Fot. pexels.comOd uczestników pleneru malarsko-rzeźbiarskiego, jaki odbywał się w Hoszowie w Zajeździe Bieszczadzka Ostoja w dniach 14-19 września 2020 roku, pełniąca obowiązki komisarza Honorata otrzymała w prezencie drewnianego aniołka. Po przyjeździe do domu szukała dla niego miejsca.
– Jest. W przedpokoju obok drzwi prezentuje się doskonale.
Powiesiła prezent na drewnianym wieszaku. Aniołek skrzyżował nóżki wiszące jak kołatki na parcianym sznureczku. Czekał. Rozpostarł skrzydełka niczym do lotu, nadsłuchiwał, czy na trzecim piętrze zatrzyma się winda. Cisza. Nikt nie przychodzi, nikt nie odwiedza. Pandemia. Nie należy się spotykać, wychodzić z domu, o ile nie ma potrzeby – informują w mediach. Ale się porobiło! Świat stanął na koronawirusie. Zatrzymał się. Wszystko straciło sens. choćby w rodzinie następują pęknięcia.
– Babciu, mamy katar, nie przyjedziemy do ciebie.
– Mamo, czy czegoś nie potrzebujesz? – dzwoni zatroskana córka.
Odwiedzić nie może, wiadomo. Pracuje w służbie zdrowia, która jest na pierwszej linii walki z okrutną pandemią. Musi zachować wszelkie środki ostrożności.
Gdy ma się osiemdziesiąt lat, takie zamknięcie w czterech ścianach oznacza marazm, utratę chęci do życia. Plącze się Honorata po pustym mieszkaniu. Właśnie skończyła czytać „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk. Ścierając kurze, drepcze i myśli, powtarzając za noblistką: „Tu, gdzie jesteśmy, pojawia się buczenie, ponury dźwięk materii i świat ciemnieje, ziemia gaśnie. Bez wątpienia świat zbudowany jest z ciemności. Teraz znajdujemy się po stronie ciemności”.
Uwaga ta odpowiadała aktualnej sytuacji Honoraty. Zamknięcie w domu było jak ściana więziennego podwórka, odgrodzonego od słońca i rzeczywistości. Straciła choćby apetyt. Odgrzeje zamrożone pierożki, ugotuje kompot z jabłek – i wystarczy. Zatrzymała się przy kredensie. Pogładziła lekko zakurzoną ramkę zdjęcia z jubileuszowej uroczystości pięćdziesięciolecia ślubu. Kiedy to było? Już półtora roku jak odszedł mąż, a ona wciąż ma w pamięci uroczysty dzień, otwierający drogę na następne lata jesieni życia.
* * *
W sali reprezentacyjnej rzeszowskiego Ratusza kilkanaście par zasiadło do stołów. Honorata rozglądała się, czy wśród sędziwych osób, świętujących wierność i zgodę małżeńską, rozpozna kogoś z lat młodości.
– Wiesz – szepnęła do męża – chyba ci państwo, o, tam pod oknem, to Marek i Eliza. Nic się nie zmienili. Eliza również przyglądała się Honoracie i Jakubowi. Pomachała ręką.
– Pamiętam – odpowiedział Jakub, byliśmy razem na Sylwestra w hali Waltera. Zgubiłaś srebrno-bursztynową bransoletkę. Ktoś znalazł, zaniósł do orkiestry, zakomunikowano, iż jest do odebrania.
Zadaję sobie pytanie, czy dzisiaj zwróciłby ktoś tak piękną, przypadkowo odnalezioną rzecz. Raczej tak – wciąż ufam ludziom. A pamiętam też, iż w tej dużej sali Ty również zgubiłeś, się jak ów klejnot. Bawiłam się sama, a Ty siedziałeś przy stoliku z Markiem i Elizą, dyskutowaliście i wznosiliście toasty żytnią wódeczką.
Wspomnienia przerwało wejście na salę prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca, któremu towarzyszył kierownik Urzędu Stanu Cywilnego. Gwar ucichł. Zrobiło się uroczyście, choćby magicznie. Życzenia, toast, kwiaty i medal przypinany przez włodarza miasta do skromnej bluzeczki, sukienki: „Za długoletnie pożycie małżeńskie” – podpisał Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski. Niejednej parze zaszkliły się wtedy oczy ze wzruszenia. Ile to już lat? Ulotność i kruchość wspomnień powróciła jak biel welonu, bukiet kremowych róż, jak zauroczenie pierwszym kochaniem.
– A teraz chwila dla Państwa, proszę coś powiedzieć o swoim życiu, o tej chwili, którą tu wspólnie przeżywamy – zachęcał do wspomnień prezydent. – Proszę podzielić się z nami wspomnieniami o pierwszych zauroczeniach, o szkolnej miłości, tej na całe życie, o dzieciach, wnukach, choćby o troskach dnia codziennego.
Nie znaleźli się jednak odważni, aby zabrać głos na zaproszenie gospodarza uroczystości. Ciszę przerywało od czasu do czasu pstryknięcie aparatu fotograficznego Aleksandra Baranowskiego. Krążył po sali i utrwalał srebro we włosach oraz nadzieję na dalsze szczęśliwe lata.
Honorata i Jakub mają co wspominać. Zastanawiają się niekiedy, szczególnie Honorata, czy wydarzenia z dnia ślubu miały jakiś ukryty sens, czy były jedynie zbiegiem okoliczności: 1. września – dzień wybuchu drugiej wojny światowej i ich szczęścia.
Był rok 1962. Po złożonej przysiędze małżeńskiej urzędnik Stanu Cywilnego tradycyjnie włączył muzykę. Za chwilę rozlegnie się marsz Mendelsona. Gdy obecni na uroczystości usłyszeli pierwsze takty melodii, zamarli.„Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani…” – śpiewał chór Wojska Polskiego. Po przedpołudniowych uroczystościach związanych z datą rozpoczęcia wojny 1939 roku zapomniano wymienić płytę. Urzędnik próbował naprawić pomyłkę. Po podjęciu przez niego drugiej próby usłyszeliśmy wykonany z wojskowym nerwem śpiew: „Bo w partyzantce nie jest źle…”. Dopiero za trzecim razem udało się.
– Można pocałować pannę młodą – oznajmił.
Szczęśliwa para w asyście świadków i najbliższej rodziny udała się na weselny obiad. Szli pieszo do mieszkania panny młodej w centrum Rzeszowa.
– Pokaż mi wreszcie ten akt ślubu – poprosiła Honorata. – Zobacz, zobacz! To nie nasz dokument, tu jest inne nazwisko, imiona.
Rzeczywiście. Jakub musiał naprawić kolejną pomyłkę. Pod Urzędem Stanu Cywilnego do ślubnej limuzyny wsiadała młoda para.
– Czy państwo Kowalscy? – zapytał.
– Tak.
– Zabieram zatem pannę młodą w welonie, ponieważ według dokumentu to moja żona.
Skonsternowany świeży żonkiś nie zrozumiał ani żartu, ani pomyłki; o mało nie pobił Jakuba.
– Proszę przeczytać, proszę zobaczyć, tak tu napisano – wyjaśniał już poważnym tonem Jakub.
W ciągu kilkunastu minut naprawiono pomyłkę. Uczestnicy zajścia na koniec uściskiem dłoni życzyli sobie wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
* * *
Jakub i Honorata wrócili z wesela wnuczki. Mimo sędziwego wieku, wytańczyli się wraz z ponad pięćdziesięcioma parami, zaproszonych na tę uroczystość gości. Jakuba „obgryzły” nowe buty, więc moczył nogi w misce z ciepłą wodą.
– A nie mówiłam, iż nowych butów nie zakłada się na wesele, na tańce – mruknęła Honorata.
– Ach, co to był za ślub! – Pamiętasz, za naszych czasów zjedliśmy obiad w gronie dziewięciu osób? Było wino dziadka, białe, z jabłek i agrestu, dziesięcioletnie, i był rosół. Twoja mama, pragnąc dogodzić zięciowi, nałożyła do talerza oprócz makaronu jarzyny, dużo jarzyn, a ja tych z rosołu nigdy nie lubiłem. Oj, męczyłem się okropnie.
Po obiedzie wszyscy odprowadzili Honoratę i Jakuba na dworzec kolejowy. Wyjeżdżali w podróż poślubną. W pociągu tłok był niesamowity. Już z Przemyśla przyjechał przepełniony. Wśród wsiadających dał się zauważyć Józef Hajdasz, perkusista zespołu Tadeusza Nalepy. Muzycy wyjeżdżali na Pomorze na swoje pierwsze tournée.
– Zabierzcie Honoratę i Jakuba! – przez tłum wsiadających krzyczał do nich kolega Jakuba.
Dziewczynę umieszczono w przedziale na półce z instrumentami. I tak z muzyką Nalepy i winem dziadka rozpoczęli swoją podróż poślubną. Oj, były to czasy. Za dziewięć miesięcy młoda małżonka urodziła piękną córeczkę.
* * *
Para młodych z hucznego wesela wnuczki rozstała się, nie są już razem. Pozostał po ich szczęściu jedynie album ze zdjęciami. A fotografia dziadków zrobiona na uroczystości pięćdziesięciolecia ślubu wciąż stoi na komodzie. No cóż…, „Bo w partyzantce nie jest źle…”.
Jadwiga Kupiszewska
Jadwiga Kupiszewska – artystka o wielu pasjach. Z zamiłowania malarka, poetka, animatorka kultury, organizatorka międzynarodowych i ogólnopolskich plenerów malarskich, z wykształcenia biolog (cytolog); ukończyła Wydział Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest autorką 8 tomików poetyckich, 3 książek prozatorskich, w tym „I nagle znikasz w ciemnych obłokach” o tematyce Katyńskiej. „Dni tygodnia – Opowiadania” są pierwszym tego typu wydawnictwem i wpisują się tematyką w pejzaż jej rodzinnego miasta – Rzeszowa; z tego zbioru pochodzi opowiadanie „Dwa wesela”. Uhonorowana Nagrodą Zarządu Województwa Podkarpackiego za osiągnięcia w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury (2013). W 2018 i 2024 r. otrzymała Nagrodę Prezydenta Miasta oraz Odznaką Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej (2015). Ponadto odznaczona Srebrnym (1979) i Złotym Krzyżem Zasługi (2018) oraz Brązowym Medalem „Gloria Artis” (2021).














