Demografia na Opolszczyźnie? Jest coraz gorzej, a w niektórych gminach dramatycznie

2 godzin temu

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2024 roku współczynnik dzietności w Polsce spadł do poziomu 1,099 dziecka na kobietę. Utrzymał się więc trend spadkowy, ponieważ w 2023 roku wskaźnik ten wyniósł 1,158. Co więcej, dzietność w województwie opolskim była nieznacznie niższa, niż w skali krajowej.

Ale zanim do tego przejdziemy, przyjrzyjmy się jeszcze danym krajowym. Najważniejsze: w rozbiciu na powiaty w żadnym z nich nie udało się osiągnąć poziomu zapewniającego zastępowalność pokoleń, wynoszącego 2,1.

Najgorzej pod tym względem wypadł Sopot – 0,57. Oznacza to, iż o ile w skali kraju przypada nieco ponad jedno dziecko na kobietę, tak w Sopocie jest to zaledwie około pół dziecka – czyli jedno dziecko na niecałe dwie kobiety. Na przeciwnym biegunie znajdują się powiaty kaszubskie, gdzie współczynnik dzietności wyniósł od ponad 1,3 do 1,67.

Dzietność w województwie opolskim – gdzie jest źle, a gdzie dramatycznie

W województwie opolskim dzietność nie przekroczyła jednego dziecka na kobietę w czterech powiatach: brzeskim, głubczyckim, namysłowskim i nyskim. Spośród nich najniższy poziom odnotowano w powiecie głubczyckim – 0,87.

Na terenie powiatu głubczyckiego znajduje się gmina Branice. Pytany o liczbę urodzeń i zgonów w minionym roku, burmistrz Sebastian Baca podkreśla, iż ich sytuacja jest specyficzna.

– Na naszym terenie działają dwie duże placówki medyczne oraz trzy domy pomocy społecznej – wylicza. – W przypadku DPS osoba, która się do niego wprowadza, jest u nas meldowana. Gdy umrze, jej zgon trafia do naszych statystyk. A potem w jej miejsce przyjeżdża kolejna osoba, która również uzyskuje meldunek w naszej gminie – i sytuacja się powtarza.

Sebastian Baca zaznacza, iż jeżeli chodzi o urodzenia i zgony samych mieszkańców gminy, którzy nie są pensjonariuszami placówek ochrony zdrowia, Branice nie odbiegają od średniej krajowej.

– Mamy około dwa razy więcej zgonów niż urodzeń. W 2025 roku było to około 35 noworodków przy około 70 zgonach mieszkańców – mówi.

Czesi na ratunek?

Burmistrz Branic podkreśla, iż samorząd podejmuje wiele działań, aby przyciągnąć nowych mieszkańców. Nie chodzi tu wyłącznie o osoby mogące podjąć pracę we wspomnianych placówkach ochrony zdrowia, dzięki którym gmina może pochwalić się najwyższą medianą zarobków w województwie opolskim.

– Za 15 milionów złotych gruntownie zmodernizowaliśmy obie szkoły. Budujemy 25 kilometrów ścieżek rowerowych, aby połączyć je z siecią w Czechach. Chcemy uruchomić polsko-czeskie przejście graniczne – wylicza Sebastian Baca.

Dodaje, iż zacieśnianie relacji z czeskimi sąsiadami przynosi wymierne efekty, ponieważ coraz więcej obywateli Czech decyduje się na przeprowadzkę właśnie do gminy Branice.

Jesteśmy częścią obwarzanka wokół Opavy – zauważa. – Ziemia i nieruchomości są u nas znacznie tańsze niż w tym mieście. Dlatego przybywa Czechów, którzy postanawiają się u nas osiedlić. w tej chwili mieszka ich tu około 250, przy 6200 mieszkańców ogółem. Sęk w tym, iż ich dzieci przez cały czas uczęszczają do przedszkoli i szkół w Czechach, więc nie są ujęte w naszym systemie.

Pierwszy minus od lat

Połowy wskaźnika wyznaczającego zastępowalność pokoleń – 1,05 – nie osiągnęły powiaty:

  • kędzierzyńsko-kozielski,
  • krapkowicki,
  • strzelecki.

Na granicy tego progu znalazły się powiat prudnicki oraz Opole. Próg przekroczyły jedynie powiaty kluczborski, opolski i oleski. Ten ostatni może pochwalić się najwyższą dzietnością – 1,13 dziecka na kobietę.

Przez lata pozytywnie wyróżniała się w powiecie strzeleckim gmina Ujazd. Z dynamicznie rozwijającą się strefą gospodarczą przy autostradzie A4. To tam stale lokują się nowe firmy, a te już działające systematycznie rozbudowują swoje zakłady.

W 2025 roku po raz pierwszy od wielu lat liczba mieszkańców gminy jednak spadła.

– Jestem burmistrzem od siedmiu lat i taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy – przyznaje burmistrz Hubert Ibrom. – Od kilku lat rodzi się u nas rokrocznie około 50 dzieci. Sporo osób również się melduje, sprowadzając się tu wraz z rodzinami. Ale w minionym roku odnotowaliśmy aż sto zgonów. Ksiądz Józef Żyłka z parafii Klucz powiedział, iż to największa liczba, odkąd jest proboszczem. A funkcję tę pełni od lat 70.

Hubert Ibrom liczy, iż była to sytuacja incydentalna i iż rok 2026 gmina Ujazd zamknie już ze wzrostem liczby mieszkańców.

Dzietność w województwie opolskim. Mamy półksiężyc ucieczki kobiet…

Romuald Jończy, profesor nauk ekonomicznych, kierownik Katedry Ekonomii i dyrektor Centrum Badań Migracji, Depopulacji i Rozwoju Uniwersytetu Opolskiego, zauważa, iż dane dotyczące dzietności wymagają pewnej korekty interpretacyjnej.

– Nie pokazują one, ile dzieci rodzą kobiety faktycznie mieszkające na danym obszarze, ponieważ kobiet tych jest znacząco mniej, niż nam się wydaje i niż wynika z oficjalnych danych – tłumaczy. – Istotna część kobiet w wieku 20–40 lat już tam nie mieszka, bo wyjechały, najczęściej do większych miast lub za granicę, choć zwykle się nie wymeldowały. A skoro ich nie ma, nie ma też dzieci. Zjawisko to jest szczególnie widoczne na obszarach peryferyjnych, oddalonych od dobrych miejsc pracy i wykluczonych komunikacyjnie, m.in. na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie czy Pomorzu Środkowym. Na Opolszczyźnie dotyczy to powiatów położonych na zachodzie i południu regionu.

Dawniej powiaty brzeski, głubczycki, namysłowski, nyski i prudnicki określano mianem „półksiężyca biedy”. Prof. Jończy uważa, iż dziś bardziej adekwatne jest inne określenie.

– To „półksiężyc ucieczki kobiet” – stwierdza. – Na tych terenach jest mniej miast, mniej żłobków i przedszkoli, mniej atrakcyjnych miejsc pracy, a więc słabsze warunki do posiadania i wychowywania dzieci. Dlatego młode kobiety przenoszą się do większych miast, głównie do aglomeracji wrocławskiej.

…a to nie wszystko

Profesor zwraca uwagę na jeszcze jeden czynnik.

– Wyższą dzietnością oraz słabszym drenażem młodzieży – i mniejszą feminizacją tego drenażu – cechują się obszary, których mieszkańcy mają silne więzi regionalne, tradycję oddolnej aktywności, lepiej zagospodarowaną przestrzeń i zachodnioeuropejskie wzorce cywilizacyjno-gospodarcze – wyjaśnia. – Tworzą one swoisty bumerang, od Kaszub, przez Wielkopolskę, po Śląsk Cieszyński, a w niektórych wskaźnikach choćby Podhale. Charakterystyczne jest to, iż na tych terenach małe ojczyzny są dla mieszkańców relatywnie ważniejsze niż dla osób z innych części kraju. Rzadziej je opuszczają, co przekłada się na wyższe wskaźniki dzietności.

– W województwie opolskim podobną charakterystykę mają powiaty, w których mieszka więcej rodzin śląskich – dodaje prof. Jończy. – Występują tam co prawda luki ludnościowe po dawnych wyjazdach na Zachód, głównie do Niemiec. Nie zmienia to jednak faktu, iż w śląskich wsiach rodzi się około jedną trzecią dzieci więcej niż w tych, które zasiedlili przybysze z Kresów Wschodnich. Widać też, iż lokalny rozwój lepiej przebiega tam, gdzie żyją społeczności mające wielopokoleniowe korzenie.

Dzietność w województwie opolskim. Ulgi, nie transfery?

Nie zmienia to faktu, iż w całej Polsce mamy do czynienia z katastrofą demograficzną. Dane wskazują również, iż transfery pieniężne nie przekładają się na wzrost dzietności. Ekonomista z UO zauważa, iż lepszą formą wsparcia byłyby znaczące ulgi.

– Więcej dzieci powinni mieć przede wszystkim ludzie pracujący, przedsiębiorczy, których stać na ich utrzymanie, mający stabilne dochody i przekazujący pożądane społecznie wzorce – uważa. – Takie osoby powinny otrzymywać istotne ulgi podatkowo-składkowe. Tego jednak nie ma. W zamian są świadczenia, które państwo „daje”, co często nie działa tak samo.

Wskazuje, że na niską dzietność wpływa duża zmiana w modelu życia.

– W systemie wartości młodych ludzi posiadanie dzieci lokuje się znacznie niżej niż przed laty – podkreśla prof. Jończy. – Młodzi stają się niezależni dużo później niż wcześniejsze pokolenia. Dłużej się uczą, często niepotrzebnie aż tak długo, a potem priorytetem staje się kariera. To wszystko sprawia, iż na posiadanie dzieci pozostaje o wiele mniej czasu. W efekcie wiek rodzenia pierwszego dziecka przez Polki przesunął się w okolice 30. roku życia, a często jest to jeszcze później.

Młodzi dorośli często argumentują, iż trudniej jest im osiągnąć niezależność z powodu wysokich cen mieszkań oraz kosztownych kredytów, które na dodatek nie są łatwe do uzyskania.

– Pokolenia wychowane w PRL też nie miały łatwo – komentuje prof. Jończy. – Warunki nie były przecież lepsze niż teraz. W tamtej walce o byt decyzje podejmowało się szybciej, bo możliwości było dużo mniej niż obecnie

Jak poprawić dzietność w województwie opolskim. Reemigracja? Potencjał jest, ale…

Dyskusje o depopulacji często sprowadzają się do dwóch scenariuszy. Pierwszy – iż Polki muszą zacząć rodzić więcej dzieci. Drugi – iż ratunkiem są imigranci, głównie zza wschodniej granicy, zakładający tu rodziny. Istnieje jednak także trzecia opcja: reemigracja tych, którzy kiedyś z Polski wyjechali. Według ostatnich szacunków, na świecie żyje około 60 milionów Polaków oraz osób polskiego pochodzenia. W samej Polsce mieszka około 38,5 mln osób. Oznacza to, iż poza krajem żyje ponad 22 mln osób z Polski lub o polskich korzeniach.

– Nasz kraj ma potencjał reemigracyjny dzięki dużej diasporze i jest coraz częściej postrzegany jako bezpieczny – zaznacza prof. Jończy. – Często wracają do nas osoby nieco starsze, o ustabilizowanym statusie, także ze świadczeniami emerytalnymi, co dla państwa nie jest obciążeniem, ale raczej wsparciem.

Na powrót decydują się również młodsi. Jak Daria z miasta na południu województwa opolskiego. Przez kilkanaście lat mieszkała z mężem w Holandii. Tam też urodziła się dwójka ich dzieci, jedno w wieku przedszkolnym, drugie żłobkowym.

– Od dłuższego czasu chodził nam po głowie powrót na „stare śmieci” – opowiada Daria. – W Holandii żyło się dobrze, ale ciągnęło nas do rodziny. Uznaliśmy, iż powrót w momencie, gdy dzieci są małe, będzie dobrym pomysłem, bo wtedy zapuszczałyby korzenie już tutaj. Byłyby blisko dziadków i dorastały w otoczeniu polskojęzycznych dzieci.

Argumentem za powrotem było również to, iż jej mąż miał już zapewnioną pracę u znajomego. Wrócili do Polski w wakacje. Aby przewieźć wszystkie rzeczy, musieli wynająć busa.

Wakacje to nie stały pobyt

– Udało się znaleźć miejsca dla dzieci w żłobku i przedszkolu – opowiada. – Ale ja miałam problem ze znalezieniem takiej pracy, która pozwalałaby mi na odwożenie i odbiór dzieci. Mąż pracuje w takich godzinach, iż nie ma takiej możliwości.

Po ponad pół roku w Polsce przyznaje, iż czym innym były wakacyjne przyjazdy czy odwiedziny u bliskich, a czym innym jest stały pobyt.

– Mąż jest bardziej zestresowany w pracy niż w Holandii – przyznaje Daria. – Zarobki ma niższe, a koszty życia mamy podobne. Ludzie wydają się jacyś nerwowi i mało życzliwi. Do tego ja przez cały czas mam problem ze znalezieniem pracy. Sporo wydaliśmy na powrót, mamy jeszcze oszczędności, ale one się kurczą. Poważnie rozważamy, czy nie wrócić tam, skąd przyjechaliśmy po tych kilkunastu latach.

Jak poprawić dzietność w województwie opolskim? „Zatrzymać lub przyciągnąć młodych”

Prof. Jończy zwraca uwagę, iż w problemie wyludnienia i kosztów nie chodzi wyłącznie o to, aby rodziły się dzieci.

– Pamiętajmy, iż dzieci stają się wsparciem dla społeczeństwa dopiero po 25–30 latach i to pod warunkiem, iż nie wyjadą. Wcześniej generują koszty dla rodziców i państwa – zauważa.

Podkreśla również, iż wśród reemigrantów jest kilka małych dzieci.

– Ale też one nie są nam najbardziej potrzebne – stwierdza. – Powiem więcej: gdyby w ciągu najbliższych pięciu lat nagle przybyło nam dzieci, oznaczałoby to ogromne koszty dla całego systemu, bez natychmiastowych korzyści dla rozwoju. Z punktu widzenia obszarów, które się wyludniają, bardziej potrzebne jest zatrzymanie lub przyciągnięcie młodych ludzi w wieku 20–35 lat. To osoby w wieku produkcyjnym, które będą napędzać gospodarkę swoimi podatkami i są gotowe do posiadania dzieci.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału