Czym zakończą się ideologiczne eksperymenty na uczniach?

3 godzin temu

Szanowni Państwo,

Za oceanem zapadł niedawno przełomowy wyrok. Zakończyła się pierwsza sprawa o błąd w sztuce medycznej wniesiona przez osobę, która dokonała tzw. detranzycji. Wobec Fox Varian, która miała zaledwie 16 lat, gdy przeprowadzono u niej podwójną mastektomię, sąd zasądził 2 000 000 dolarów odszkodowania ze strony personelu medycznego.

Nastolatka, która wówczas uważała się za osobę transpłciową, nie otrzymała odpowiedniej pomocy w swoich problemach. Zamiast skupić się na rzeczywistych potrzebach dziewczyny, specjaliści ochoczo poparli jej pomysł przeprowadzenia okaleczających operacji.

Fox Varian przeszła przez trudne dzieciństwo, naznaczone rozpadem związku rodziców. Zdiagnozowano u niej liczne problemy psychiczne, w tym fobię społeczną, depresję, stany lękowe, a wreszcie zaburzenia ze spektrum autyzmu.

Mimo tego, gdy mając 15 lat, zaczęła identyfikować się jako osoba transpłciowa, lekarze przyjęli tę deklarację za pewnik i wystarczający powód do przeprowadzenia operacji, które nieodwracalnie ją okaleczyły. Jak wspomina matka, specjaliści wręcz naciskali na przeprowadzenie tzw. tranzycji medycznej, podsycając lęk przed samobójstwem dziecka, jeżeli tak się nie stanie.

To typowy zabieg: dorośli, którzy powinni być odpowiedzialni za rzeczywiste dobro pacjenta, nie tylko nie dołożyli należytej staranności, by przeprowadzić zagubioną nastolatkę przez trudny czas, ale wręcz wykorzystali jej stan psychiczny, popychając w stronę niszczących życie procedur.

Podobnie dorosłe i wykształcone polskie „ministry” pchają ideologiczną machinę, nie bacząc na krzywdę najmłodszych.

Ideologia gender napędza działania Ministerstwa Edukacji, co prowadzi do zniszczenia środowiska, które powinno zapewniać wszystkim dzieciom możliwość prawidłowego, harmonijnego rozwoju, również w sferze ich płciowości, budowania tożsamości i relacji z innymi.

Bo jak inaczej opisać fakt, iż resort zorganizował szkolenie dla nauczycieli, na którym procedura tranzycji miała być przedstawiana jako akceptowalne rozwiązanie dla zagubionej tożsamościowo młodzieży?!

Zanim opiszę, co dokładnie działo się na tym szkoleniu i jaki to miało związek z edukacją zdrowotną, to już teraz gorąco proszę Państwa o wsparcie działań, jakie podejmujemy w szkołach – naszej pracy z uczniami, nauczycielami i rodzicami – które chronią te miejsca przed destrukcyjnymi wpływami ideologicznymi!

Kilka dni temu Polskę obiegła informacja o ważnym wyroku Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. Szkoła odmówiła transpłciowemu uczniowi zwracania się do niego imieniem niezgodnym z jego biologiczną płcią – Sąd Apelacyjny uznał, iż nauczyciele i dyrekcja powinni respektować taką prośbę, mimo iż uczeń nie zmienił jeszcze danych w dokumentach.

To postanowienie sądu może okazać się przełomowe dla dalszego funkcjonowania szkół.

Może stać się swego rodzaju straszakiem, zmuszającym nauczycieli, dyrekcję czy innych uczniów do tego, by poddawali się presji osób transpłciowych i aktywistów LGBT.

Tym razem chodziło o używanie żeńskiego imienia. W grę może jednak wchodzić także chociażby korzystanie z łazienek czy szatni przeznaczonych dla płci przeciwnej.

Można oczywiście powiedzieć, iż to po prostu wyraz szacunku dla osób zmagających się z zaburzeniami tożsamości płciowej. Znamy jednak zbyt wiele podobnych historii, by nie obawiać się, iż takie zachowanie, zamiast przynieść pomoc, może raczej skrzywdzić wielu nastolatków.

Niejednokrotnie pisałem już Państwu o zagubionych młodych osobach, które zdecydowały się na okaleczenia, próbując „zmienić płeć”. Niestety mamy aż nadto przykładów, iż takie decyzje często nieodwracalnie zniszczyły ich życie.

To historia pani Magdy, którą gościliśmy na konferencji „Tranzycja – zmiana płci czy nowa odsłona ideologicznej rewolucji?” czy blogera Łukasza Sakowskiego. To także trudne życiorysy kilku znanych z innych państw tzw. detrasitioners, czyli osób, które zdecydowały się wrócić do swojej biologicznej płci po podjęciu procedury tranzycji.

W ich opowieściach powtarza się jeden wątek: wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, gdyby nie dorośli, którzy – kierowani niewiedzą bądź cynizmem – utwierdzali ich w tych zaburzeniach.

Dlatego tak ważne jest, aby w otoczeniu młodych ludzi, którzy mogą czuć się zagubieni i z trudnościami przechodzić okres rewolucyjnych zmian w ich ciałach i psychice, nie zabrakło mądrych, dojrzałych dorosłych, którzy spojrzą na nich przez pryzmat prawdy. Którzy nie pozwolą na bezmyślne kierowanie ich w stronę nieodwracalnych decyzji w imię źle pojętej tolerancji dla różnorodności.

Nauczyciele, pedagodzy – to często pierwsze osoby dorosłe, na których profesjonalizm, wiedzę i realną troskę może liczyć młodzież. Szkoła jest miejscem, które powinno być wolne od ideologicznej presji – właśnie po to, by upewnić się, iż nikt nie potraktuje młodego człowieka, który nie jest pewny własnego miejsca w świecie, jak trybika w machinie ideologicznej rewolucji.

Nie pozwólmy na ideologizację szkoły!

Przytaczałem już Państwu słowa Sekretarza Generalnego ONZ, zgodnie z którymi zadaniem szkoły ma być od dzisiaj przygotowanie wszystkich „do promowania praw człowieka, sprawiedliwości społecznej, solidarności i szacunku dla różnorodności”. Przekazywanie wiedzy ma ustąpić ważniejszemu celowi: tworzeniu „społeczeństwa inkluzywnego”.

Dziś coraz wyraźniej widzimy, iż ta agenda jest realizowana w polskich szkołach, o czym wspomniałem Państwu wcześniej.

Ośrodek Rozwoju Edukacji – placówka zajmująca się doskonaleniem zawodowym nauczycieli prowadzona przez Ministra Edukacji – zorganizował niedawno szkolenie dla ok. 70 nauczycieli edukacji zdrowotnej pt. „Różnorodność płciowa w szkole – obowiązki i możliwości wsparcia uczniów”. W czasie szkolenia poruszano m.in. temat tranzycji społecznej (czyli np. zwracania się do uczniów imieniem zgodnym z płcią odczuwaną czy umożliwienia im dostępu do toalet według płci odczuwanej), prawnej oraz medycznej.

Z przebiegu szkolenia wynika jednoznacznie, jaki jest preferowany przez ministerstwo kierunek przedstawiania procedury tranzycji na zajęciach edukacji zdrowotnej. Uczniowie mają dowiedzieć się, iż niekiedy rodzimy się w niewłaściwym ciele. Osoby, które doświadczają takich odczuć, mogą jednak uzyskać wsparcie w „zmianie płci”.

Nie ma natomiast mowy o tym, by wspierać dzieci w akceptowaniu własnego ciała i zmian, które w nim zachodzą.

Takie szkolenia, jak również wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, o którym wspominałem powyżej, dają nam jasny obraz tego, co dzieje się w szkołach: nauczyciele są pod ogromną presją ministerstwa. Są naciskani, by wtłaczać młodym, dopiero kształtującym się umysłom, skrajnie zideologizowaną wizję człowieka i podsuwać destrukcyjne rozwiązania.

To, co dzieje się w szkołach pod wodzą minister Nowackiej, wymaga od nas konkretnych działań!

To na nas – rodzicach i nauczycielach, i wszystkich, którzy widzą, do czego zmierzają kolejne kroki ministerstwa – spoczywa odpowiedzialność za zdecydowaną reakcję. Potrzebujemy oddolnych działań, które będą realnym wsparciem dla środowisk szkolnych.

Takim działaniem jest prowadzony przez Centrum Życia i Rodziny program Szkoła Przyjazna Rodzinie. Jego celem jest wspieranie placówek, które chcą budować środowisko sprzyjające harmonijnemu rozwojowi uczniów – poznawczemu, społecznemu i emocjonalnemu – w oparciu o wartości. W ramach programu pomagamy szkołom wdrażać inicjatywy promujące małżeństwo, rodzinę i szacunek dla życia każdego człowieka. Rodzicom zaś wskazujemy miejsca, w których mogą liczyć na realne wsparcie w wychowaniu swoich dzieci.

Każdego miesiąca odwiedzamy szkoły w całej Polsce, prowadzimy spotkania i wykłady, rozmawiamy z rodzicami, nauczycielami i pedagogami. Oferujemy pomoc merytoryczną i organizacyjną, a w razie potrzeby także wsparcie prawne. Bezpośrednie spotkania w szkołach i rozmowy z rodzicami oraz nauczycielami są dziś jednym z najskuteczniejszych sposobów obrony dobra dzieci i praw rodziny. To nie tylko okazja do przekazywania informacji o zagrożeniach, ale przede wszystkim do tego, by dać pracownikom oświaty i rodzicom konkretne narzędzia działania i poczucie, iż nie są sami ze swoimi problemami.

Równolegle docieramy także do samych uczniów. Przygotowaliśmy nowe propozycje spotkań i poszerzoną ofertę materiałów dydaktycznych: prelekcje dotyczące uzależnień behawioralnych, nowych technologii czy pornografii, kształcenia charakteru i zagrożeń związanych z ideologią gender. Opracowane przez naszych ekspertów materiały edukacyjne regularnie trafiają do placówek. W ubiegłym roku do przedszkoli i szkół zrzeszonych w programie wysłaliśmy ponad 40 scenariuszy lekcji.

Wspieram program Szkoła Przyjazna Rodzinie!

Obawiam się jednak, iż kolejne wydarzenia pokazują wyraźnie, iż skala wyzwań będzie rosła. Coraz więcej wskazuje na to, iż Ministerstwo Edukacji w przyszłym roku szkolnym zechce zintensyfikować ideologiczną presję na szkoły.

Aby się jej oprzeć, my również musimy działać z jeszcze większym zaangażowaniem!

Chcemy docierać wszędzie tam, skąd płynie zaproszenie – do dużych miast i małych miejscowości, do środowisk, które czują się w obecnej sytuacji pozostawione same sobie.

Zależy nam, aby odpowiadać na realne potrzeby każdej placówki i nie odmawiać wsparcia tylko dlatego, iż znajduje się na drugim krańcu Polski. Aby zobrazować Państwu skalę tych wyzwań, napiszę tylko, iż najbliższe dwa spotkania to dla nas konieczność przejechania ponad 650 km.

Taka działalność wiąże się jednak z bardzo konkretnymi kosztami. To przede wszystkim paliwo na wielokilometrowe przejazdy przez całą Polskę, często także noclegi, gdy spotkania realizowane są dzień po dniu. Do tego dochodzą wydatki na przygotowanie materiałów, które przekazujemy szkołom.

Bardzo zależy nam na tym, aby nasze spotkania były dla wszystkich placówek całkowicie bezpłatne. Wiele szkół nie dysponuje dziś dodatkowymi środkami, a wsparcie merytoryczne nie może być dostępne tylko dla tych, których na nie stać.

Dlatego wszystkie koszty organizacyjne i logistyczne bierzemy na siebie.

Aby móc przez cały czas odpowiadać na zaproszenia i rozwijać program Szkoła Przyjazna Rodzinie na skalę ogólnopolską, potrzebujemy Państwa pomocy.

Osób, które mają odwagę mówić głośno o tym, co naprawdę kryje się za opakowaną w tęczowe szaty i hasła o różnorodności ideologią gender, przybywa.

Prawda przebija się na powierzchnię.

Jednak ogromna presja ze strony lobbystów jest realna.

Codziennie mierzą się z nią dyrektorzy i nauczyciele, a dla rodziców staje się niejednokrotnie źródłem poważnego stresu. To jednak od ich odwagi i wsparcia zależy, jakie treści trafią do młodych ludzi – czy będzie to rzetelna wiedza o znaczeniu małżeństwa i rodziny, o odpowiedzialności i krytycznym myśleniu, czy też jednostronny przekaz podszyty ideologią.

To odpowiedzialność nas wszystkich – nie możemy oddać młodego pokolenia w ręce demagogów spod znaku pseudotęczy.

Szkoła nie może być laboratorium społecznych eksperymentów ani miejscem subtelnej manipulacji pojęciami i wartościami. Jej zadaniem jest wspierać harmonijny rozwój młodych ludzi — intelektualny, emocjonalny i społeczny — i pomagać im w budowaniu dojrzałej tożsamości opartej na prawdzie o naturze człowieka, a nie fałszywych ideologicznych narracjach.

Jeśli dziś nie postawimy wyraźnej granicy, kolejne pokolenie będzie dorastać w świecie, w którym podstawowe pojęcia – „kobieta”, „mężczyzna”, „rodzina” – zostaną całkowicie zrelatywizowane i wypaczone.

To już dziś dzieje się na naszych oczach! Dlatego musimy sprawić, by na tej drodze do samozagłady nie postawiono już ani jednego kroku.

Serdecznie pozdrawiam

Marcin Perłowski

Dyrektor Centrum Życia i Rodziny

Idź do oryginalnego materiału