Davos nie takie straszne, ale zwycięskie. GKS Tychy zmierzył się ze Szwajcarami w Hokejowej Lidze Mistrzów

1 godzina temu

Były gole, była walka i niezła postawa. Na wygraną jednak to było za mało. GKS Tychy przegrał u siebie w 3. kolejce Champions Hockey League ze szwajcarskim HC Davos 2:4 (0:2, 1:1, 1:1). Gole dla mistrzów Polski zdobywali Bartłomiej Pociecha oraz Jakub Janik. Z trybun mecz oglądało ponad 2000 widzów.

Mistrzowie Polski do spotkania przystępowali po dwóch porażkach w tegorocznych rozgrywkach. Po przegranych z Dynamem w Pardubicach (0:6) oraz Skodą w Pilźnie (1:2), kolejnym rywalem był HC Davos. Drużyna z miasta-organizatora Światowego Forum Ekonomicznego liczyła na zainkasowanie trzech punktów, a zadaniem gospodarzy było jak najbardziej im w tym przeszkodzić. A może sprawić niespodziankę i przy odrobinie szczęścia zawalczyć o coś więcej. Trójkolorowi do meczu przystępowali jednak osłabieni brakiem kapitana Filipa Komorskiego oraz Juuso Jamsena, którzy będą pauzować przez odpowiednio sześć oraz trzy tygodnie.

Tyszanie całkiem nieźle rozpoczęli spotkanie, odważnie wjeżdżając do tercji Szwajcarów. Nie brakowało agresji oraz dynamiki w akcjach GKS-u, a swoje dobre sytuacje na gola mieli Bartłomiej Jeziorski oraz Dominik Paś. Davos nie zasypiało jednak gruszek w popiele i po kilku intensywnych z obu stron minutach przewaga gości zaczęła się zarysowywać. W końcu podopieczni trenera Josha Holdena objęli prowadzenie w spotkaniu. W 7. minucie meczu reprezentant Szwajcarii Lukas Frick miał trochę przestrzeni przed niebieską linią i precyzyjnym uderzeniem w okienko pokonał bramkarza GKS-u Tychy.

1 z 3
Fot. Michał Chwieduk/PZHL
Fot. Michał Chwieduk/PZHL
Fot. Michał Chwieduk/PZHL

Przyjezdni powoli się rozkręcali. W drugich 10 minutach pierwszej tercji Tyszanie rzadziej atakowali, a przede wszystkim bronili dostępu do własnej bramki – czasem rozpaczliwie. Jednak choćby poświęcenie nie uchroniło GKS-u od utraty gola numer dwa. W 18. minucie Filip Zadina uderzył z bliska, krążek po interwencji Tomasa Fucika odbił się tak niefortunnie, iż wsunął się do bramki wraz z ratującym sytuację Karolem Sobeckim (w czym pomógł też najeżdżający Lars Steiner).

W międzyczasie tyszanie mieli też swoje małe okazje. Ponownie szczęścia próbował Dominik Paś, a innym razem Jakub Janik próbował szybkim podaniem prostopadłym uruchomić Marka Viitanena. Pierwszy z wymienionych był jednak nieskuteczny, a drugi podał za mocno. Gwizdy rozległy się po nieodgwizdaniu zahaczania przez przeciwnika Joela Kerkkanena. Zdaniem polskich arbitrów prowadzących spotkanie do przewinienia nie doszło.

Pięć minut po rozpoczęciu drugiej tercji karę dwóch minut otrzymał Steiner, a Tyszanie mogli wjechać na dłużej do tercji wicemistrzów Szwajcarii. Na siedemnaście sekund przed końcem kary z niebieskiej linii huknął Bartłomiej Pociecha i dał bramkę kontaktową GKS-owi. Stojący między słupkami Luca Hollenstein choćby nie zareagował, a ponad 2000 kibiców wyskoczyło z radości. Trzy minuty później znów Szwajcarzy prowadzili już dwoma golami. Tym razem w osłabieniu grali podopieczni Pekki Trikkonena, a strzałem z prawego bulika popisał się Zadina.

Do końca tercji GKS miał jedną, dogodną sytuację, kiedy Paś dobijał krążek po uderzeniu Viitanena. W końcówce z kolei skutecznie odpierał ataki w osłabieniu i na przerwę znów zjechał dwoma golami.

Kibice HC Davos; fot. Mateusz Pawlik/PZHL

W ostatniej części meczu, tak samo jak w poprzednich dwóch, przewagę mieli Szwajcarzy. Mogli oni też liczyć na wsparcie około 200 swoich kibiców, którzy zgodnie z powiedzeniem „nieliczni, ale fanatyczni” przez całe spotkanie głośno dopingowali swoich zawodników, a odgłos ich wielkiego bębna i tarabanienia jeszcze długo będzie brzmiał w uszach tyskich kibiców.

Ale żeby było jasne – to, iż Davos miało przewagę, nie oznaczało, iż GKS nie potrafił się odgryźć. Szans na to mieli kilka. Zdecydowanie największa była w końcówce spotkania, kiedy przyjezdni otrzymali podwójną karę, a Tyszanie przez dwie minuty grali 5 na 3. Ale jak na złość, mistrzowie Polski kompletnie nie potrafili tego wykorzystać, gubiąc często krążek lub wyjeżdżając za niebieską linię. Poza tym, blisko gola był Paś, zamykając szybką akcję gospodarzy oraz Mateusz Bryk, uderzając z lewego bulika.

Radość zawodników GKS-u po zdobytej bramce; fot. Łukasz Sobala

Kibiców czekał jeszcze bramkowy finisz. Do boksu zjechał Fucik, a GKS grał z pustą bramką. Na dziewięć sekund przed końcem Trójkolorowi złapali kontakt – strzał Pociechy z niebieskiej linii do bramki przekierował Jakub Janik. Tuż po wznowieniu ze środka „zrewanżowali” się jednak Szwajcarzy, którzy za sprawą Rasmusa Asplunda trafili do pustej bramki na dwie sekundy przed ostatnią syreną.

Kolejne spotkanie w ramach Champions Hockey League już w sobotę, 12 września. O godz. 18.00 na Stadionie Zimowym w Tychach GKS podejmie Servette Genewa.

10 września 2026, Stadion Zimowy w Tychach
GKS Tychy – HC Davos 2:4 (0:2, 1:1, 1:1)

0:1: Frick (Allard) 7:24,

0:2: Steiner (Jaeger, van der Kaaij) 17:26,

1:2: Pochecha (Jeziorski) 27:32, 5/4,

1:3: Zadina (Jaeger, Egli), 32:48, 5/4,

2:3: Janik (Pociecha, Viitanen) 59:51, 6/5,

2:4: Asplund (Lemieux, Jung) 59:58, do pustej bramki.

GKS Tychy: Fucik – Pochecha, Kovar; Knuutinen, Paś, Łyszczarczyk – Kakkonen, Viinikainen; Jeziorski, Ainali, Kerkkaenen – Bryk, Sertti; Janik, Kiełbicki, Viitanen – Sobecki, Kaskinen; Drabik, Kucharski, Gościński.

HC Davos: Hollenstein – Egli, Jung; Lemieux, Corvi, Asplund – Andersson, Gross; Kessler, Waidacher, Schreiber – Allard, Frick; Steiner, Jaeger, Zadina – van der Kaaij; Parree, Nussbaumer, Tambellini.

Strzały: 27:32.

Minuty karne: 8:12

Widzów: 2015.

Idź do oryginalnego materiału