Amerykański rynek motoryzacyjny coraz bardziej walczy z problemem dostępności cenowej nowych samochodów. Coraz wyższe ceny sprawiają, iż wielu Amerykanów może częściej wybierać auta używane, a producenci samochodów stają się bardziej narażeni na konkurencję oferującą tańsze pojazdy.
Politycy przedstawiają ten problem w kategoriach sporów partyjnych. Prezydent USA Donald Trump oraz część Republikanów wskazują jako przyczynę surowe przepisy dotyczące ochrony środowiska i bezpieczeństwa pojazdów. Z kolei Demokraci twierdzą, iż wzrost cen jest skutkiem ceł wprowadzonych przez administrację Trumpa.
Analiza danych sprzedaży branży motoryzacyjnej przeprowadzona przez agencję Reuters wskazuje jednak na bardziej rynkową przyczynę. Producenci samochodów oferują w tej chwili stosunkowo kilka modeli budżetowych, natomiast w salonach pojawia się coraz więcej większych i bardziej luksusowych pojazdów. W efekcie średnia cena sprzedaży nowego samochodu w Stanach Zjednoczonych wzrosła do około 47 000 dolarów.
Rosnąca popularność droższych samochodów jest także przykładem tzw. gospodarki w kształcie litery K. Oznacza to, iż zamożniejsi konsumenci zwiększają swoje wydatki, podczas gdy osoby o średnich i niższych dochodach mają coraz większe trudności finansowe.
W rezultacie profil przeciętnego kupującego nowy samochód w USA stał się znacznie bardziej zamożny, a wielu klientów z klasy średniej i niższej zostało w praktyce wypchniętych na rynek pojazdów używanych.
Brak tańszych modeli szczególnie frustruje niektórych klientów. Przykładem jest mieszkanka stanu Delaware, Sarah Merriman. Jej leasing na elektrycznego SUV-a Ford Mustang Mach-E niedługo się kończy, a znalezienie niedrogiego samochodu w zamian okazuje się trudne.
„Stresuję się, bo już teraz płacę ratę za samochód w wysokości 700 dolarów miesięcznie” – powiedziała Merriman.
John Casesa, starszy dyrektor zarządzający w firmie Guggenheim Partners i były menedżer Ford Motor, uważa, iż problem przystępności cenowej może stać się poważną luką dla tradycyjnych producentów samochodów, zwłaszcza jeżeli w przyszłości na rynek amerykański wejdą chińskie marki.
„Istnieje ryzyko, iż producenci nie będą w stanie zaspokoić potrzeb mniej zamożnych klientów. Wtedy pojawią się nowi gracze i przejmą część rynku” – powiedział.
Kwestia cen samochodów stała się również ważnym tematem politycznym przed wyborami do Kongresu. Administracja Trumpa argumentowała między innymi, iż złagodzenie norm zużycia paliwa może pomóc obniżyć ceny nowych pojazdów.
W branży motoryzacyjnej debata o przystępności cenowej koncentruje się wokół tzw. średniej ceny transakcyjnej, czyli przeciętnej kwoty, jaką klienci płacą za nowy samochód. Według danych firmy JD Power wskaźnik ten wzrósł o około 40 procent między grudniem 2018 roku a grudniem ubiegłego roku, osiągając poziom bliski 47 tysięcy dolarów.
„Kupujemy coraz droższe pojazdy. Coraz częściej wybieramy pickupy i SUV-y, a także modele z bogatszym wyposażeniem” – powiedział Tyson Jominy, starszy wiceprezes JD Power.
Dane serwisu zakupowego Edmunds pokazują również zmiany w ofercie producentów. W 2010 roku na rynku było 96 modeli, których cena wynosiła co najmniej 40 tysięcy dolarów – co wówczas uznawano za wysoki poziom. Od tego czasu liczba samochodów w tym przedziale cenowym, choćby po uwzględnieniu inflacji, znacznie wzrosła. W ubiegłym roku dostępnych było już 156 modeli kosztujących około 60 tysięcy dolarów.
Jednocześnie oferta tańszych aut jest coraz bardziej ograniczona. W 2010 roku 25 modeli kosztowało około 20 tysięcy dolarów lub mniej. W ubiegłym roku w podobnym przedziale cenowym – około 30 tysięcy dolarów – dostępnych było już tylko 20 modeli.
W efekcie nastąpiła wyraźna zmiana w strukturze dochodów osób kupujących nowe samochody.
Z danych firmy S&P Global Mobility dotyczących rejestracji pojazdów wynika, iż przez wiele lat gospodarstwa domowe z dochodem do 100 tysięcy dolarów rocznie odpowiadały za około 50–60 procent zakupów nowych aut w USA. W ubiegłym roku udział tej grupy spadł jednak do 36 procent.
„To dla nas typowa gospodarka w kształcie litery K” – powiedział Brad Sowers, dealer samochodowy z okolic St. Louis, który prowadzi salony marek General Motors, Stellantis (producenta Jeepa) oraz Kia.
Taki trend pomógł producentom samochodów zwiększyć zyski mimo spadku liczby sprzedanych pojazdów w ostatnich latach. W ciągu ostatniej dekady tradycyjni producenci z Detroit – GM, Ford i Stellantis – wycofali wiele mniejszych i tańszych modeli na rzecz produkcji większej liczby pickupów i SUV-ów.
Wiele z tych wycofanych samochodów przynosiło stosunkowo niewielkie zyski. Byli menedżerowie branży twierdzą natomiast, iż marże na dużych SUV-ach i pickupach mogą przekraczać 20 procent.
Przykładowo w 2024 roku General Motors osiągnął średni zysk operacyjny w wysokości około 4200 dolarów na każdy sprzedany pojazd w Ameryce Północnej, podczas gdy w 2018 roku było to około 3000 dolarów.
Przedstawiciele GM podkreślają jednak, iż firma przez cały czas stara się oferować przystępne cenowo modele. Wskazują między innymi na mniejsze SUV-y Chevrolet Trax i Buick Envista, które są popularnymi modelami w podstawowej ofercie firmy.
„Udało nam się stworzyć portfolio produktów, na którym możemy zarabiać w całej gamie modeli” – powiedział dyrektor finansowy GM Paul Jacobson podczas wydarzenia branżowego w ubiegłym miesiącu.
Z kolei Ford zapowiedział w lutym, iż do końca tej dekady wprowadzi na rynek pięć nowych modeli w cenie poniżej 40 tysięcy dolarów, w tym przynajmniej jeden samochód elektryczny kosztujący około 30 tysięcy dolarów.
Marka Jeep, należąca do koncernu Stellantis, dobrze pokazuje ogólny trend przesuwania się rynku w stronę droższych pojazdów. Około dziesięć lat temu gama Jeepa w USA obejmowała kilka modeli w cenie od około 17 do 30 tysięcy dolarów.
Obecnie ceny startowe samochodów tej marki wahają się od około 30 tysięcy dolarów do choćby 65 tysięcy dolarów w przypadku luksusowego modelu Grand Wagoneer, którego cena może przekraczać 100 tysięcy dolarów.
Podwyżki cen Jeepów zbiegły się z wyższymi zyskami firmy, ale jednocześnie z wyraźnym spadkiem udziału marki w amerykańskim rynku.
Nowy dyrektor generalny Stellantis, Antonio Filosa, który objął stanowisko w ubiegłym roku, zapowiedział jednak, iż jednym z jego priorytetów będzie poprawa przystępności cenowej samochodów, aby odzyskać klientów.
Firma zaczęła już oferować niektóre dodatki – takie jak oświetlenie LED czy podgrzewane kierownice – bezpłatnie lub w niższej cenie. W połączeniu z szerszymi obniżkami cen może to zwiększyć wartość niektórych modeli choćby o 4000 dolarów.
„Muszę przywrócić część rzeczy, które ludzie kochają w Jeepie, i sprawić, żeby były bardziej dostępne cenowo” – powiedział w grudniu agencji Reuters dyrektor generalny marki Jeep Bob Broderdorf.






![Zderzenie na skrzyżowaniu Wrocławskiej z Wodną [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/03/Wroclawska-kolizja-2026.03.14-mix.jpg)






