Czas współczesnej Matki

37 minut temu

W latach 80. ubiegłego wieku Diana została królową Brytyjczyków i urodziła pierwszego syna. Ludzie zobaczyli na zdjęciach jak Diana zbliża swój mały palec w kierunku ust dziecka, a on zaczyna ssać ten palec. Odruch prawidłowy, jak u każdego ssaka.

Także u księcia, następcy tronu! Ten i inne, podobne gesty młodej mamy znalazły liczne naśladowczynie. Skoro królowa tak robi… tym bardziej, iż niemowlę uspokoiło się, a mama była zadowolona. Czego chcieć więcej!
Do Wietrznego Miasta przybywało coraz więcej młodych kobiet. Kształtowało się kolejne pokolenie matek pracujących. Wyzwolone, świadome swoich praw młode kobiety, poddawały się każdej modzie. Wiadomo, taka jest Ameryka z ogromem eksperymentów medycznych. W Stanach Zjednoczonych matki nie nabywają uprawnień do urlopu macierzyńskiego (płatnego) po urodzeniu dziecka, ani do przerw w pracy zawodowej na karmienie dziecka, nie mówiąc o zasiłkach. Nastała moda na ułatwienie karmienia niemowląt. Młode matki (z pomocą w szpitalach) tuż po porodzie zatrzymywały laktację. Były przekonane, iż karmiąc dziecko mlekiem z butelki, a nie z własnej piersi szybciej osiągną stan sylwetki sprzed ciąży, biust zachowa dotychczasowy kształt, a pokarm z butelki jest tak samo wartościowy jak naturalny.

Dzieci karmione sztucznym mlekiem zaczęły dorastać wraz ze skłonnościami do alergii pokarmowych, do wad zgryzu, miewały mniejszą odporność i zaburzenia metabolizmu. A matki? Musiały sobie jakoś radzić, starały się regularnie badać piersi. Starały się żyć! Z pomocą przyszła medycyna holistyczna i powrót do równowagi tej części nowego pokolenia. Zmieniała się moda. Karmienie naturalne to hit! Tylko młode matki trzeba było uczyć jak karmić dziecko mlekiem z własnej piersi. Z pomocą przychodziły programy wideo z internetu.
Po latach doświadczeń kolejny eksperyment zawitał “pod strzechy” drapaczy chmur. Naukowcy udowodnili, iż matka powinna karmić swoje niemowlę pokarmem z własnej piersi. Lekarze przekonywali, iż tylko pokarm matki ma najwyższą wartość dla niemowlęcia. Prawidłowy rozwój dziecka, ale też zdrowie matki zależy od tej czynności. Nastąpił powrót do wskazania zalet ssania piersi matki, pod warunkiem zachowania stosownej diety przez matkę-karmicielkę. O ile matce udało się uniknąć ostrych przypraw, alkoholu, tytoniu lub innych używek, to bez obaw powinna karmić piersią swoje dziecko.

Mężczyźni nie mieli tu wiele do powiedzenia. Pozostało im przyjrzeć się zjawisku naturalnego karmienia. Dlaczego kobiety karmią dziecko publicznie, pytali hipokryci. Przez media przetoczyły się polemiki. Wskazywano dzieła malarzy minionych wieków, na których matka, kobieta karmiąca niemowlę własną piersią bywała symbolem dobrego macierzyństwa. Ten, kogo gorszył widok odsłoniętej piersi karmiącej matki stawał pod pręgierzem opinii publicznej, iż postępuje niewłaściwie. Przesada w sposobie realizacji dostaw naturalnego mleka dla niemowlęcia objęła też tak zwane karmienie na życzenie. Widok młodej matki udręczonej życzeniem karmienia przez rozwrzeszczanego malucha nie był wyjątkiem. Pozostały do rozwiązania inne problemy. Kolejne pokolenie pracujących kobiet decyduje, aby urodzić pierwsze dziecko po osiągnięciu pewnego komfortu materialnego. Pragną zapewnić dziecku możliwie najlepsze warunki rozwoju. Czy i na jaką pomoc mogą liczyć? Najpierw i potem … na siebie! Dlatego pierwsze dziecko pojawia się tuż przed 40-tką matki -pierworódki. Mama jest więc dojrzała, dysponuje wiedzą, ustawia priorytety na odpowiednim poziomie. Rozumie, na czym polega dobro dziecka, ale nie to „spod klosza lub parasola” i nie w systemie wychowania bez stresu! Mniej kontroli, więcej samodzielności. Oczywiście, w atmosferze miłości. Te wyzwania najlepiej realizować w pełnej rodzinie, choć w braku takiej, w wychowaniu może pomóc rodzina patchworkowa. Bywa, iż ta dojrzała matka jest bardziej zmęczona, często słabsza i mniej cierpliwa od młodej matki. Coś za coś, takie są prawa natury. A dziecko? O skutkach tego eksperymentu przekonamy się za kilka, kilkanaście lat.
Co z rolą taty? O tym przy okazji Dnia Ojca. A pomoc babci, ciotki, wujków? Nie przesadzajmy. Kto dziś ma czas spotykać się z rodziną, a tym bardziej prosić o pomoc! Babcie zachowują młodość do późnych lat, odkąd zyskały czas dla siebie po odchowaniu dzieci. A dziadkowie? Często są w nowym związku z dużo młodszą osobą i urządzają się bez obecności wnuków i wnuczek. Do pomocy matce czasem garną się niezamężne ciotki, wujkowie z odzysku i z doskoku. Raczej od święta. Na regularną pomoc rodziny liczy więc matka – desperatka. Chyba, iż stać ją finansowo na opiekunkę, nie mówiąc o matce – surogatce. Wśród przyczyn trudności tego układu obserwatorzy wymieniają nieprzygotowanie młodych mężczyzn, synów do pomocy matce, ojcu, rodzeństwu. Słabnące związki uczuciowe pomiędzy bliskimi zastępuje zestaw innych bodźców. W zasięgu czeka nie tylko sztuczny pokarm, ale sztuczny człowiek. Wraz z zestawem kodów w każdym języku.

Reasumując, niech żyją matki: młode, dojrzałe, niech będą zdrowe i niech każda znajdzie swoje szczęście!

Barbara M. Zmudka
adres: [email protected]

Idź do oryginalnego materiału