Droga krajowa nr 11 to klucz do rozwoju północnej Wielkopolski

2 godzin temu

Spina Śląsk, aglomerację poznańską i Piłę z Koszalinem oraz Kołobrzegiem. Dla Poznania strategiczna jest autostrada A2 – i słusznie. Ale dla północnej części regionu prawdziwym być albo nie być jest budowa drogi ekspresowej S11. Ten temat powinien być dawno zamknięty, a nie wciąż odkładany na półkę.

W 2015 roku w resorcie infrastruktury zastaliśmy dosłownie puste szuflady. Nie było choćby rozstrzygnięte, czy obwodnica Obornik ma iść wariantem wschodnim czy zachodnim. Chaos, brak decyzji, zero konkretów. Zamiast narzekać, zabraliśmy się do roboty. Plan był prosty i konsekwentnie realizowany: najpierw doprowadzić do pełnej realizacji wielkopolskiego odcinka S5 – kluczowego nie tylko dla Gniezna i Leszna, ale ważnego też np. dla powiatu wągrowieckiego. Równolegle ruszyły prace dokumentacyjne dla wszystkich wielkopolskich fragmentów S11. Priorytet? Odcinki na północ od Poznania.

Trzy lata temu zadanie zostało wykonane. Dokumentacja była gotowa, a dla odcinka Poznań–Oborniki wydano decyzję środowiskową. Gdyby dziś rządzący działali sprawnie, w przyszłym roku mogliby przecinać wstęgi – choć prawdopodobnie bez zaproszenia dla tych, którzy tę pracę wykonali. Tymczasem nie wbito choćby pierwszej łopaty. Już wiadomo, iż najważniejszy fragment trafi do realizacji dopiero w kolejnej kadencji parlamentu. To nie jest opóźnienie – to polityczna nieudolność.

Najbardziej bulwersuje sytuacja na odcinku Piła–Jastrowie. Uchylenie decyzji środowiskowej przez urzędników podległych resortowi klimatu to skandal. Korytarz tej trasy na północ od Piły był znany od dekad. Każdy, kto kupował tam działkę i planował budowę, miał pełną świadomość planów infrastrukturalnych. Ja sam nie protestuję, choć przyszła zachodnia obwodnica Piły powstaje kilkaset metrów od mojego domu. Przeciwnie – liczę, iż powstanie także jej południowy odcinek, domykając ring wokół miasta i skracając drogę np. do szpitala specjalistycznego i Ujścia.

Uchylenie DŚU dla odcinka na północ od Piły oznacza jedno: ten fragment S11 nie powstanie przez kolejne lata, być może blisko dekadę. Na to zgody być nie może. Tak samo jak nie może być zgody na dyktat tzw. ekologów, których postulaty z zadziwiającym entuzjazmem podchwytują politycy obecnej koalicji.

Rolą polityków jest walczyć o rozwiązania poprawiające jakość życia mieszkańców i przedsiębiorców: o dodatkowe węzły, o miejsca obsługi podróżnych, o inwestycje generujące miejsca pracy i wpływy z podatków. Ale przekraczają granicę, gdy zaczynają manualnie wytyczać przebieg trasy, ulegając presji wąskich, radykalnych grup. Od tego są procedury, analizy i eksperci.

W sprawie S11 kontrowersji jest aż nadto. Mieszkańcy północnej Wielkopolski mają prawo oczekiwać decyzji podejmowanych w interesie ogółu, a nie pod dyktando garstki najbardziej hałaśliwych aktywistów tudzież szemranych biznesów kilku oficjeli. jeżeli ta inwestycja znów ugrzęźnie, będzie to symbol słabości państwa wobec presji i braku odwagi w podejmowaniu strategicznych decyzji.

Marcin Porzucek

Poseł na Sejm RP

Idź do oryginalnego materiału