Cztery gole Bayeru i kolejna bolesna porażka Lecha. Nie tak miał wyglądać powrót Ligi Europy do Poznania

1 godzina temu

Powrót Ligi Europy na Enea Stadion był jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń piłkarskiej jesieni w Poznaniu. Po wcześniejszej przegranej 0:4 z Crystal Palace kibice liczyli, iż przed własną publicznością mistrzowie Polski zaprezentują się znacznie lepiej.

Przeciwnik był jednak wymagający. Bayer Leverkusen przyjechał do stolicy Wielkopolski jako faworyt i ostatecznie nie pozostawił wątpliwości, który zespół był skuteczniejszy.

Początek spotkania nie zapowiadał jeszcze tak wysokiego wyniku. Przez pierwsze kilkanaście minut żadna z drużyn nie zdobyła bramki. Lech gwałtownie musiał jednak zmierzyć się z problemami kadrowymi. Już w 15. minucie kontuzji doznał Wojciech Mońka, który nie mógł kontynuować gry. Jego miejsce zajął Yegbe.

Trzy minuty później zmiany dokonali również goście. Na boisku pojawił się Patrik Schick, zastępując Martina Terriera. Czeski napastnik gwałtownie stał się jedną z najważniejszych postaci spotkania.

W 27. minucie arbiter analizował sytuację w polu karnym gospodarzy. Po sprawdzeniu zapisu wideo zdecydował o przyznaniu Bayerowi rzutu karnego. Schick wykorzystał jedenastkę i w 29. minucie wyprowadził niemiecki zespół na prowadzenie.

Od tego momentu sytuacja Lecha zaczęła się gwałtownie pogarszać.

W 33. minucie goście podwyższyli wynik na 2:0. Bramkarz Kolejorza Bartosz Lis dwukrotnie zdołał jeszcze obronić strzały przeciwników, ale przy kolejnej próbie był już bezradny. Piłkę do siatki skierował Malik Tillman.

Przed przerwą poznaniacy stracili jeszcze jednego gola. Po kolejnej analizie VAR sędzia ponownie wskazał na jedenasty metr. Żółtą kartką ukarany został Mateusz Skrzypczak, a Schick po raz drugi skutecznie wykonał rzut karny.

W 41. minucie Bayer prowadził już 3:0. Oznaczało to, iż w ciągu zaledwie dwunastu minut niemiecka drużyna praktycznie przesądziła o wyniku spotkania.

Po przerwie Lech próbował odmienić przebieg meczu, ale nie potrafił znaleźć sposobu na defensywę rywali.

W 59. minucie na boisku pojawili się Yannick Agnero, Daniel Håkans i Filip Jagiełło. Zastąpili odpowiednio Mikaela Ishaka, Patrika Wålemarka oraz Leo Bengtssona.

Zmiany przeprowadzili również goście, którzy przy wysokim prowadzeniu mogli spokojniej zarządzać składem. W drugiej połowie na murawie pojawili się między innymi Robert Andrich i Moussa Diaby, a strzelec dwóch bramek Patrik Schick opuścił boisko w 76. minucie.

Poznaniakom nie udało się zmniejszyć strat. Co więcej, w 90. minucie Bayer zdobył czwartą bramkę. Na listę strzelców wpisał się Ibrahim Maza, ustalając wynik na 4:0.

Dla Lecha był to drugi mecz w fazie ligowej Ligi Europy i druga wysoka przegrana. Po spotkaniach z Crystal Palace i Bayerem Leverkusen mistrzowie Polski pozostają bez punktów oraz bez zdobytej bramki. Ich bilans wynosi w tej chwili 0:8.

Czwartkowa porażka jest szczególnie bolesna ze względu na oczekiwania towarzyszące powrotowi europejskich rozgrywek do Poznania. Kibice czekali sześć lat na kolejny domowy mecz Ligi Europy, ale zamiast korzystnego rezultatu zobaczyli zdecydowane zwycięstwo niemieckiego zespołu.

Przed Kolejorzem pozostaje jeszcze sześć spotkań, a najbliższe odbędzie się już za tydzień. W czwartek, 22 października, do Poznania przyjedzie Sunderland. Następnie Lech zmierzy się na wyjeździe z Benficą Lizbona.

Jeśli poznaniacy chcą zachować szanse na grę w fazie pucharowej, będą musieli gwałtownie znaleźć sposób na poprawienie wyników. Dwie pierwsze kolejki pokazały, iż rywalizacja z europejskimi przeciwnikami jest dla Kolejorza wyjątkowo wymagająca.

Lech Poznań – Bayer Leverkusen 0:4 (0:3)

Bramki: Patrik Schick 29′ (rzut karny), 41′ (rzut karny), Malik Tillman 33′, Ibrahim Maza 90′.

Idź do oryginalnego materiału