Deszcz? Opolanie po raz kolejny zdali festiwalowy egzamin – cz. 4 [ZDJĘCIA]

opowiecie.info 2 godzin temu

Niedzielne popołudnie na Festiwalu Książki w Opolu miało wszystko, czego można oczekiwać od wielkiego święta literatury: znakomitych gości, pełne widownie i… ulewę. Kiedy podczas spotkania z Igorem Tuleyą i Jackiem Dubois nad Placem Wolności lunął deszcz, publiczność nie ruszyła się z miejsca. W kilka sekund nad widownią wyrósł gęsty las parasoli. Opolanie przeczekali deszcz i zostali do końca jednego z najbardziej poruszających spotkań tegorocznego festiwalu.

Program głównej sceny od rana przyciągał tłumy. Dzień rozpoczęło spotkanie z Radosławem Sikorskim wokół książki „Rozmowy rzymskie”, później z czytelnikami spotykali się Marek Krajewski, Tomasz Sianecki, Joanna Bator, Marek Niedźwiecki i Ola Budka oraz Wojciech Kruk.

Prawdziwie wyjątkowy charakter miała rozmowa wokół książki „Mogłem milczeć”, będącej zapisem rozmów sędziego Igora Tuleyi i adwokata Jacka Dubois. Obaj bohaterowie książki udowodnili, iż choćby o najtrudniejszych doświadczeniach można mówić z dystansem, humorem i błyskotliwością.

Publiczność od pierwszych minut została wciągnięta w opowieść o latach, gdy część środowiska sędziowskiego i prawniczego znalazła się pod presją reżimu Ziobry. Tuleya wracał do czasu, który – jak przyznał – był jednym z najtrudniejszych w jego życiu.

– To był rzeczywiście traumatyczny okres. Były chwile, kiedy leżałem na kanapie i patrzyłem w sufit, zastanawiając się, co będzie dalej, czy o szóstej rano nie zapuka do mnie policja – wspominał.

Jednocześnie nie brakowało anegdot. Opowiadając o wsparciu Jacka Dubois, sędzia rozbawił publiczność historią porannych wiadomości od swojego obrońcy.

– Jacek wysyłał mi SMS-y o szóstej rano z pytaniem: „Siedzisz już, cholero, czy nie?”. Próbowałem go czasem przetrzymać i nie odpisywałem, ale on wcale nie interesował się tym, czy siedzę, czy nie – żartował Tuleya.

Dubois nie pozostawał dłużny. Przypomniał receptę na dobrą współpracę adwokata z klientem, którą Tuleya przedstawił już na początku spotkania:

– Z obrońcą trzeba się zaprzyjaźnić. Wtedy nie trzeba mu płacić.

Pod warstwą humoru kryła się jednak opowieść o wartościach, odpowiedzialności i cenie, jaką czasem płaci się za wierność własnym przekonaniom. Tuleya podkreślał, iż książka nie jest historią męczeństwa.

– To nie jest książka o martyrologii. To książka o życiu, pasjach i wartościach. Te sądowe sale, togi i paragrafy są tylko scenografią. Tak naprawdę chodzi o to, iż są wartości, w obronie których warto poświęcić naprawdę wiele – mówił.

Z kolei Dubois przypominał, iż uniewinnienie jego klienta było jedynie potwierdzeniem czegoś oczywistego.

– Ten wyrok nie był powodem do świętowania. Stwierdzono po prostu oczywistą oczywistość. Igor od początku był niewinny – podkreślał adwokat.

Gdy nad placem padało, nikt nie opuszczał swojego miejsca. Parasole zastąpiły dach, a śmiech publiczności mieszał się z odgłosem deszczu uderzającego o materiał. Być może właśnie w tej scenie najlepiej było widać fenomen opolskiego Festiwalu Książki. Bo tutaj czytelnicy przychodzą nie tylko po autografy. Przychodzą przede wszystkim po historie. A dobra historia potrafi wygrać choćby z ulewą.

Idź do oryginalnego materiału