Cyrk na drodze na Hel. "To była sprawa miłosna"

1 tydzień temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


W internecie pojawiło się nagranie mocno nietypowej sytuacji, do jakiej doszło pod koniec czerwca w drodze na Hel. Kierowca samochodu z kamerą był świadkiem najpierw niezwykłej gonitwy między BMW i Audi, a następnie - rękoczynów, w których stroną atakującą była kobieta. Internauci gwałtownie rozwikłali zagadkę.


Na nagraniu widać, jak z drogi podporządkowanej wyjeżdża ciemne BMW i białe Audi. Od razu widać, iż między kierowcami iskrzy. BMW kilkukrotnie próbuje zajechać Audi drogę, wykorzystując do wyprzedzania każdą nadarzającą się okazję, nie przejmując się przepisami ruchu drogowego z namalowanymi na jezdni liniami w szczególności.


To była zdradzona kobieta?


Cała sytuacja trwa dość długo, do tego stopnia, iż nagranie zostaje przyśpieszone. Wreszcie BMW udaje się zablokować Audi w miejscu, gdzie pasy ruchu były oddzielone wysepką. Z BMW wysiada wściekła kierująca, która otwiera drzwi Audi i zaczyna... okładać kierowcę. Następnie przechodzi do drugich drzwi, gdzie wdaje się w szarpaninę z pasażerką. Gdy kierowca Audi wysiada, by interweniować, kobieta wsiada do BMW i zostawiając czarną chmurę spalin, odjeżdża w siną dal.Reklama


Internauci, trochę za sugestią autora nagrania, doszli do wniosku, iż za taką agresją ze strony kobiety musiała stać historia miłosna. "Cyrk na drodze" - skomentowali, zwracając jednak również uwagę na pracę "operatora kamery", który rzeczywiście wykazał się sporą cierpliwością, czekając, aż osoby podróżujące Audi i BMW rozwiążą swoje problemy.


Nagranie jest śmieszne tylko pozornie


Całe nagranie, okraszone muzyką może wydawać się śmieszne, ale takie z pewnością nie jest. Po pierwsze, agresja fizyczna, niezależnie od tego czy pochodzi ze strony kobiety czy mężczyzny, wykracza poza normy przyjęte w społeczeństwie. Po drugie, podczas całej "afery" mogło dojść do poważnego wypadku drogowego. jeżeli nagranie zostanie przekazane na policję, kierująca BMW może spodziewać się poważnych kłopotów, z zatrzymaniem prawa jazdy na czele.
A jeżeli policjanci dopatrzą się stworzenia zagrożenia w ruchu drogowym, sprawa trafi do sądu.
Idź do oryginalnego materiału