Drugi spacer po Tolkmicku i okolicach.

18 godzin temu

Kto z Tolkmicka wrócił nie upity, kto z Próchnika nie przywiózł kobity, kto z Elbląga wrócił cało, mógł powiedzieć, iż mu się udało”.

Takimi dawnymi porzekadłami, ale też różnymi anegdotami, dykteryjkami i ciekawostkami raczył nas przez prawie dwie godziny nasz wspaniały gość – historyk, regionalista, pisarz, tłumacz i przewodnik w jednej osobie - Pan Lech Słodownik. Zgodnie ze złożoną obietnicą, po spotkaniu w siedzibie biblioteki, które miało miejsce 17 kwietnia tego roku, ów wyborny gawędziarz powrócił pełen werwy do Tolkmicka, by kontynuować niezwykłe opowieści o tradycjach i osobliwościach tego portowego miasteczka i jego malowniczej, pełnej niepowtarzalnego uroku okolicy.

Miasto garncarzy, miasto rybaków, miasto pożerającego wszelki zgromadzony dobytek wielkiego węgorza, miasto tajemnic zakrytych pod ziemią za wysokimi wałami „Starego Zamczyska” odsłaniało swoje oblicze przed zasłuchanymi uczestnikami Warsztatu Terapii Zajęciowej i ich opiekunami. Z uwagą i rozwartymi ze zdziwienia ustami chłonęliśmy informacje o wydarzeniach, ludziach i ich przypadkach, na które mijający czas zasunął zasłonę milczenia i zapomnienia, a Pan Lech po kolei odsłaniał nam te ukryte zakamarki tworząc pełną kolorów i różnorodności panoramę życia toczącego się wiekami na styku płaskiego niczym stół Zalewu Świeżego oraz pofałdowanych dolin i wzgórz dynamicznej Wysoczyzny Elbląskiej. Na tym styku zawsze hulały srogie wiatry zrywające dachy z budynków, jak orkan odnotowany w zaginionej kronice miejskiej w dniu 17 stycznia 1818 roku. Dachy te jednak pieczołowicie odtwarzano i pokrywano produkowaną w okolicznych cegielniach, a było ich ponad 20, dachówką; z tego powodu Pan Lech nazwał też Tolkmicko „miastem czerwonych dachów”.

Słowom towarzyszyły obrazy wyświetlane na ekranie. Widzieliśmy ongiś największy port śródlądowy w Niemczech wypełniony lasem masztów łodzi rybackich i transportowych (barkasów i słynnych lomme), Rynek zabudowany kościołem jeszcze przed znaczącą rozbudową tej świątyni, a ponadto nieodżałowanymi budowlami ratusza oraz restauracji „Niemiecki Dom”, wchodziliśmy na wąskie brukowane uliczki wybiegające w różnych kierunkach od centralnego placu – na obecną Szkolną (dawniej Fromborską), Świętojańską (dawniej Herrenstrasse i Haffstrasse), Jagiellońską (dawniej Wąską) czy Elbląską (dawny trakt kadyński, przy tej właśnie wąskiej arterii nasz Warsztat ma dziś swoją siedzibę). Zabarwiony nostalgią, nieco idylliczny wygląd tych uliczek, przyćmiewała informacja, iż w mieście do lat 30. XX wieku nie było kanalizacji, nieczystości spływały rynsztokami, zalegały w nich i cuchnęły, dopiero obfite deszcze poprawiały sytuację higieniczną i dawały wytchnienie od unoszącego się fetoru. Tego te stare fotografie nie dokumentują, jednak nasz gość uczulał nas jak w odpowiedni sposób odczytywać przekaz płynący z przeszłości.

Słuchacze powoli budzili się i uaktywniali, podchodzili do ekranu i wskazywali różne znane sobie miejsca, zakamarki i zakątki, prelekcja Pana Lecha stopniowo przeistaczała się w interaktywną opowieść, angażującą całe zgromadzone grono.

Była to dla nas pouczająca lekcja, interesująca wyprawa w mroki dziejów, podczas której poważne wiadomości o życiu dawnych tolkmiczan i mieszkańców Wysoczyzny Elbląskiej przeplatały się z humoreskami wywołującymi w nas cichy lub głośny śmiech. Przerażała nas wizja wielkiego sztormu z kwietnia 1903 roku, gdy zatonęło kilka tolkmickich szkunerów płynących na Bornholm, a bawiły opowiastki o piciu słynnej zalewowej czereśniówki, zajadaniu się wytwarzanym tu lokalnie kawiorem, podobnie jak marcepanami z fabryki braci Engelken, czy później bobem pakowanym w puszki w Zakładach Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego (czyli w słynnej „Marmoladzie”, a taki bób był wyjątkowy w skali całej Europy).

Dzięki spotkaniu z Panem Lechem Słodownikiem uczestnicy i kadra Warsztatu przygotowują się mentalnie do realizacji ważnego wydarzenia zaplanowanego na dzień 19 września 2026 roku w naszym nadzalewowym miasteczku. Wtedy, w ramach obchodów Europejskich Dni Dziedzictwa, będziemy czynnie uczestniczyli w organizacji festynu historycznego zatytułowanego „Baszta gotycka w Tolkmicku – pozostałość fortyfikacji miejskich”; wydarzenie to, pełne atrakcji, w tym konkursów, pokazów walk i dawnych rzemiosł oraz koncertów muzycznych odbędzie się w sąsiedztwie zachowanej baszty obronnej, na boisku szkolnym, z inicjatywy Parku Krajobrazowego Wysoczyzny Elbląskiej. Nam przypadnie kilka ról do wypełnienia, a by im sprostać, by w pełni zadaniu temu podołać, potrzebujemy dawki wiedzy o minionych czasach, o tym, jak żyli i czym się zajmowali, czym byli pochłonięci mieszkańcy „miasta czerwonych dachów”.

Niezapomniane i pełne wrażeń spotkanie z Panem Lechem Słodownikiem bardzo nas do tego celu przybliżyło. A relację ze wspomnianego festynu złożymy w stosownym czasie, na progu nadchodzącej jesieni. Coraz bardziej czuć jej obecność, zwłaszcza tu w porywach morskich wiatrów wzbudzających spienione grzywy fal na Zalewie Wiślanym…{gallery}2026-08-20_spacer po Tolkmicku{/gallery}

Idź do oryginalnego materiału