Co najbardziej irytuje kierowców w Zamościu? Lista, jaką stworzyli czytelnicy, jest długa

1 godzina temu
Na profilu facebookowym „Kroniki Tygodnia” zapytaliśmy naszych Czytelników, co najbardziej irytuje kierowców w Zamościu. Wybraliśmy najbardziej wyraziste opinie, które pokazują, z czym na co dzień mierzą się zmotoryzowani Zamościanie. Wynika z nich między innymi, iż Zamość to miasto rond, płatnych parkingów i… specyficznego stylu jazdy.Opłaty na każdym krokuDla wielu mieszkańców największym problemem wcale nie jest stan nawierzchni, ale fakt, iż za chwilę postoju trzeba będzie lada dzień słono płacić.„Płatne strefy parkowania sprawią, iż niedługo nie będzie gdzie stanąć. Człowiek chce tylko wyskoczyć na 5 minut, żeby załatwić sprawę, a tu ciach – parkomacik” – denerwuje się jedna z internautek.Niektórzy jednak widzą drugą stronę medalu i uważają, iż opłaty porządkują ruch.„Bardzo dobrze, bo każdy niby idzie na pięć minut, a nie ma go cztery godziny. Trzeba ułatwić życie mieszkańcom pierwszej strefy, bo oni mają najgorzej” – odpowiada inny mieszkaniec.Problemem pozostaje jednak sytuacja na osiedlach. „Brak miejsca na parkingach to już zmora kierowców” – zauważa krótko jeden z mieszkańców. Inni wskazują konkretne lokalizacje, jak choćby Koszary, gdzie znalezienie wolnego skrawka graniczy z cudem.Następnym punktem zapalnym jest organizacja ruchu na zamojskich skrzyżowaniach. Kierowcy wskazują na przeszkody, które mogą prowadzić do niebezpiecznych sytuacji.„Jadąc ulicą Piłsudskiego i skręcając w prawo na Sadową, zaraz za rogiem jest przejście dla pieszych. Zupełnie niewidoczne. Trzeba maksymalnie uważać” – alarmuje jeden z mieszkańców. Inny internauta dodaje, iż problem pogłębia się po zmroku, ponieważ to konkretne przejście oraz kolejne na ulicy Sadowej są bardzo słabo oświetlone.Zanim dojdzie do tragediiCzęsto wspominanym problemem są elementy bezpieczeństwa, które zamiast pomagać, utrudniają życie kierowcom, ograniczając im pole widzenia w newralgicznych punktach wyjazdowych. Funkcjonalność tych rozwiązań pozostawia według Czytelników wiele do życzenia.„Przy rondzie obok Rewii te żółte plastikowe znaki są tak ustawione, iż skutecznie zasłaniają wszystko przy wyjeździe z ulicy Sikorskiego. Powinny być na cienkich, metalowych słupkach, tak jak wszystkie inne” – sugeruje jeden z mieszkańców.Problemy z ograniczoną widocznością na drodze pojawiają się też w innych częściach miasta. Przykładem może być wyjazd z ulicy Altanowej w stronę Lipskiej (na moście) – to jest loteria. „Nie widać samochodów jadących w stronę Krasnobrodu” – ostrzega kolejna osoba biorąca udział w debacie.Prawdziwym „wąskim gardłem” jest zdaniem naszych Czytelników wyjazd z ulicy Ciepłej na ul. Piłsudskiego. Mieszkańcy opisują to miejsce jako totalną porażkę projektową. Chodzi między innymi o krótki pas wyjazdowy i problemy z „wbiciem się” z pasa zewnętrznego na wewnętrzny.„Przeskok na pas do skrętu w Sadową jest szybszy – dzięki wielu kierowcom – szacun, ale już wpuszczenie na pas prowadzący na Starówkę i Peowiaków to masakra” – denerwuje się uczestnik dyskusji. „W godzinach szczytu to graniczy z cudem” – dodaje inny kierowca.Choć niektórzy twierdzą, iż wystarczy odrobina cierpliwości i włączenie lewego kierunkowskazu, by ktoś nas wpuścił, wiele osób uważa, iż błąd leży w samym projekcie drogi.„Projektujący nie przemyśleli takiego czegoś. Taka sama sytuacja jest na ulicy Królowej Jadwigi przy wyjeździe na drogę krajową numer 74. Tam też jest krótki pas rozbiegowy, można dzwona strzelić” – pisze jeden z internautów.Problematyczny jest również wyjazd z ul. Granicznej na Lubelską.Zamojski slalom między studzienkamiKierowcy wyliczają też niedoróbki techniczne, które niszczą zawieszenia ich samochodów i sprawiają, iż jazda po mieście przypomina tor przeszkód. Zamojskie drogi, choć w wielu miejscach wyremontowane, mają jedną istotną wadę – fatalnie osadzone i źle rozplanowane studzienki kanalizacyjne.„Chodzi o studzienki na Sikorskiego czy Granicznej, czy w sumie na każdej ulicy, ale tu chyba najbardziej. Tak bardzo mnie ciekawi, czy jest jakiekolwiek logiczne wytłumaczenie tego fenomenu ich rozmieszczenia? Jakim slalomem by człowiek nie jechał, to i tak wjedzie w połowę, jeżeli nie chce centralnie przeciwnym pasem jechać. Kto to zatwierdzał w planach? Kto odbierał?” – pyta retorycznie poirytowana internautka.PRZECZYTAJ TEŻ: Piekło w Husynnem zaczęło się od wypalania traw, zagrożone były już zabudowaniaMieszkańcy nie kryją żalu, iż przy dużych inwestycjach drogowych zapomina się o detalach, które na co dzień psują komfort jazdy i zmuszają do częstych wizyt u mechanika.Sporo emocji wzbudza płynność ruchu w okolicach zamojskich rond. Kierowcy skarżą się, iż przejścia dla pieszych zlokalizowane tuż przy zjazdach powodują ogromne utrudnienia, zwłaszcza w godzinach szczytu.„Przejścia przy rondach to obłęd – często jeden dochodzi do krawężnika, a drugi wchodzi na przejście. Albo z kapturami na łbie, słuchawkami w uszach i z „kopyta” wchodzą na przejście” – twierdzą mieszkańcy Zamościa.„Przejście na pasach przy rondzie koło drugiego liceum to dramat, ludzie chodzą jeden za drugim, a człowiek tylko stoi i stoi” – żali się jeden z internautów. Podobne głosy dotyczą okolic rynku na Nowym Mieście, szczególnie w czwartki (dzień targowy).Pociągu nie ma, szlaban trzymaOsobnym powodem do irytacji są zamojskie przejazdy kolejowe, które zdaniem części mieszkańców są zamykane zdecydowanie zbyt wcześnie. Kierowcy wyliczają minuty spędzone przed opuszczonymi rogatkami, choćby gdy pociągu jeszcze nie widać na horyzoncie.„Przejazdy są zamykane na dobre kilka minut przed pociągiem, podczas gdy automatyczne rogatki robią to znacznie szybciej” – porównuje jeden z Czytelników.W dyskusji pojawił się jednak wątek dający nadzieję na poprawę tej sytuacji, bo jak informują sami mieszkańcy, w mieście trwa właśnie wymiana urządzeń.„Obecnie trwa wymiana wszystkich sterowanych manualnie rogatek w Zamościu i w czerwcu powinny już działać nowe automaty” – wyjaśnia jeden z internautów.Mandaty zamiast płynnej jazdyWielu kierowców odnosi wrażenie, iż niektóre ograniczenia prędkości w mieście i na trasach wylotowych służą głównie do wystawiania mandatów, a nie poprawie bezpieczeństwa. Emocje budzi zwłaszcza ulica Dzieci Zamojszczyzny.„Remont pochłonął miliony, a po jego zakończeniu obniżono prędkość z siedemdziesięciu do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Po co to było?” – pyta rozżalony mieszkaniec.Do tego dochodzą skargi na kierowców, którzy jeżdżą zbyt wolno:„Nagminne jest śmiganie 30-40 km/h na ograniczeniu do 50 czy 60, a hitem są kierowcy na lewym pasie, którzy jadą nim, bo za kilometr będą skręcać”. Jeszcze inna sprawa to „oszczędzanie żarówek w kierunkowskazach”.A co Was najbardziej denerwuje podczas jazdy po Zamościu i okolicach?
Idź do oryginalnego materiału