Mieszkasz w bloku i czasem łapiesz się na myśli, iż wolałbyś dom z kawałkiem trawnika? Nie jesteś w tym sam – takie marzenie deklaruje większość Polaków. W Warszawie rozdźwięk między tym, gdzie ludzie dziś mieszkają, a tym, czego chcą, jest jednak wyjątkowo ostry, i widać go w liczbach, które rzadko trafiają obok siebie w jednym zestawieniu.
Fot. AHatmaker / Shutterstock71 procent Polaków marzy o domu, najsilniej rodzice z dziećmi
Punktem wyjścia są deklaracje, a te są jednoznaczne. Z raportu Otodom „Szczęśliwy Dom: Mieszkanie na osi czasu” wynika, iż aż 71 proc. mieszkańców Polski marzy o zamieszkaniu w domu jednorodzinnym, bliźniaku albo szeregowcu. Najsilniej to marzenie występuje wśród osób w wieku 26-45 lat, a więc dokładnie w grupie, która dziś zakłada rodziny i szuka pierwszego własnego lokum. Wśród rodziców odsetek pozostało wyższy: 79 proc. z nich marzy o wychowywaniu dzieci właśnie w domu, a nie w mieszkaniu.
O mieszkaniu jako wymarzonym miejscu do życia myślą przede wszystkim dwie grupy na przeciwległych krańcach metryki. Pierwsza to osoby powyżej 66. roku życia, wśród których dom jako marzenie deklaruje już tylko 21 proc. Druga to młodzi bezdzietni w wieku 18-40 lat, gdzie mieszkanie wybiera 27 proc. Obie grupy łączy ten sam argument: cenią bliskość sklepów, przystanków i punktów usługowych bardziej niż przestrzeń, jaką daje własny ogród.
W praktyce 43 procent Polaków mieszka w domu, a udział ten rośnie od lat
Marzenia to jedno, a rzeczywista sytuacja mieszkaniowa to drugie, i tu dane też są dostępne. Według sondażu CBOS „Aktualne problemy i wydarzenia”, przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie 1050 dorosłych Polaków wylosowanej z rejestru PESEL, 43 proc. respondentów mieszka w domach, a 25 proc. we własnych mieszkaniach lub mieszkaniach należących do współmałżonka. Łącznie daje to 68 proc. społeczeństwa mieszkającego na swoim.
Ciekawszy od samego wyniku jest kierunek zmiany. W ciągu 15 lat poprzedzających badanie odsetek Polaków zamieszkałych w domach wzrósł o 10 punktów procentowych, a jednocześnie o 8 punktów ubyło osób w mieszkaniach spółdzielczych lokatorskich. Ten sam sondaż pokazał też, iż przeciętne gospodarstwo domowe dysponuje dziś powierzchnią nieco ponad 90 m2, a 31 proc. badanych ma do dyspozycji 110 m2 lub więcej, czyli metraż bliższy domowi niż typowej kawalerce.
W samej Warszawie 88 procent mieszkańców żyje w blokach, mimo iż domów jest w mieście więcej
Warszawska specyfika, podobnie, jak innych dużych miast jest jednak odmienna od krajowej średniej. Według analizy struktury zabudowy stolicy niemal 88 proc. mieszkańców Warszawy mieszka w zabudowie wielorodzinnej skupionej wokół centrum miasta. Ta zabudowa zajmuje jednak zaledwie 47 proc. terenów mieszkalnych. Odwrotnie wygląda to po stronie domów: zabudowa jednorodzinna zajmuje więcej, bo 53 proc. powierzchni mieszkalnej miasta, a mieszka w niej tylko 12 proc. warszawiaków.
Wytłumaczenie tego pozornego paradoksu leży w samej liczbie budynków, a nie w liczbie ludzi. W Warszawie stoją 156 902 budynki, z czego 82 244 to budynki jednorodzinne, a 22 005 wielorodzinne. Domów jest więc w mieście fizycznie niemal czterokrotnie więcej niż bloków i kamienic razem wziętych, tylko każdy z nich mieści przeciętnie kilka osób, podczas gdy blok mieści ich kilkadziesiąt lub kilkaset. Stąd biorą się zarówno statystyka mówiąca „więcej domów”, jak i statystyka mówiąca „prawie wszyscy w blokach” – obie są prawdziwe naraz, bo liczą co innego.
Ludzie nie czekają na zmianę zdania, tylko się przeprowadzają
Najmocniejszym dowodem na to, iż marzenie o domu jest w Warszawie czymś więcej niż deklaracją w ankiecie, jest sam ruch ludności. Miasto systematycznie traci mieszkańców na rzecz ościennych powiatów, a największą popularnością wśród przeprowadzających się cieszą powiaty piaseczyński, wołomiński oraz pruszkowski. To właśnie tam powstaje dziś najwięcej nowych domów jednorodzinnych w całej aglomeracji, a kluczowym czynnikiem wyboru pozostaje dostęp do komunikacji kolejowej i niższe ceny gruntów w porównaniu ze stołecznymi dzielnicami.
Mechanizm tej decyzji jest w gruncie rzeczy prosty. Ceny mieszkań w Warszawie w stanie deweloperskim sięgają dziś niemal 20 000 zł za metr kwadratowy, a w Śródmieściu, na najlepszych fragmentach Mokotowa i w Wilanowie potrafią przekraczać 20-25 tys. zł. Za cenę przeciętnego mieszkania dwupokojowego w granicach miasta można kupić czteropokojowe mieszkanie, a czasem choćby niewielki segment, w gminie sąsiadującej z Warszawą. Rodziny z dziećmi, które i tak najczęściej marzą o domu, mają więc dodatkowy, czysto finansowy argument, żeby to marzenie zrealizować poza granicami miasta, a nie w nim.
Wyprowadzka pod miasto nie zawsze kończy się tak, jak zakładano
Zdecydowanie o zmianie bloku na dom z ogrodem warto jednak zestawić z tym, co po drodze bywa pomijane. Rozwój zabudowy podmiejskiej, jeżeli wyprzedza możliwości inwestycyjne samorządu, potrafi zamienić się w codzienne uciążliwości: przeciążone szkoły, listy rezerwowe do przedszkoli i rosnący ruch samochodowy na drogach, które nie były projektowane pod tak dużą liczbę nowych mieszkańców. W kilku najszybciej rosnących gminach wokół Warszawy nowe rodziny trafiają dziś na listy rezerwowe do placówek edukacyjnych, a codzienny dojazd dziecka do prywatnego żłobka kilkanaście kilometrów od domu bywa dla części rodzin bolesnym zaskoczeniem po przeprowadzce.
Sprawdzenie tego przed podjęciem decyzji zajmuje jeden telefon do urzędu gminy, do której się przeprowadzamy: warto zapytać nie tylko, czy w okolicy jest przedszkole i szkoła podstawowa, ale przede wszystkim, ile w nich zostało wolnych miejsc i czy nowych mieszkańców obejmuje rejonizacja. To pytanie, które oszczędza rozczarowania znacznie skuteczniej niż sam wybór metrażu czy odległości od stacji kolejki.

43 minut temu











