Nie wiemy jeszcze, czy Widzew utrzyma się w PKO BP Ekstraklasie. Wciąż mamy nadzieję, iż tak się stanie. W trzech ostatnich meczach drużyna Aleksandara Vukovicia nie przegrała, ale zdobyła tylko 3 punkty. Czyli stracił aż 6. Nie dziwnego, iż wciąż jest w strefie spadkowej. W tej kolejce, która jeszcze się nie zakończyła, trzy punkty zdobyła m.in. Legia Warszawa, czyli oddaliła się od łódzkiego zespołu. Jeden Radomiak, czyli Widzew nie zmniejszył straty do niego. W poniedziałek z Zagłębiem Lubin zagra Arka Gdynia. jeżeli zapunktuje, to będzie jeszcze gorzej. Po meczu z Rakowem Częstochowa jest gorzej, niż było przed nim. Tak z grubsza wygląda sytuacja Widzewa na siedem kolejek przed końcem sezonu, który może zakończyć się wielką katastrofą. Katastrofą, której nikt się nie spodziewał.
Widzew bił rekordy
Bo w dwóch oknach transferowych klub wydał rekordowe w historii polskiej piłki pieniądze. Bił rekord za rekordem i zaliczał... wtopę za wtopą. Duet Mindaugas Nikolicius i Dariusz Adamczuk sprowadził latem i zimą ponad 20 piłkarzy i z całą pewnością można dzisiaj stwierdzić, iż sprawdził się jeden, może dwóch. Sprawdził się nie oznacza, iż prezentuje wybitną formę, czy jest gwiazdą ligi. Po prostu nie ma do niego większych zastrzeżeń.
https://lodzkisport.pl/pilka-nozna/niewiarygodny-powrot-pilkarza-widzewa/dQZaWeS5WLYUZdO1xAOIDo grona zawodników, którzy grają ok, zaliczamy Przemysława Wiśniewskiego i Bartłomieja Drągowskiego. To dwaj reprezentanci Polski, solidni zawodnicy. Nie przyszli za darmo, nie zarabiają też mało, a wręcz bardzo dużo. Wiśniewski wyrósł na szefa defensywy, trzeba go ocenić pozytywnie. Drągowski też spisuje się dobrze, ale Maciej Kikolski i Veljko Ilić nie odstawali od niego jakoś bardzo.
Do grona piłkarzy, po których spodziewaliśmy się znacznie więcej na pewno można zaliczyć Duńczyków Emila Kornviga i Lukasa Leragera. Obaj przychodzili do Widzewa zaraz po występach w Lidze Europy i Lidze Mistrzów, ale formy z tamtych rozgrywek nie prezentują. Obaj mieli przebłyski, ale chyba każdy liczył na więcej.
Steve Kapuadi kosztował ponad 2 miliony euro, Widzew wyciągnął go z Legii Warszawa. Reprezentant Demokratycznej Republiki Konga to gracz niezły, ale nie szczególnie lepszy od innych stoperów w zespole. Steliosa Andreou i Ricardo Visusa Widzew sprowadził latem i to rezerwowi. Szału nie ma.
Podobno u siebie byli najlepsi, w Widzewie nie są
Podobnie w przypadku Christophera Chenga czy Lindona Selahiego. Obaj reklamowano jako piłkarzy wyróżniających się w swoich ligach, wręcz jednych z najlepszych na swoich pozycjach. Czy w Widzewie to widać?
Carlos Isaac, wykupiony za milion euro na pół roku przed końcem kontraktu z Cordobą, to już "kryminał", a za transfery Andiego Zeqiriego i Osmana Bukariego (w sumie 7,5 miliona euro) dyrektorzy sportowi Widzewa powinni odpowiedzieć przed sądem. To wręcz niewiarygodne, jak bardzo się pomylili.
1,5 miliona euro poszło na Mariusza Fornalczyka, który wciąż pozostaje bez gola. Cieszymy się, gdy celnie dośrodkuje.
https://lodzkisport.pl/pilka-nozna/czy-to-koniec-fornaldo-w-widzewie/AAbzq7EW4pHQWSBsMWoWSą jeszcze Sebastian Bergier i Angel Baena, którzy mieli dobre momenty, ale ostatnio zawodzą na całej linii. Na ich korzyść działa jedynie to, iż przyszli za darmo. Chociaż oni...
Te listę transferowego wstydu uzupełniają piłkarze, których już w kadrze nie ma, czyli Samuel Akere, Tonio Teklić, Dion Gallapeni, Pape Meissa Ba, Antoni Klukowski.
Jeśli Widzew nie utrzyma się w lidze, na co cały czas wszystko wskazuje, to będzie to w głównej mierze wina dyrektorów sportowych. Bo oprócz złych piłkarzy wybierali też złych trenerów. Brakuje słów, by napisać, jak bardzo zawalili wydając przy tym rekordowe pieniądze.

1 godzina temu













