Co czwarte auto jeździło z zupełnie pustą klimatyzacją

1 godzina temu

Wyobraź sobie ten moment. Trzydzieści stopni, korek na wylotówce, kierownica parzy w dłonie, koszula klei się do pleców. Wciskasz przycisk klimatyzacji i przez kilka sekund czekasz na tę falę chłodu, która sprawia, iż stanie w korku staje się do zniesienia. Wszyscy znamy to uczucie ulgi. I prawie nikt nie robi nic, żeby je sobie zapewnić na kolejny sezon.

Klimatyzacja to układ, o którym przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy przestaje działać. Problem w tym, iż zanim to nastąpi, auto przez wiele miesięcy jeździ już z niedoborem czynnika, a sprężarka pracuje w warunkach, do których nie została zaprojektowana.

Przy każdej pełnej usłudze odsysamy z układu czynnik, który w nim został, i ważymy go co do grama. Potem porównujemy tę wagę z normą, jaką producent przewidział dla konkretnego modelu, a normy te zebraliśmy wcześniej wbazie pojemności układów klimatyzacji, model po modelu. To daje bardzo dokładny obraz tego, w jakim stanie naprawdę są klimatyzacje w autach jeżdżących po polskich drogach.

22,6%

Prawie połowa aut poniżej trzydziestu procent normy

Najbardziej uderzający jest rozkład. Nie mamy do czynienia z sytuacją, w której większość aut ma lekki niedobór, a garstka jest w złym stanie. Jest dokładnie odwrotnie: stan prawidłowy to margines.

Co czwarte auto miało w układzie dokładnie zero gramów.Nie „mało”, nie „na granicy”, tylko całkowitą pustkę. Ich właściciele przez cały poprzedni sezon jeździli w upale z otwartymi oknami, wożąc ze sobą kompletny, sprawny mechanicznie układ klimatyzacji, który nie działał wyłącznie dlatego, iż nikt nie uzupełnił w nim czynnika za kwotę mniejszą niż jedno tankowanie do pełna.

Trzy czwarte kierowców płaci pełną cenę za samochód z klimatyzacją, a jeździ autem, które chłodzi w kilkunastu procentach swoich możliwości.

Gorzej wygląda sytuacja tych aut, które jeżdżą z poziomem rzędu dwudziestu procent normy. Tam sprężarka wciąż pracuje, tyle iż razem z czynnikiem krąży olej, który ją smaruje. Mniej czynnika to mniej oleju w obiegu i praca w warunkach głodu smarnego. Właściciel nie widzi jeszcze niczego niepokojącego poza tym, iż „jakoś słabiej chłodzi”, a w tle powoli zużywa się najdroższy element całej instalacji.

Skąd w ogóle biorą się ubytkiUkład klimatyzacji nie jest hermetyczny w takim sensie jak zbiornik paliwa. Czynnik przenika przez gumowe uszczelnienia i przewody elastyczne, i jest to całkowicie normalne. Producenci przyjmują ubytek rzędu kilkunastu procent rocznie. Problem zaczyna się wtedy, gdy przez kilka lat nikt tego nie uzupełnia, bo ubytki się kumulują i po pięciu latach zostaje mniej więcej połowa, a po dziesięciu resztki.

Różnice między markami są większe, niż można się spodziewać

Porównaliśmy średni ubytek czynnika w podziale na marki, biorąc pod uwagę tylko te, dla których mieliśmy wystarczająco dużo pomiarów, by mówić o jakiejkolwiek tendencji. Rozstrzał sięga trzydziestu punktów procentowych.

Najlepiej wypadłyKia i Honda. To nie znaczy, iż ich układy są szczelniejsze z natury. Równie prawdopodobne jest, iż właściciele tych aut po prostu częściej dbają o klimatyzację i przyjeżdżają z niedoborem, a nie z pustką. Na drugim biegunie znalazły sięŠkoda i Citroën, gdzie średni ubytek przekroczył osiemdziesiąt osiem procent. W przypadku Volkswagena zwraca uwagę jeszcze jedna liczba: to w tej marce najwyższy odsetek egzemplarzy miał układ opróżniony do zera.

To nie jest problem starych samochodów

Najczęstsze przypuszczenie, jakie słyszymy od kierowców, brzmi: klimatyzacja nie trzyma, bo auto ma swoje lata. Dane tego nie potwierdzają.

Auta z lat 2005 do 2014, czyli typowe polskie używane samochody, wypadają praktycznie tak samo jak te sprzed dwóch dekad.O stanie klimatyzacji decyduje nie wiek auta, tylko to, czy ktokolwiek się nią kiedykolwiek zajął.Dziesięciolatek obsłużony dwa razy będzie w lepszej formie niż trzylatek, którego nikt nie ruszał. Widać to zresztą w codziennej praktycenaszego punktu w Łodzi przy Brzezińskiej, gdzie auta z tego samego rocznika potrafią się różnić diametralnie.

Powietrze, którym oddychasz w aucie

Jest jeszcze druga strona tej samej historii, o której mówi się znacznie rzadziej, a która dotyczy nie portfela, tylko zdrowia. Parownik klimatyzacji to element, na którym stale skrapla się wilgoć. W ciemnym, wilgotnym i ciepłym miejscu rozwijają się grzyby i bakterie. Powietrze z nawiewów przechodzi przez nie za każdym razem, gdy włączasz dmuchawę.

Olej wymieniamy co rok bez dyskusji. Filtr paliwa, filtr powietrza, płyn hamulcowy, wszystko ma swój termin. A o jedynym filtrze, przez który przechodzi powietrze trafiające prosto do naszych płuc, nie pamięta prawie nikt.

Efekty zna każdy, kto wsiadł do zaniedbanego auta: charakterystyczny stęchły zapach po pierwszym uruchomieniu nawiewu. To nie jest kwestia estetyki. To zarodniki grzybów, którymi oddychasz ty i twoje dzieci na tylnej kanapie, często godzinami w tygodniu. U osób z alergią czy astmą potrafi to realnie zaostrzać objawy.

Odgrzybianie warto robić raz w roku,podobnie jak wymianę filtra kabinowego, z którym najlepiej łączyć je w jednej wizycie. Wserwisie Klima w Aucieobie te rzeczy wykonujemy przy kliencie, w kilkanaście minut. Koszt takiej usługi jest porównywalny z kilkoma kawami na mieście. Na zdrowiu, zwłaszcza dzieci, naprawdę nie jest to miejsce, w którym warto oszczędzać.

Co z tego wynika dla kierowcy

  • Jeżeli klimatyzacja chłodzi słabiej niż rok temu, to nie jest wrażenie.Ubytek postępuje niezależnie od tego, czy z niej korzystasz, i sam się nie zatrzyma.
  • Brak chłodzenia to najczęściej nie awaria.W większości aut, które do nas trafiają, nie ma żadnej usterki mechanicznej, jest po prostu za mało czynnika. Diagnoza jest szybka, a rozwiązanie tanie.
  • Zaniedbanie kosztuje wielokrotnie więcej niż obsługa.Uzupełnienie czynnika to wydatek porównywalny z jednym pełnym bakiem paliwa. Wymiana sprężarki, która padła z braku smarowania, to koszt liczony w tysiącach.
  • Kupując używane auto poza sezonem, nie sprawdzisz klimatyzacji.Przy kilku stopniach układ i tak nie zadziała prawidłowo, a sprzedający zawsze powie, iż latem chłodziła. Skoro trzy czwarte aut jeździ z poważnym niedoborem, statystyka nie jest po stronie kupującego.

Jak czytać te daneNasza próba obejmuje samochody, które przyjechały do serwisu klimatyzacji, a więc w większości takie, w których coś już przestało działać. Wyniki są zatem gorsze niż średnia dla wszystkich aut na drogach i nie należy ich odczytywać jako obrazu całego rynku. Pokazują natomiast bardzo dokładnie, w jakim stanie są układy w momencie, gdy kierowca w końcu decyduje się coś z nimi zrobić.

Dane z kolejnych sezonów pozwolą sprawdzić, czy te proporcje się utrzymają. Na razie wniosek jest jeden i dość prosty: o ile od kilku lat nikt nie zaglądał do układu w twoim samochodzie, z bardzo dużym prawdopodobieństwem jesteś w tej grupie, w której czynnika brakuje. A najbliższy upał przyjdzie szybciej, niż się wydaje.

Idź do oryginalnego materiału