Dariusz Madera: Nie zakładamy ograniczenia działalności szpitali, tylko ich rozwój

1 godzina temu

Dariusz Madera, dyrektor USK w Opolu – rozmowa

Piotr Guzik: – Kiedy zrodził się plan połączenia Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego z innymi szpitalami?

Dariusz Madera: – Genezą było przekazanie przez województwo opolskie do Uniwersytetu Opolskiego Wojewódzkiego Centrum Medycznego sprzed dziewięciu lat. Po przekształceniu w szpital uniwersytecki rozpoczęliśmy rozmowy o tym, iż to powinien być szpital kompleksowy. Taki, który zapewnia szerokie spektrum świadczeń zdrowotnych dla mieszkańców województwa opolskiego, z uwzględnieniem kontynuacji leczenia w różnych specjalistycznych obszarach.

Na przestrzeni lat wielokrotnie o tym rozmawialiśmy, w różnych gremiach. Natomiast formalnym początkiem dyskusji o konsolidacji było podpisanie listu intencyjnego przez rektora UO, prof. Jacka Lipoka oraz przez marszałka Szymona Ogłazę. To był moment, który na poważnie zainicjował debatę i analizy na temat możliwości połączenia z innymi szpitalami.

Plan prezentowany w połowie lipca obejmował trzy „marszałkowskie” szpitale w Opolu: Kliniczne Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii przy ulicy Reymonta, Opolskie Centrum Onkologii przy ulicy Katowickiej oraz Wojewódzki Specjalistyczny Szpital im. św. Jadwigi przy ul. Wodociągowej. Z tej trójki mówimy już tylko o wchłonięciu pierwszej z wymienionych placówek. Dlaczego?

– Na początek ważne zastrzeżenie: nie mówimy o wchłonięciu. Zakładamy, iż powstanie jeden podmiot, ale z zachowaniem odrębnego zakładu i jego specjalistycznego charakteru. Celem jest połączenie, które umożliwia zachowanie tożsamości podmiotu i samodzielności medycznej. Mówiliśmy o tym już w połowie lipca, podczas podpisania listu intencyjnego. Połączenie sprowadzałoby się do kompetencji zarządczych. Tylko i wyłącznie. Jest jednak niezmiernie ważne, bo zupełnie inaczej buduje zasady współpracy i odpowiedzialności nad pacjentem.

Czyli mowa jest tylko o wspólnym kierownictwie?

– Chcielibyśmy funkcjonować w jednym szpitalu klinicznym, jednak w przypadku szpitala ginekologiczno-położniczego zostałby utworzony zakład podmiotu leczniczego, z własnym zespołem medycznym i administracyjno-zarządczym. Taka jednostka miałaby dyrektora odpowiedzialnego za proces udzielania świadczeń w tym szpitalu. W ten sposób stawiamy na doświadczenie i specjalistyczne kompetencje w zakresie leczenia pacjentek, które trafiają do tego szpitala.

I w USK, i w szpitalu przy ul. Reymonta mamy dyrektorów ds. lecznictwa i naczelne pielęgniarki. Przy wspólnej strukturze takie funkcje nie mogą się powielać.

– I nie będą, co nie oznacza, iż osoby, które pełnią te funkcje w szpitalu ginekologiczno-położniczym nie będą ich pełnić dalej. Będą mogli te funkcje zachować, zmieni się tylko tryb powoływania. Zaznaczam przy tym, iż wszyscy pracownicy przeszliby do USK na zasadach wynikających z Kodeksu pracy. Sam proces konsolidacji nie zakłada redukcji zatrudnienia.

Wchłonięcie tego szpitala byłoby w istocie pozbawieniem jego samodzielności w prowadzeniu działalności medycznej, a my chcemy jej zachować jak najwięcej. Zwracamy przy tym uwagę na część wspólną, jak ekonomia czy przeprowadzanie postępowań przetargowych. One nie mają bezpośredniego wpływu na udzielanie świadczeń zdrowotnych, a w tych obszarach jesteśmy w stanie poprawić efektywność organizacyjną.

To brzmi jak zapowiedź cięć personalnych. jeżeli w obu szpitalach mamy osoby odpowiadające za kadry, finanse czy przetargi, to po połączeniu nie będzie ich potrzeba aż tylu, by się tym zajmować.

– Z naszej analizy to nie wynika. Koncepcja, przedstawiona panu rektorowi, nie przewiduje ograniczenia zatrudnienia. Zakładamy poprawienie efektywności organizacyjnej związanej z realizacją procedur i zwiększenie bezpieczeństwa udzielania świadczeń. Przykładem mogą być normy jakości: ile my ich mamy wdrożonych, a ile szpital ginekologiczno-położniczy. Będziemy chcieli wystandaryzować wszystkie te procesy, które realizujemy w naszych szpitalach, aby ta jakość była jak najwyższa.

Niejednokrotnie w mniejszych organizacjach jedna osoba odpowiada za wiele rzeczy naraz. Wejście w większe zespoły pozwoli nam na zapewnienie zastępowalności, ciągłości udzielania świadczeń. Szpitale działają przecież w systemie 24-godzinnym.

A jaka będzie z tego korzyść dla pacjentek?

– To jest kwestia najważniejsza: większe bezpieczeństwo naszych pacjentów. A z punktu widzenia szpitala ginekologiczno-położniczego: pacjentek. Panie z ciążą wysokiego ryzyka, po połączeniu, będą pod opieką wspólnego zespołu medycznego: od przygotowania do porodu, poprzez jego przeprowadzenie, zajęcie się pacjentką i jej dzieckiem – początkowo na OIOM-ie, a potem już w oddziałach specjalistycznych.

Planujemy stworzenie ścieżek medycznych dla pacjentek. Nasz szpital specjalizuje się w zakresie chorób sercowo-naczyniowych, z połączonym zespołem ze szpitala ginekologiczno-położniczego będziemy mogli zaproponować opiekę medyczną inną od tej, jaką miały do tej pory, czyli rozdzielnie. Zakładamy, iż dzięki temu zwiększymy liczbę obsługiwanych pacjentek w Klinicznym Centrum przy ul. Reymonta.

Skąd takie założenie?

– Gdy ówczesny marszałek Andrzej Buła przekazywał WCM do Uniwersytetu Opolskiego, WCM obsługiwał 216 tysięcy pacjentów rocznie. Dzisiaj to jest prawie 269 tysięcy pacjentów rocznie. Przez ten czas rozszerzyliśmy ofertę usług dla obsługiwanych pacjentów, zwiększając liczbę przyjęć o około 25 procent. Przewidujemy, iż połączenie z ginekologią może przynieść podobny skutek.

Skoro wizja jest tak optymistyczna, to skąd opór ze strony Klinicznego Centrum? Dlaczego mówią tam „Chcą nas przejąć tylko po to, żeby można było utworzyć Centrum Pediatrii, bo mamy patologię noworodka” i wskazują, iż wymienność pacjentek pomiędzy nimi i USK jest znikoma, bo w minionym roku było raptem 10 takich pań?

– Takie same argumenty można było podać w trakcie przekazywania WCM-u do uniwersytetu, iż zrobiono to tylko po to, aby uruchomić kierunek lekarski. Po latach, po przeprowadzeniu szeregu działań rozwojowych, widzimy jednak pozytywne efekty i wszyscy z nich korzystamy. Chcemy, by po tym połączeniu było podobnie. Fakt, iż ze strony Klinicznego Centrum pojawiają się przytaczane przez pana komentarze dowodzi, iż potrzebujemy więcej rozmowy o przyszłości i o wspólnej strategii.

Tuż po podpisaniu listu intencyjnego medycy nie kryli rozgoryczenia, iż o przymiarkach do połączeń dowiedzieli się z mediów i nikt tego wcześniej z nimi nie konsultował. Może części złych emocji dałoby się uniknąć, gdyby te dyskusje i rozmowy odbyły się wcześniej?

– Są różne metody prowadzenia dyskusji. Tutaj podmioty tworzące rozpoczęły rozmowy od podpisania listu intencyjnego i poinformowania wszystkich zainteresowanych. On nie dotyczył decyzji, tylko rozpoczęcia analiz i prowadzenia rozmów. Po podpisaniu tego dokumentu odbyły się spotkania we wszystkich szpitalach, potem – w ramach zespołów roboczych z Klinicznym Centrum. Wcześniej nie mogliśmy ich prowadzić, bo nie było ku temu podstaw. Dał ją dopiero list intencyjny.

Krytycy konsolidacji twierdzą, iż chodzi tu tylko o 70 mln zł z ministerstwa zdrowia, by stworzyć Centrum Pediatrii.

– To nie jest główne założenie tej propozycji. Dofinansowanie może wesprzeć część inwestycyjną projektu, ale nie jest powodem konsolidacji. Nie mamy gwarancji jego otrzymania. Jako szpital uniwersytecki chcemy zapewnić mieszkańcom województwa opolskiego jak najszerszy zakres udzielania świadczeń. Nie posiadamy jednak obszaru ginekologiczno-położniczego. Byłoby absurdem, gdybyśmy uruchamiali go samodzielnie w sytuacji, gdy w Opolu mamy już ośrodek działający w tym zakresie. Nie zakładamy ograniczenia działalności, tylko rozwój.

Tylko czy Centrum Pediatrii jest nam potrzebne? Demografia jest nieubłagana, liczba dzieci maleje.

– To jednak nie znaczy, iż dzieci przestaną chorować, a w planach wojewódzkich od lat wskazywano, iż w naszym województwie powinno powstać Centrum Pediatrii. To podniosłoby jakość życia w mieście i regionie. Żeby zabezpieczyć miejsce do specjalistycznego leczenia dla naszych najmłodszych pacjentów, musimy działać już dzisiaj.

Obecnie miejscem ku temu najlepszym, bo najmniej kosztochłonnym, aby takie centrum mogło rozpocząć działalność, jest właśnie szpital uniwersytecki. Posiadamy już kilka oddziałów pediatrycznych. We współpracy z dyrektorem Krzysztofem Nazimkiem [kieruje WSS im. św. Jadwigi przy ul. Wodociągowej – dop. red.] działamy w kierunku przeniesienia neurologii dziecięcej do USK, do planowanego Centrum Pediatrii. By ci, którzy potrzebują pomocy medycznej w zakresie neurologii dziecięcej, chirurgii dziecięcej, endokrynologii dziecięcej, diabetologii dziecięcej, otolaryngologii dziecięcej i OIOM-u dziecięcego, mogli ją uzyskać w jednym miejscu.

A pogłoski o planach „przejęcia” patologii noworodków?

– Nie zakładamy jej przeniesienia, by tworzyć Centrum Pediatrii. To nie odpowiada założeniom tej koncepcji, nie planujemy przenoszenia patologii noworodka. Ona powinna być tam, gdzie jest teraz, by dzieci mogły być przy swoich matkach. Tam i maluszki, i ich mamy mają zapewnioną opiekę poporodową.

Ale nie możemy też stawiać granic. Jak takiej, iż dana placówka opiekuje się tylko pacjentami do określonego momentu, np. tylko do porodu. W naszej ocenie powinniśmy opiekować się pacjentem przez cały okres jego życia.

Państwa inicjatywa narusza jednak dotychczasowy porządek rzeczy. Trudno się dziwić obawom personelu, iż stracą pracę bądź wypracowaną przez lata pozycję.

– Każda tak duża zmiana organizacyjna rodzi pytania i obawy, szczególnie wśród pracowników, których to dotyczy. Konsolidacja to jest proces zmiany, która wymaga zaangażowania i współdziałania. Wprowadzanie zmian – niezależnie, czy to w domu, czy w małym przedsiębiorstwie, czy w dużej firmie – rodzi opór. To naturalne. Podobnie było przy przekazaniu WCM na rzecz Uniwersytetu Opolskiego. W kwestii konsolidacji musimy jednak działać teraz. Wystarczy popatrzeć na inne regiony. niedługo może być za późno, by zbudować tę strukturę i zabezpieczyć pacjentów. Przykładem Centrum Pediatrii – jego tworzenie zajmie kilka lat.

Dużo rozmawiamy o połączeniu z Klinicznym Centrum przy ul. Reymonta. Plan zakładał też możliwość połączenia z Opolskim Centrum Onkologii oraz Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalem im. św. Jadwigi. Wracam więc do pytania, dlaczego teraz nie ma o nich mowy przy planach konsolidacji?

– Decyzją marszałka, w pierwszej kolejności mieliśmy przeanalizować możliwości połączenia z centrum przy Reymonta i tak się stało. W przypadku OCO i WSS pojawiły się kwestie, które mogłyby być zagrożeniem dla całego procesu. Przykładowo, na terenie szpitala przy ulicy Wodociągowej ma powstać Centrum Psychiatrii dla Dzieci i Młodzieży. Inwestycja posiada zewnętrzne dofinansowania. Istnieje ryzyko, iż przy okazji konsolidacji to wsparcie byłoby utracone.

To nie przekreśla jednoznacznie połączenia USK z tymi szpitalami.

– Teraz rozważamy możliwość połączenia ze szpitalem ginekologiczno-położniczym przy ulicy Reymonta oraz ze szpitalem w Białej. o ile zrealizujemy te zadania, a potem pokażemy korzyści wynikające z tego procesu, to w przyszłości dobrze byłoby rozmawiać o dalszych etapach budowania kompleksowego regionalnego systemu opieki zdrowotnej.

Skąd inicjatywa połączenia ze szpitalem w Białej?

– Współpracujemy z tą jednostką od wielu, wielu lat. Wymieniamy się pacjentami: pacjenci stamtąd trafiają do nas, a my wysyłamy pacjentów do nich. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, iż warto byłoby się połączyć. Tamtejsza dyrekcja dostrzegła w możliwości połączenia szansę na rozwój, na pozytywną synergię obu ośrodków.

Szpital w Głuchołazach też niedawno wyraził zainteresowanie połączeniem z USK. Tyle, iż ten ruch to raczej próba ucieczki przed konsolidacją ze szpitalem w Nysie.

– Głuchołazy są w innym procesie konsolidacyjnym. Owszem, zgłosili się do nas, ale poinformowaliśmy ich, iż my realizujemy swój proces konsolidacyjny i nie zamierzamy ingerować w działania władz powiatu nyskiego. Rektor Lipok podpisał natomiast listy intencyjne na temat możliwości połączenia USK ze szpitalami podległymi starostom z powiatów oleskiego, prudnickiego i strzeleckiego. Rozmowy trwają, ale na dzisiaj skupiamy się na konsolidacji ze szpitalem ginekologiczno-położniczym w Opolu oraz ze szpitalem w Białej.

Ale na przestrzeni lat może dojść do kolejnych połączeń.

– Szpitale uniwersyteckie w kraju są nastawione na rozwój. Popatrzymy na takie szpitale w Gdańsku, we Wrocławiu czy w Poznaniu. To są struktury, które się rozwijają i łączą z innymi jednostkami, dając pacjentom szerszy zakres i bezpieczeństwo udzielanych świadczeń. Dlatego chcemy działać tak również w województwie opolskim.

To jest cel medyczny, ale jest też cel naukowy. Samodzielnie prowadzimy badania naukowe, mamy Centrum Naukowo-Badawcze, kształcimy studentów z kierunku lekarskiego UO. Rozwój medycyny jest istotny z perspektywy uczelni, ponieważ daje możliwość rozwoju pozostałych dyscyplin naukowych uprawianych na uniwersytecie.

Rozumiem, iż duży może więcej. Ale duży też więcej kosztuje, chociażby transport czy logistyka, o płacach nie wspominając. Stać nas na szpital-moloch?

– W ramach jednego podmiotu zyskujemy duże możliwości racjonalizacji własnych kosztów. Chociażby poprzez realizację usług przez własne zespoły. Mamy certyfikowane laboratorium, więc badania możemy prowadzić w ramach własnych zasobów. To tylko jeden z przykładów, za sprawą których poprawi się ekonomika funkcjonowania jednostek, z którymi chcemy się połączyć. Ona już teraz jest dobra, ale może być lepsza.

Zakładamy też, iż pozyskiwane przez nas pieniądze muszą pracować na rzecz pacjenta. Stąd duże nakłady w rozwój szpitala. Przez ostatnie lata zainwestowaliśmy w USK 300 mln zł, z czego prawie połowa – 125 mln zł – pochodzi z własnych środków. To również powinno skłaniać do bardziej optymistycznego patrzenia w przyszłość w razie połączenia z Klinicznym Centrum i szpitalem w Białej.

Od kilku dni trwają konsultacje społeczne w tej sprawie. Liczy się pan z tym, iż wynik będzie negatywny?

– Jesteśmy w trakcie procesu, który staramy się prowadzić jak najbardziej transparentnie. W konsultacjach liczę na zaangażowanie wszystkich stron. Tak, abyśmy przedyskutowali wszystkie kwestie dotyczące jednostek, z którymi chcemy się połączyć. Wiem, iż ostateczna decyzja nie należy do nas, do USK. Liczę, iż zostanie podjęta na podstawie danych, analiz i przede wszystkim zgodnie z interesem pacjentów – mieszkańców naszego regionu.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału