Daria z Przasnysza potrzebuje naszej pomocy w walce z nowotworem. Sytuacja jest krytyczna

1 tydzień temu

Daria Makowska z Przasnysza ma 27 lat. Jest mamą siedmioletniego chłopca. W sierpniu 2024 roku usłyszała diagnozę – złośliwy rak piersi – przewodowy naciekający, silnie dodatni z mutacją genetyczną Brca. Rozpoczęła leczenie paliatywne. Walczy o każdy dzień życia. Potrzebuje pomocy.

Leczenie i operacje nie przyniosły rezultatu

Guz rośnie błyskawicznie, ma zdolność natychmiastowego rozsiewu przez krew i układ limfatyczny.

– Gdy rozpoczynałam leczenie guz miał prawie 5 cm oraz zajął okoliczne węzły chłonne pachowe lewe, co zmniejszyło moja szansę na wyleczenie. Zmiany ogniskowe czas się wzmacniały i mimo pełnego leczenia – 16 wlewów chemioterapii, operacji – szerokiego wycięcia guza piersi z onkoplastyką oraz usunięcia węzłów chłonnych – limfadentomii, radioterapii, brahyterapii oraz hormonoterapii, nowotwór przerzucił się dalej na węzły chłonne podobojczykowe – przekazuje Daria.

– W tak młodym wieku wprowadzono mnie w sztuczna menopauzę z wszystkimi tego skutkami, która okazała się nieskuteczna. Podawano mi silne sterydy na bezpośrednie zagrożenie życia. Leczenie doprowadziło do ciężkiej depresji, zaczęła się prawdziwa walka o każdy dzień, a w tym, wszystkim dziecko, które potrzebuje sprawnej matki i patrzy jak mama z dnia na dzień gaśnie – dodaje.

Rak uderzył ze zdwojoną siłą

Do wszystkiego doszły kołatania serca, niedomykalność zastawki mitralnej i trójdzielnej serca, kilka torbieli i liczne zwyrodnienia. Pojawiła się anemia, silne wyczerpanie organizmu. Dwa miesiące po zakończeniu leczenia, rak uderzył mocniej i szybciej.

– Badania pokazały nowy agresywny proces – liczne guzy złośliwe szyi i okolice obojczyka z obydwu stron (guzy podobojczykowe i nadobojczykowe prawe i lewe, szyjne prawe i lewe oraz pachowe lewe). Nowe guzy pojawiły się niespodziewanie i rosną z dnia na dzień, rak nauczył się przemieszczać. Jest to rak o najgorszym podtypie, najbardziej agresywny i najgorzej rokujący – potrójnie ujemny. Wielki guz pod obojczykiem uciska na nerwy, czuję bol całej ręki – przekazuje.

Sytuacja jest krytyczna

Daria od lekarzy usłyszała, iż ma kilka miesięcy życia, a leczenie nie prowadzi już do całkowitego wyleczenia, może jedynie wydłużyć ten czas i komfort życia.

– Jestem w czwartym studium choroby i zaczynam leczenie paliatywne. Moje zmutowane geny nie pozwalają organizmowi odpowiednio reagować i walczyć z chorobą. Sytuacja jest krytyczna i trzeba działać gwałtownie i mocno aby zapobiec rozsianiu do narządów odległych i maksymalnie wydłużyć życie. Każdy dzień zwłoki może zmienić wszystko – czytamy.

Potrzebna jest pomoc

– Niestety spełnia się mój najgorszy koszmar, zaczynam kolejny raz równie mocny i wykańczający cykl chemioterapii z jeszcze mniejsza siłą, jeszcze większym strachem i bez żadnych oszczędności. Moje codziennie funkcjonowanie, opieka nad dzieckiem i leczenie stały się ogromnym wyzwaniem – również finansowym. Chcę być z moim synem jak najdłużej, chcę walczyć, jednak nie wiem czy mój organizm wytrzyma. Nie mam żadnego źródła dochodu, utrzymuje nas partner. Żyję dzięki pomocy bliskich – opowiada.

Dodaje, iż sytuacja, w której się znalazła, kompletnie ją przerosła.

Daria potrzebuje szybkich wizyt, leczenia poza kolejkami, diagnostyki kolejnych rozsiewów, specjalistów, leków, które nie są refundowane, transportu na leczenie, opieki nad dzieckiem podczas wizyt w szpitalu, leczenia bólu i skutków ubocznych, środków pielęgnacyjnych i pomocniczych. Młoda kobieta wynajmuje mieszkanie, więc codzienne wydatki pochłaniają cały budżet. Każda złotówka, wsparcie, to szansa, dzięki której będzie mogła walczyć dalej.

ren

Idź do oryginalnego materiału