Czy Ironman jest Krakowowi potrzebny? Mieszkańcy nie mogą być jego zakładnikami!

1 godzina temu

FELIETON. Niemal zawsze scenariusz wygląda identycznie. Kilka dni przed zawodami w internecie pojawiają się mapy zamkniętych ulic, mieszkańcy zaczynają planować objazdy, a w mediach społecznościowych wybucha dyskusja. Jedni cieszą się z prestiżowej imprezy, inni pytają: czy naprawdę nie da się tego zrobić lepiej? I trudno odmówić racji którejkolwiek ze stron. Kolejne zawody Ironman w niedzielę w Krakowie.

Ironman to bez wątpienia wydarzenie, które Krakowowi może się przydać. Przyciąga tysiące zawodników i ich rodzin z całego świata, promuje miasto w międzynarodowych mediach i pokazuje je z najlepszej strony. Zdjęcia z Rynku Głównego, Zakrzówka czy bulwarów wiślanych trafiają do odbiorców, do których żadna kampania reklamowa miasta nie dotrze równie skutecznie.

To także konkretne pieniądze. Goście śpią w hotelach, jedzą w restauracjach, korzystają z atrakcji turystycznych. Dla wielu przedsiębiorców taki weekend oznacza jedne z najlepszych obrotów w sezonie.

Problem nie leży więc w samym Ironmanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy mieszkańcy odnoszą wrażenie, iż organizacja zawodów odbywa się ich kosztem.

Nie chodzi choćby o to, iż trzeba zamknąć część ulic. Tak wielkiej imprezy po prostu nie da się przeprowadzić bez utrudnień. Pytanie brzmi jednak, czy naprawdę muszą być one aż tak dotkliwe?!

Czy wszystkie zamknięcia są niezbędne? Czy nie da się ich skrócić? Czy mieszkańcy są odpowiednio wcześniej informowani? Czy objazdy są rzeczywiście przemyślane? I wreszcie – czy ktoś wsłuchuje się w uwagi po zakończeniu zawodów, czy co roku powielane są te same błędy? Bo trudno nie odnieść wrażenia, iż w Krakowie największym problemem nie jest sama impreza, ale sposób jej organizacji.

W wielu europejskich miastach podobne imprezy realizowane są przy równie dużej skali, ale organizatorzy potrafią lepiej pogodzić interes sportowców z codziennym życiem mieszkańców. Wymaga to większego planowania, lepszej współpracy ze służbami i przede wszystkim myślenia o tych, którzy nie startują w zawodach, ale również mają prawo do normalnego funkcjonowania.

Kraków od lat stawia na organizację wydarzeń o międzynarodowej randze. I słusznie. Takie imprezy budują markę miasta, przyciągają turystów i pokazują, iż stolica Małopolski potrafi być gospodarzem największych sportowych wydarzeń. Ale sukces nie powinien być mierzony wyłącznie liczbą uczestników i zdjęciami z mety.

Równie ważne jest to, czy po zakończeniu zawodów mieszkańcy powiedzą: „Były utrudnienia, ale wszystko zostało dobrze zorganizowane”, a nie: „Oby nigdy więcej”. Bo prestiżowa impreza nie powinna być testem cierpliwości mieszkańców. Powinna być wydarzeniem, z którego dumni są zarówno zawodnicy, jak i ci, którzy na co dzień nazywają Kraków swoim domem.

Idź do oryginalnego materiału