacił pół roku z góry. To była ostatnia pomoc, jaką postanowił udzielić. – Dalej radź sobie sama, mamo. Sama. Tak, jakbyś chciała sprawę do sądu, pomożemy, opłacimy, co trzeba. Ale mieszkać z nami – nie… Olga słuchała tej rozmowy i myślała o sprawiedliwości. Że czasami najboleśniejsza lekcja jest tą jedyną, która coś daje. Że teściowa dostała dokładnie to, na co zasłużyła swoją ślepotą. I ta myśl była zarazem gorzka i kojąca. A przy tym miała wrażenie, iż to jeszcze nie koniec i wszystko się ułoży. Nie wiadomo jak, ale się ułoży… Wy po prostu zazdrościcie mojego szczęścia!
Życie w porządku, czyli jak Lada odważyła się odejść od Bogdana: zakazy kontaktów z rodziną, przemoc, zdrady i przemiana dzięki wsparciu lekarza Hermana – Opowieść o drodze do szczęścia w polskiej rzeczywistości
– Mama jest chora i zamieszka z nami, będziesz musiała się nią opiekować! – oznajmił mężowi Świecie — Przepraszam, co? — zapytała spokojnie Svetlana, odrywając wzrok od telefonu, na którym właśnie sprawdzała firmowy czat. Sergiusz stanął w drzwiach kuchni, z rękoma skrzyżowanymi na piersi i miną człowieka, który właśnie podjął ostateczną, niepodlegającą dyskusji decyzję. — Powiedziałem, iż mama wprowadza się do nas na jakiś czas. Potrzebuje stałej pomocy. Lekarz stwierdził, iż przynajmniej dwa, trzy miesiące. A może i dłużej. Svetlana poczuła w sobie lodowaty ucisk. — A kiedy to zdecydowałeś? — zapytała, starając się, by jej głos brzmiał spokojnie. — Dzisiaj rano rozmawiałem z siostrą. I z lekarzem. Wszystko już ustalone. — Rozumiem. Czyli zdecydowaliście we troje, a ja mam się tylko podporządkować? Sergiusz zmarszczył brwi — nie jakoś mocno, raczej jak ktoś, kto spodziewał się oporu, ale mimo wszystko jest tym zdziwiony. — Słuchaj, przecież to moja mama. Komu ma zostać? Siostra jest w Gdańsku, ma małe dzieci, pracę… A my mamy duże mieszkanie, ty często jesteś w domu… — Pracuję pięć dni w tygodniu, Sergiuszu. Od dziewiątej do siódmej, czasem dłużej. Przecież o tym wiesz. — No i co z tego? — rozłożył ręce. — Mama nie jest wymagająca. Potrzebuje tylko kogoś, kto poda leki, odgrzeje obiad, pomoże wyjść do łazienki… Dasz radę. Svetlana odetchnęła głęboko. To nie była jeszcze złość, raczej bardzo jasne, chłodne zrozumienie, iż dla męża jej praca, zmęczenie i własny czas są nieistotne wobec „potrzeb mamy”. — Myślałeś może o opiekunce? — zapytała cicho. Sergiusz skrzywił się. — Przecież wiesz, ile to kosztuje. Dobra opiekunka — od czterech tysięcy na miesiąc. Skąd mamy tyle wziąć? — A myślałeś o wzięciu urlopu bezpłatnego albo przynajmniej części etatu na jakiś czas? Spojrzał na nią, jakby sugerowała skok z dachu. — Svetlana, mam ważne stanowisko. Nikt mnie nie puści na dwa–trzy miesiące. Poza tym — nie jestem lekarzem. Nie potrafię podawać zastrzyków czy kontrolować ciśnienia… — A ja, to niby potrafię? — zapytała spokojnie, choćby nie podnosząc głosu. Sergiusz się zawahał. Widocznie po raz pierwszy wieczorem zorientował się, iż dialog nie przebiega według ustalonego przez niego scenariusza. — Jesteś kobietą. — powiedział wreszcie, z takim przekonaniem, iż zrobiło się jej prawie śmiesznie. — Macie to… w genach. Lepiej radzicie sobie z chorymi. Svetlana pokiwała głową — bardziej do siebie niż do niego. — Czyli instynkt. — No… tak. Odłożyła telefon ekranem do dołu na stół. Spojrzała na swoje dłonie — lekko drżały. — Dobrze, — powiedziała. — To ustalmy tak. Ty bierzesz urlop bezpłatny na dwa miesiące. Ja dalej pracuję. Opiekujemy się mamą razem. Ja po pracy i w weekendy, ty — w dzień. Zgoda? Sergiusz otworzył usta, po czym zamknął. — Svetlana… żartujesz? — Absolutnie nie. — Ale przecież powiedziałem — mnie nie puszczą! — W takim razie bierzemy opiekunkę. Mogę dorzucić się połową. A choćby sześćdziesiąt do czterdziestu, jeżeli ci przeszkadza, iż mam niższą pensję. Ale nie biorę na siebie pełnej odpowiedzialności za opiekę nad twoją mamą w pojedynkę. Po prostu nie. Zapadła ciężka cisza. Sergiusz odchrząknął. — Czyli odmawiasz? — Nie, — podniosła na niego wzrok Svetlana. — Odmawiam darmowej, całodobowej opieki bez jakiejkolwiek dyskusji i przy pełnym obciążeniu w pracy. To zupełnie co innego. Patrzył na nią, jakby próbując zrozumieć, czy żartuje, czy powiedziała to naprawdę. — Wiesz, iż to moja mama? — zapytał wreszcie z ciężką, męską urazą w głosie — pierwszy raz go o coś proszono. — Wiem, — odpowiedziała cicho. — Dlatego proponuję rozwiązania, które wszystkim pozwolą zachować zdrowie i twarz. Także twojej mamie. Sergiusz wyszedł z kuchni. Drzwi do pokoju zamknęły się cicho, ale wyraźnie. Svetlana siedziała przy stole, patrząc na zimną herbatę. W głowie kołatała jej jedna myśl, spokojna i bardzo wyrazista: „No to się zaczęło”. Wiedziała, iż to dopiero początek. Wiedziała, iż niedługo zadzwoni siostra Sergiusza, potem matka, a potem znów siostra. Że za godzinę–dwie zapuka teściowa — mieszka blok dalej i oczywiście „wszystko słyszy”. Wiedziała, iż będzie długa nerwowa rozmowa, w której usłyszy, iż jest wyrodna, samolubna, zła synowa, kobieta, która „zapomniała, co to rodzina”. Ale najważniejsze — zrozumiała jedną prostą rzecz. Nie zamierza przepraszać, iż chce spać więcej niż cztery godziny na dobę. Że jej praca to nie hobby. Że też ma nerwy i prawo do normalnego życia. Podeszła do okna i otworzyła lekko uchylone okno. Do kuchni wdarło się nocne, zimne powietrze pachnące mokrym asfaltem i dymem z dalekiego ogniska. Svetlana wciągnęła głęboko powietrze. „Niech sobie mówią co chcą, — pomyślała. — Najważniejsze, iż powiedziałam swoje pierwsze ‘nie’”. A to „nie” było najgłośniejsze, jakie wypowiedziała przez dwanaście lat małżeństwa. Następnego dnia obudził ją dźwięk klucza w drzwiach i ciche, szurające kroki teściowej. I tak rozpoczęła się nowa codzienność. Bo w polskim domu też można nauczyć się odmawiać, bronić swojego i dbać razem — a nie cudzym kosztem.
Marokańskimi naleśnikami zachwyca się cały świat. Pięknie wyglądają i są pyszne, a łatwe do zrobienia
Dziadkowie zajadali miękkie i delikatne mięso. My o nim zapomnieliśmy, a jest pełne najlepszego kolagenu na stawy
Czy Twoja firma musi być wpisana do BDO?
W grudniu konsumenci ruszyli do sklepów [+MP3]
Zamiast faworków smażę taratuszki. Wszyscy się nimi zachwycają
Słodko-gorzki los – Synu, dlaczego ta dziewczyna ci nie pasuje? Porządna, skromna, dba o siebie, uczy się dobrze, kocha cię – Elżbieta Ignacowa patrzyła na syna z wyrzutem. – Mamo, poradzę sobie… – uciął rozmowę Denis. Elżbieta opuściła pokój, ciężko wzdychając: „Poradzi… Ile już tych kobiet miał… Czterdziestka na karku, żadna nie pasuje…” – rozmyślała. – Synku, obiad gotowy – zawołała z kuchni. Denis gwałtownie usiadł do mamy barszczu. – Dziękuję, mamusiu, jak zawsze pyszne. – Lepiej byś żonie tak mówił, a nie mnie – nie mogła się uspokoić Elżbieta Ignacowa. – Mamo… – Denis wypił kompot i zbierał się. – Zaczekaj, synku. Przypomniało mi się, jak poszłam kiedyś do wróżki i ta od razu powiedziała: Twój syn będzie miał gorzkie szczęście. – Oj, mamo, nie wierz – uśmiechał się Denis. Przez życie Denisa przewijały się różne kobiety: Inna, mądra i czytana, ale bezbarwna; Polina z ośmioletnim synem, z którą się nie dogadał; i ideał Weronika, z którą już chciał się ożenić, ale zastał ją w łóżku z dawnym kolegą. Postanowił zostać sam: „Najtrwalsza rodzina to jednoosobowa.” Elżbieta wzdychała: „Nie znajdziesz swojej przeznaczonej, synku…” Los jednak zaskoczył w podróży służbowej, gdy miejsce w pociągu ustąpił Larissie. Serce zadrżało – „Może to ta jedyna…”. Po wielu spotkaniach Denis nie mógł już żyć bez Larissy, choć była starsza o siedem lat, wdowa z trójką dzieci, w dodatku mieszkająca w akademiku. – Będziemy razem na zawsze – zapewnił ją Denis. – Usłyszała to i zawstydzona zgodziła się. Elżbieta, poznawszy decyzję syna, tylko wzdychała: „Na to się wybrałeś… Najzwyklejsza ze zwykłych…” Po dziewięciu miesiącach urodziło się im dziecko – dziewczynka, dziecko słońca. Wychowanie jest trudne, ale córka jest oczkiem w głowie całej rodziny. Denis uwielbia Larissę. Słodko-gorzki los – ale to szczęście…
Mieszkam z mężczyzną, który twierdzi, iż pieniądze mają „niską energię”. Byliśmy razem prawie dwa lata, on pracował, wspierał dom, wszystko było normalnie… aż nagle „przebudzenie duchowe” – rzucił pracę i ogłosił, iż żyje teraz „świadomie”, a rachunkami ma zająć się Wszechświat. Ja jeszcze pracuję, on medytuje i ogląda filmy rozwojowe, nazywając mnie „nieprzebudzoną”, gdy proszę go o pomoc. Sama płacę za mieszkanie, jedzenie, rachunki; czuję się nie partnerką, a sponsorką duchowego rozwoju i coraz bardziej myślę: czy jestem jego dziewczyną, czy mecenasem duchowym? Ile jeszcze mam to ciągnąć i co powinnam zrobić?
Mąż zaproponował, żebyśmy na każde święta oddawali naszą sypialnię jego rodzicom, a sami spali na podłodze – Przecież wiesz, iż tata ma rwę kulszową? Na kanapie nie może, potem nie wstanie. A mama źle sypia – potrzebuje ciszy i ciemności, a w salonie od ulicy latarnia świeci prosto w okno. No trudno, przecież wytrzymamy tydzień, nie jesteśmy az tak delikatni? Marzena zamarła z chochlą nad garnkiem, gdy słowa męża powoli docierały do jej świadomości niczym gęsty kisiel. Powoli odwróciła się do Sebastiana, który siedział przy kuchennym stole i w udawanym skupieniu studiował wzory na ceracie. – Poczekaj, Sebastian. Dobrze zrozumiałam? Twoi rodzice przyjeżdżają do nas na wszystkie świąteczne dni, od trzydziestego do ósmego – zgoda. Ale chcesz, żebyśmy oddali im naszą sypialnię, nasze łóżko z ortopedycznym materacem, które dwa miesiące wybieraliśmy i kupiliśmy za majątek, a sami przeprowadzili się do salonu? – No tak – Sebastian wreszcie podniósł wzrok pełen mieszanki winy i uporu. – Przecież to rodzice. Gościnność, szacunek dla starszych. Nie położę taty na rozkładanej kanapie, tam już sprężyny wystają. – Wiem, nie da się tam spać – pokiwała głową Marzena. – Dlatego sami tam nie śpimy. Ale zapomniałeś chyba, iż ja też mam problemy z kręgosłupem. Mam przepuklinę po wypadku, a po tygodniu muszę iść do pracy, zamknąć roczne rozliczenia. – Marzeno, nie zaczynaj… – skrzywił się mąż niby z bólu zęba. – Już wymyśliłem wyjście. choćby nie będziemy rozkładać kanapy. Pożyczyłem od Waldka dmuchany materac – podwójny, wysoki. Rozłożymy na podłodze w salonie, będzie super. Jak za młodu w namiocie – romantyka! – Romantyka? Na podłodze? W wieku trzydziestu ośmiu lat? – Marzena odłożyła chochlę, czując, jak w środku narasta irytacja. – Sebastian, to nie biwak, tylko mój dom. Sypialnia to jedyne miejsce, gdzie mogę odpocząć. Twoja mama wstaje o szóstej i hałasuje garnkami. jeżeli będziemy spać w salonie połączonym z kuchnią, będziemy się budzić razem z nią. – Poproszę, żeby nie hałasowała – obiecał niepewnie Sebastian. – Weź pod uwagę sytuację. Rodzice już kupili bilety. Jadą do wnuków, do nas. No jak odmówić? Obiecałem już mamie wygodne warunki. Martwiła się, iż nam popsuje święta, a powiedziałem: „Mamo, będziecie spać jak królowie”. – Ach, więc już obiecałeś… – przeciągnęła Marzena. – Nie obchodziło cię moje zdanie? Rozporządziłeś naszą sypialnią, moim komfortem? – Chciałem dobrze! – wybuchł Sebastian. – Nie rób ze mnie tyrana. Chcę tylko, żeby rodzice mieli wygodnie. Są starsi! Rozmowa zakończyła się kłótnią. Marzena zamknęła się w łazience i długo patrzyła na swoje odbicie. Kochała męża i swoją przytulną (choć z kredytem) kawalerkę. Ale odwiedziny teściowej zawsze były próbą sił. Halina była głośna, stanowcza i nieznosząca sprzeciwu. Teść, Andrzej, cichy i wiecznie wymagający. Marzena wiedziała, iż przegrała bitwę. Gdyby się postawiła, zostałaby wrogiem numer jeden – i dla teściowej, i dla męża, który cały tydzień chodziłby po domu z miną cierpiętnika. Przygotowania do wizyty przypominały ewakuację. Marzena opróżniała szafę w sypialni, kosmetyki chowała do łazienki – Halina lubiła wszystkiego spróbować i potem komentować. Sebastian pompował ogromny, niebieski materac w salonie, który zajął pół pokoju i śmierdział gumą. Zapewniał: – Zobacz, jaki sprężysty! Sam sprawdzałem! Trzydziestego grudnia rano rozległ się dzwonek. Teściowie weszli z impetem. Halina w futrzanej czapie zaczęła narzekać na podróż, a Andrzej rozglądał się za kapciami. Halina zaraz skontrolowała sypialnię: „No, czysto, ale te zasłony takie ponure… A materac bardzo twardy! Andrzej, połóż się, sprawdź!” Cały dzień upłynął w hałasie – gotowanie, plotki, narzekania. Marzena czuła się jak służąca. choćby na kawę nie pozwolili jej przysiąść. Noc na niebieskim „królu komfortu” była torturą. Ruszał się, skrzypiał, prześcieradło zsuwało, od podłogi ciągnęło zimno. Każdy ruch budził drugą osobę. Nad ranem Marzena poczuła się pobita – sztywny kark, ból w krzyżu. – No co tak niewyraźnie wyglądacie? – zdziwiła się Halina. – Młodzi, to mogą spać na gwoździach, ha-ha! Marzena z trudem powstrzymała się od łez. Kiedy jeszcze dowiedziała się, iż jej krem za kilkanaście tysięcy zniknął – teściowa nałożyła go Andrzejowi na… pięty, zagotowała się do reszty. Wyszła z mieszkania i przez łzy zarezerwowała pokój w drogim hotelu – z dużym łóżkiem i ciszą. Wróciła, spakowała się i oświadczyła mężowi, iż na święta gości zostawia jemu. „Chciałeś wygody dla rodziców – mają. Ja też chcę tego dla siebie.” Telefon dzwonił bez końca, ale Marzena spędziła najlepszy sylwester życia – w hotelu, z szampanem i spokojem. Trzeciego stycznia wróciła. W domu bałagan, Sebastian pokorny jak baranek, teściowa rozżalona. Łóżko już należało z powrotem do Marzeny. Sebastian sam naprawił kanapę dla rodziców i obiecał, iż nigdy więcej nie poprosi żony o spanie na podłodze – i iż odkupi jej krem. Marzena uśmiechnęła się w ciemności: w końcu była u siebie – i już nikt nie podważy jej granic. jeżeli ta historia wydała Wam się znajoma, zostawcie serduszko i napiszcie w komentarzu, co Wy zrobilibyście na miejscu Marzeny!
Jak ona mogła?! choćby nie zapytała! Nie poradziła się! Trzeba być bezczelną: wejść do cudzej kawalerki i rządzić się jak u siebie! Zero szacunku! Boże, za co mi to? Całe życie się nią zajmowałam, a tak wygląda jej wdzięczność! Ona mnie za człowieka nie uważa! – Nina otarła łzy. – Jej się widzi, iż moje życie jej nie pasuje! Na swoje niech spojrzy! Siedzi w tej swojej kawalerce, myśli, iż złapała szczęście za nogi. Ani porządnego męża, ani normalnej pracy: jakaś zdalna robota. Z czego ona żyje? A jeszcze mnie uczyć rozumu! Ja już dawno zapomniałam o tym, nad czym ona dopiero zaczyna się zastanawiać!
– Zaprosiłem mamę i siostrę na Sylwestra, – oznajmił mąż wieczorem trzydziestego grudnia. – Dasz radę wszystko przygotować?
Ten mało znany napój doskonale nawadnia i wspiera jelita. Do tego obniża poziom trójglicerydów i cholesterolu
Z życia wzięte. "Pojechałam do ojca, ale mój klucz nie otworzył drzwi": Ktoś wymienił zamki
Grudzień w sklepach: czy oszczędzamy na żywności?
Gołąbki bez zawijania robię tylko z tymi składnikami. Z domowym sosem smakują najlepiej
Z życia wzięte. "Moja córka chce, by do ołtarza poprowadził ją biologiczny ojciec": Niech więc on zapłaci za ślub
Zima pełna smaków. realizowane są zapisy na warsztaty Akademii Kulinarnej Amica