Na ten wieczór Kraków czekał ponad cztery lata. Derby wróciły do Ekstraklasy, a wraz z nimi napięcie, którego nie da się pomylić ze zwykłym meczem ligowym. Przy Reymonta stawką były trzy punkty, ale także prestiż i prawo do euforii z wygranej nad odwiecznym rywalem. Wisła przystępowała do spotkania z ósmego miejsca w tabeli, dziewięć punktów przed Cracovią. Była też niepokonana u siebie i miała na koncie komplet domowych zwycięstw. Pasy przyjechały na stadion rywala z zamiarem przełamania słabszej serii. Na trybunach zasiadło ponad 30 tysięcy kibiców.
Wielkie derby nie potrzebowały długiego rozbiegu. Od pierwszych minut obie drużyny grały z intensywnością, jakby każda chciała od razu zaznaczyć, kto przejmie kontrolę nad wieczorem. Pierwszy sygnał ostrzegawczy wysłała Wisła: po rzucie wolnym Darijo Grujčić uderzył głową, a Sebastian Madejski musiał interweniować. Cracovia odpowiedziała stałym fragmentem, ale strzał Mateusza Klicha zatrzymał się na murze.
Pierwsza połowa: Wisła trafia, Cracovia odpowiada
W 9. minucie gospodarze dopięli swego. Po zagraniu Juliusa Ertlthalera piłka trafiła przed pole karne do Marca Carbó. Hiszpan nie zwlekał z decyzją i huknął na bramkę. Po rykoszecie piłka zmieniła kierunek, zaskoczyła Madejskiego i wpadła do siatki. Przy Reymonta wybuchła radość, a Wisła objęła prowadzenie 1:0.
Cracovia nie pozwoliła jednak gospodarzom długo cieszyć się przewagą. W polu karnym Wisły doszło do starcia Carbó z Otarem Kakabadze. Szymon Marciniak najpierw uznał, iż obrońca Pasów próbował wymusić rzut karny, i pokazał mu żółtą kartkę. Po analizie VAR zmienił decyzję: wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Ajdin Hasić. Marcel Łubik obronił pierwszy strzał, ale Hasić dopadł do odbitej piłki i dobił ją do bramki. W 20. minucie było 1:1.
Mecz znów zaczynał się od początku. Po wyrównaniu żadna z drużyn nie chciała oddać pola, ale rytm gry coraz częściej rwały przerwy. Dym po pirotechnice utrudniał grę i sędzia dwukrotnie musiał ją zatrzymać. Derby z każdą minutą nabierały ciężaru: piłkarze walczyli o każdą piłkę, a na trybunach rosło napięcie.
Gdy wydawało się, iż do szatni obie drużyny zejdą przy remisie, Wisła ruszyła po kolejny cios. W doliczonym czasie pierwszej połowy gospodarze odebrali piłkę na połowie Cracovii. Ángel Rodado walczył o nią w polu karnym, a po serii odbić futbolówka trafiła do Marko Božicia. Austriak uderzył przy dalszym słupku i pokonał Madejskiego. Wisła znów prowadziła — 2:1. Gol padł w chwili, w której każda drużyna układa już w głowie plan na przerwę. Gospodarze mogli zejść do szatni z przewagą, która w takim meczu znaczyła więcej niż tylko jeden gol.
Druga połowa: Pasy naciskają, Wisła wytrzymuje
Po zmianie stron role się odwróciły. Cracovia ruszyła do odrabiania strat i zaczęła dłużej utrzymywać się przy piłce. Wisła musiała cofnąć się głębiej i przez pierwszy kwadrans przede wszystkim pilnowała, by nie dopuścić rywali do wyrównania. Pasy miały inicjatywę, ale brakowało im ostatniego podania albo czystej pozycji do strzału. Gospodarze bronili się cierpliwie, czekając na okazję do kontry.
Z każdą upływającą minutą remis oddalał się od Cracovii, a czas zaczynał pracować dla Wisły. Gospodarze nie ograniczyli się jednak wyłącznie do obrony. W 85. minucie Ángel Rodado dostał szansę na rozstrzygnięcie meczu. Uderzył mocno, ale Madejski popisał się znakomitą interwencją i utrzymał Pasy w grze.
Końcówka znów przyniosła derby w ich najbardziej nerwowym wydaniu. W doliczonym czasie Mateusz Klich sfaulował Jeremy’ego Guillemenota i zobaczył bezpośrednią czerwoną kartkę. Na murawie zrobiło się gorąco, a Szymon Marciniak musiał rozdzielać zawodników. Cracovia mimo gry w osłabieniu jeszcze szukała ostatniej szansy. Strzał Otara Kakabadze został jednak zablokowany przez piłkarza Wisły. Gospodarze przetrwali napór i dowieźli zwycięstwo 2:1 do końcowego gwizdka.
„Po prostu brak słów”
Po meczu Marko Božić, autor zwycięskiej bramki, mówił w rozmowie z CANAL+ Sport o atmosferze na stadionie: „Spójrz na tych kibiców, na atmosferę… po prostu brak słów”. Podkreślał, iż drużyna walczyła dla klubowego herbu, a derbowa wygrana znaczy więcej niż trzy punkty.
Wisła bierze derby, Cracovia zostaje z niedosytem
To był wieczór, który miał opowiedzieć o Krakowie przez pryzmat futbolu: gole, VAR, przerwy, zwroty akcji i napięcie do ostatnich sekund. Cracovia po przerwie potrafiła przejąć inicjatywę, ale nie zamieniła jej na bramkę. Wisła była skuteczniejsza w kluczowych momentach, a Božić zadał decydujący cios tuż przed zejściem do szatni.
Dla Białej Gwiazdy to zwycięstwo w meczu, który w mieście znaczy więcej niż zwykłe ligowe trzy punkty, i kolejny triumf na własnym stadionie. Dla Pasów — bolesny niedosyt: wróciły do gry po stracie pierwszej bramki, po przerwie naciskały, ale nie znalazły drogi do wyrównania. W 204. derbach Krakowa to Wisła mogła świętować.

1 godzina temu















