Czy mnie jeszcze pamiętasz? Czerwcowe urodziny „Malucha”, czyli Polskiego Fiata 126p

1 godzina temu

Gdy ponad pół wieku temu z włoskiej fabryki wyjechały pierwsze Fiaty 126, nikt nie przypuszczał, iż to niepozorne autko z czasem stanie się w Polsce żywą legendą. W ubiegłą sobotę minęły dokładnie 53 lata od chwili, gdy pierwszy Fiat 126p zjechał z taśmy produkcyjnej polskiej fabryki. Dwa lata później pierwsze modele tego auta (ze względu na niewielkie gabaryty nazwanego przez Polaków „Maluchem”) zaczęły być produkowane w Tychach.

Decyzję o kupieniu licencji podjęła ekipa I sekretarza PZPR Edwarda Gierka. Fiat 126 – w Polsce nazwany Polskim Fiatem 126p (była to oficjalna nazwa licencyjna) – miał być, jak głosiła propaganda, dostępny dla każdej rodziny. Oczywiście nie był, ale i tak stał się najpopularniejszym i najbardziej dostępnym autem nad Wisłą. Polacy nadawali mu różne imiona nawiązujące do niewielkich gabarytów tego dwuśladu. Nazywany był „Fiacikiem”, „Małym Fiatem” (w odróżnieniu od dużego Polskiego Fiata 125p), ale największą popularność zyskał jako „Maluch”. I nic dziwnego, bo często traktowany był jak prawdziwy członek rodziny. Ciekawostką jest fakt, iż w 1997 roku producent oficjalnie przyjął słowo „Maluch” jako handlową nazwę dla Polskiego Fiata 126p.

Używanie w latach PRL-u

określenia „rynek samochodowy” byłoby nadużyciem. Rynku po prostu nie było, chyba iż na samochodowych giełdach. Paradoks tamtych czasów polegał między innymi i na tym, iż odsprzedawane fabrycznie nowe auta od razu kosztowały znacznie drożej niż bezpośrednio kupione w fabryce. Mało tego, kilkuletnie, wysłużone samochody na giełdach można było kupić w cenie fabrycznie nowych, a choćby zapłacić więcej. Nic dziwnego – socjalizm, z natury swej, propagował niewiarę we wszystko, czego sam nie wydumał, w tym niewiarę w odwieczne prawo popytu i podaży. W efekcie chętnych do kupna było wielu, a towaru mało.

Nie mogąc zwiększyć podaży,

sztucznie starano się zmniejszyć popyt – fabrycznie nowego samochodu nie można było kupić, przynosząc gotówkę i wypowiadając w sklepie magiczne wówczas słowa: „poproszę auto”. Aby kupić samochód za złotówki, trzeba było najpierw mieć talony (a więc pozwolenie na kupno), a talony przyznawała władza za zasługi. No, chyba iż dysponowało się kupionymi bonami PKO, będącymi erzacem dewiz, a tymi handlowano np. przed sklepami Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego (Pewex) utworzonymi w 1972 roku. W tym właśnie roku, niezależnie od kariery Pewexów w PRL, rozpoczyna się kariera fiata 126.

Pierwsze modele „126”

wyprodukowała włoska fabryka Fiata w Cassino we wrześniu 1972 roku. Samochód od razu został zaprezentowany światu podczas salonu motoryzacyjnego w Turynie. Wzbudził zainteresowanie polskich władz. Pierwszy wyprodukowany w Polsce (na włoskiej licencji) Fiat 126, nazwany Polskim Fiatem 126p, zjechał 6 czerwca w 1973 roku z linii produkcyjnej Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej. Zmontowany był z oryginalnych włoskich części.

Kolejnym znaczącym rozdziałem

w historii motoryzacji polskiej był dzień 18 września 1975 roku. Wtedy to ze świeżo zainstalowanych linii produkcyjnych Zakładu nr 2 Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Tychach zjechał pierwszy tyski Polski Fiat 126p. Do końca grudnia Zakład nr 2 FSM wyprodukowała ich ponad 11,5 tys., a w całym 1976 roku – ok. 60 tys. Stutysięczny fiacik wyjechał z FSM w Tychach w 1977 roku.

Ostatniego „Malucha”

tyska fabryka wyprodukowała w 1991 roku, a fabryka w Bielsku-Białej zaprzestała produkcji tego modelu w roku 2000. Tychy i Bielsko (według danych FCA Poland) wyprodukowały w sumie ponad 3 mln tych aut (Bielsko ponad 1,15 mln sztuk, a Tychy ponad 2,16 mln sztuk). Dane te nie obejmują tzw. składaków – czyli fiatów samodzielnie złożonych w garażach! A było ich sporo.

Składaki

to był polski fenomen motoryzacyjny na skalę światową! Skoro fabryka wciąż nie nadążała z produkcją, by zaspokoić popyt, to można było oficjalnie kupić od niej karoserię i silnik, a następnie, po skombinowaniu innych potrzebnych części, z kolegami lub samodzielnie zmontować sobie autko. Praktyka ta – jak najbardziej legalna – była tak powszechna, iż skrót FSM zaczęto żartobliwie rozszyfrowywać nie jako Fabryka Samochodów Małolitrażowych, ale jako Fabryka Składaków Mechanicznych. Składak taki przechodził jak najbardziej kontrolę techniczną, otrzymywał kartę rejestracyjną i był dopuszczany do ruchu na drogach publicznych (musiał jedynie częściej stawiać się na przeglądy).

Jeśli jest

na jakiś towar popyt, to pojawia się i podaż, nie zawsze legalnie. Na przykład w cenie były części zamienne do „Maluchów”. Przemycano je z fabryki na różne sposoby. Do najoryginalniejszych należało np. spławianie owych części z terenu zakładu kanałem kanalizacyjnym przechodzącym pod ogrodzonym i strzeżonym obszarem fabryki.

O polskim „Fiaciku” śpiewano piosenki,

był bohaterem niezliczonej ilości anegdot. Wydano choćby książkę zatytułowaną „126 x 126p”, w której zebrano 126 dowcipów o „Maluchu”. Śmiano się, ale ciepło, głównie z jego małych rozmiarów i nie najwyższych parametrów technicznych silnika. (np. stwierdzano w żartach, iż osiąga największa prędkość, gdy go holują).

Studenci

bili rekordy w konkurencji: ile osób może zmieścić się w Polskim Fiacie 126p (szacunek budziły liczby zbliżone do 20). „Małego Fiata” zachwalano jako jedyny samochód, w którym kierowca może wytrzeć wszystkie szyby od wewnątrz, nie schodząc ze swojego fotela, „reklamowany” był jako auto, w którym podczas jazdy w ogóle nie słychać pracy silnika – bo ze względu na brak miejsca kierowca i pasażerowie, siedząc w samochodzie, zasłaniają uszy kolanami.

Żartobliwej opowiastki

doczekała się bez mała każda część i każde rozwiązanie konstrukcyjne fiacika. W sposób szczególny dworowano z faktu, iż Fiat 126p miał silnik z tyłu, a bagażnik z przodu. Opowiadano o pewnej pani, która przed wyruszeniem w podróż podniosła przednią klapę „Malucha”, a nie widząc silnika, była przekonana, iż grasowali tu złodzieje. I o pewnym panu, który podczas odbioru nowego auta zajrzał pod maskę i oburzony złożył reklamacje u producenta, żądając, aby dostarczono mu i silnik.

Co tu dużo gadać,

Fiat 126p nie był samochodem bezpiecznym. Gdy dochodziło do zderzeń z innymi samochodami, jego karoseria gniotła się jak pusta puszka po piwie. Strefa zgniotu, czyli część auta, która ulega deformacji, przyjmując energię uderzenia (ale w sposób niezagrażający kierowcy i pasażerom) we fiacie 126p adekwatnie nie istniała – owszem, karoseria się gniotła, ale razem z ludźmi. Ale jak się kogoś kocha – a „Fiacik” dla wielu był kimś, a nie czymś – to nic nie jest w stanie obrzydzić obiektu naszych uczuć. Strefa zgniotu „Malucha” niedługo stała się tematem czarnego humoru, zaczęto mówić, iż tak jak w najlepszych samochodach na świecie też sięga od przedniego zderzaka tylko do… silnika.

Bagażnik był malutki,

ledwo mieściło się w nim koło zapasowe, ale to absolutnie nie przeszkadzało polskim rodzinom (z dziećmi), by odbywać Fiatem 126p długie, choćby zagraniczne podróże. Na dachu montowało się drugi bagażnik: ustawioną tam piramidę różnorakich potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy spinało się sprężynami i w drogę! jeżeli tego było za mało, do „Malucha” montowało się hak holowniczy, doczepiało przyczepkę i nawijało asfalt na koła!

Wydaje się,

że epoka Fiata 126 minęła bezpowrotnie. Co prawda w 2020 roku pojawił się współczesny projekt tego modelu, zachowujący charakterystyczną stylistykę „Malucha”, ale koncern Fiata nie wyraził nim zainteresowania. Inna kwestia, iż to już nie ten sam koncern Fiata co w latach 70. ubiegłego wieku. Od 2021 roku jest bowiem częścią holdingu Stellantis i włoskie sentymenty muszą podporządkować się globalnej polityce, a ta (na razie) nie jest przychylna małym samochodom.

ZB

W materiale skorzystałem m.in. z fragmentów artykułu mojego autorstwa opublikowanego w „Echu”.

Idź do oryginalnego materiału