1 września 2026 r., godzina 9:00. Bezwietrzny, słoneczny poranek. Tłumy młodzieży zmierzające na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego do pobliskiego Technikum Mechanicznego i starszy człowiek o kulach, z nogą unieruchomioną w ortezie, który zaledwie chwilę wcześniej wyszedł z murów Szpitala Miejskiego św. Jana Pawła II.
To nie jest zwiastun taniego filmu katastroficznego, ale wciąż praktykowana elbląska rzeczywistość urzędnicza. Zaledwie kilka chwil dzieliło schorowanego pacjenta od kalectwa lub śmierci pod upadającym drzewem, które bez żadnego podmuchu wiatru runęło wprost na jego zaparkowany samochód.

Tylko cud zapobiegł tragedii. To, co zgotowano ludziom na ulicy Prusa, to bezczelne, podręcznikowe zaniechanie, które wprost wyczerpuje znamiona art. 160 Kodeksu karnego – bezpośredniego narażenia człowieka na utratę życia.
Mieszkańcom okolicznych kamienic wystarczył elementarny rozsądek i widok gnijącego pnia. Słali ostrzeżenia, pukali do gabinetów dyrekcji szpitala, alarmowali Zarząd Dróg. W odpowiedzi zderzali się wyłącznie z urzędniczym tumiwisizmem i spychologią. Pisma tonęły w segregatorach, a decydenci spokojnie czekali, aż problem rozwiąże się sam. Rozwiązał się wczoraj: hukiem pękającego drewna i zmiażdżonej karoserii samochodu, którego właściciel wracający ze szpitala był tuż, tuż obok …
Wczoraj, zamieszczając apel mieszkańców ulicy Bolesława Prusa, redakcja portEl.pl ograniczyła się do lakonicznej adnotacji: „Wysłaliśmy pytania do szpitala i Zarządu Dróg w tej sprawie”.
Apel mieszkańców ulicy Bolesława Prusa, drżących o własne zdrowie i mienie, redakcja portEl.pl skwitowała iście bohaterską i jakże asekuracyjną adnotacją: „Wysłaliśmy pytania do szpitala i Zarządu Dróg w tej sprawie”. Pytania poszły w eter, a dzisiaj nadeszły oczekiwane odpowiedzi. I trzeba uczciwie przyznać, iż jest to lektura orzeźwiająca i pobudzająca.
Oto na scenę wkracza elbląski Urząd Miejski. Z niezachwianą powagą informuje on rzetelnie, iż bezpośrednio do magistratu żadne interwencje w tej sprawie przecież nie wpływały.
No, może z wyjątkiem jednego zgłoszenia, które w marcu 2026 roku naiwni mieszkańcy skierowali do Straży Miejskiej. Przecież powszechnie wiadomo, iż Straż Miejska to instytucja całkowicie oderwana od Urzędu Miejskiego, być może podlega pod jakąś poufną jednostkę militarną, ale już na pewno nie pod prezydenta miasta! Trzeba przyznać, iż strategia „czystych prezydenckich rąk” reprezentowana przez panią Joannę Urbaniak z prezydenckiego biura prasowego została opanowana do absolutnej perfekcji.
https://www.portel.pl/spoleczenstwo/szpital-reaguje-w-sprawie-drzew-wracamy-do-tematu/150763
Jednak prawdziwy komediowy absolut kryje się w kolejnych zdaniach urzędowych wyjaśnień. Żeby nie było, iż miasto nic nie robi! Gmina, będąca dumnym właścicielem tego drzewnego cmentarzyska, wykazała się wręcz tytaniczną sprawczością – już w lipcu ubiegłego roku wydała szpitalowi zgodę na wycinkę aż 19 drzew, w tym 7 dogorywających iglaków wzdłuż nieszczęsnego ogrodzenia z ulicą Prusa.
Dla Urzędu jednak problemem, jak to zwykle bywa są … procedury. Drzewa te są najwyraźniej traktowane jak narodowe dziedzictwo, dlatego ich ostateczna egzekucja wymaga jeszcze zgody konserwatora zabytków.
I tutaj, z rozbrajającą szczerością wkracza ponownie pani Joanna Urbaniak. Ogłasza wszem i wobec radosną, wyczekiwaną przez mieszkańców ulicy Prusa nowinę: uwaga! Właśnie, dyrekcja szpitala przygotowuje wniosek do odpowiednich służb!
Można odetchnąć z ulgą. Po przeszło roku od uzyskania miejskiej zgody, proces myślowy zmaterializował się w akcję i szpitalne kierownictwo, przy współudziale dyrektora Jacka Wójcika, wreszcie ten dokument „przygotowuje”. To iście sprinterskie tempo pracy gwarantuje, iż zanim pismo zostanie zredagowane, opieczętowane i rozpatrzone przez konserwatora, problem rozwiąże się absolutnie sam.
Mieszkańcy mówią: sprawdzam! Czas na gładki, bezduszny bełkot rzeczników prasowych o „analizowaniu procedur” bezpowrotnie minął. Dziennikarska rzetelność wymaga dziś wyłożenia kart na stół:
- Liczby i daty: Ile dokładnie oficjalnych pism, monitów i interwencji od mieszkańców w sprawie tego drzewostanu wpłynęło do szpitala i służb miejskich w ostatnich miesiącach i latach?
- Twarze, imiona i nazwiska: Kto konkretnie, z imienia, nazwiska i pełnionej funkcji te alarmy lekceważył, podpisywał odmowy lub zamiatał sprawę pod dywan? Koniec z chowaniem się za bezosobowym szyldem „szpitala” czy „zarządu”. Za każdym podpisem i za każdym zaniechaniem stoi konkretny człowiek pobierający publiczną pensję.
Co najbardziej bulwersuje, ten makabryczny spektakl wcale się nie skończył. Usunięcie przez strażaków powalonego konara, to tylko sprzątnięcie dowodu rzeczowego, natomiast przy tym samym murze przez cały czas sterczą 4 ( słownie: cztery ) potężne, całkowicie obumarłe, uschnięte drzewa. Są większe od tego, które runęło wczoraj.
Wykonane zdjęcie, zaledwie dzień po katastrofie, stanowi porażający dowód na absolutną niedorzeczność, by nie nazwać tego dosadniej. Na zdjęciu wykonanym w dzień po katastrofie, widzimy grupę pacjentów w strojach sportowych, posłusznie wykonujących ćwiczenia rehabilitacyjne na świeżym powietrzu. To kadr, który, na pierwszy rzut oka, powinien cieszyć oko i budzić optymizm. Jednak, gdy spojrzeć szerzej, ten sam kadr staje się wizualnym aktem oskarżenia.

Tuż obok ćwiczących ludzi, niemal wisząc nad ich głowami, wznosi się kolejne, jeszcze większe i bardziej spróchniałe martwe drzewo. Jego pień jest całkowicie suchy, pozbawiony kory, z widocznymi śladami gnicia. To tykająca bomba zegarowa.
Fakt, iż rehabilitacja odbywa się w cieniu takiego niebezpieczeństwa, w dzień po namacalnym dowodzie katastrofy, jest niewybaczalnym zaniechaniem. To nie jest po prostu brak wyobraźni, to jawna zabawa bezpośrednio narażająca pacjentów na utratę życia. Mieszkańcy słusznie dali czas na reakcję, ale jeżeli piły spalinowe nie pójdą w ruch natychmiast, to kolejne pytania do osób odpowiedzialnych powinien zadawać już nie tylko e-portEl, ale prokurator.
Redakcja:elblag24.pl















