Dwa wspomnienia

niepoprawni.pl 4 godzin temu

Odkryłem skarb. W interwencie znałem wszystkie numery czasopisma Przegląd Lekarski Oświęcim. Kiedy byłem na studiach w Krakowie w latach 80-tych XX wieku, w pewnej, małej medycznej księgarni znalazłem i kupiłem kilka zakurzonych numerów. Nikt ich nie kupował ani nie czytał. Teraz znalazłem i ściągnąłem wszystkie numery. Od pierwszego do ostatniego. Dziś zajmę się dwoma artykułami z dwóch pierwszych wydań tego czasopisma. W założeniu Przegląd Lekarski Oświęcim miało być czasopismem lekarskim, pisane przez lekarzy psychiatrów i skupione na problemach psychiatrycznych. Wśród naukowych autorów tego periodyku mieszczą się najwybitniejsi polscy psychiatrzy okresu powojennego, twórcy tzw. „krakowskiej szkoły psychiatrii”, tacy jak prof. Antoni Kępiński. Inny przykład to prof. Stanisław Kłodziński. Stanisław Kłodziński (1918 - 1990) były więzień KL Auschwitz – Birkenau, i Mauthausen – Gusen, lekarz pulmonolog i współredaktor PL Oświęcim. Antonii Kępiński (1918 -1972), lekarz psychiatra, nazywany geniuszem psychiatrii, w młodości przedzierając się do armii polskiej w Anglii został aresztowany przez Hiszpanów i spędził prawie trzy lata w ciężkim, hiszpańskim obozie koncentracyjnym Miranda del Ebro (1941 - 1943). Hiszpański obóz koncentracyjny to nie KL Auschwitz, czy KL Mauthausen, ale Kępiński przeżył swoje i doskonale rozumiał przeżycia więźniów. Ciężko chory na raka, Kępiński spisał kilka książek, jak „Rytm życia”, „Lęk”, „Schizofrenia” czy „Melancholia”. Bez specjalistycznego, pseudonaukowego, lekarskiego żargonu Antoni Kępiński opisał swoje doświadczenia i przemyślenia na temat chorych psychicznie i ich chorób. Książki pisane nie oschłym, naukowym jeżykiem, ale pełne empatii i zrozumienia. Piękne, głębokie książki. Jakże szkoda, iż współcześnie są prawie całkowicie zapomniane.

W początkach lat 60-tych powstał Przegląd Lekarski Oświęcim jako skutek inicjatywy i pracy krakowskich lekarzy, nie tylko psychiatrów z byłymi więźniami niemieckich więzień, obozów koncentracyjnych, którzy zgłaszali się po pomoc. Również psychiatryczną nie mogąc poradzić sobie ze wspomnieniami przeżytych koszmarów. Nawiasem mówiąc udzielano pomocy również byłym więźniom stalinowskim czy sowieckich łagrów, ale ich wspomnienia z przyczyn oczywistych nie trafiały do PL Oświęcim. Krakowscy psychiatrzy w latach 60-tych dokonali wielkiego, być może ostatniego odkrycia w psychiatrii. Nowa jednostka chorobowa, nazwana przez nich KZ-syndrom. W dwadzieścia lat później było to „wielkie odkrycie” amerykańskich psychiatrów nazwane PSTD - (od ang. Post-Traumatic Stress Disorder), czyli Zespół Stresu Pourazowego wykrytego w badaniach żołnierzy amerykańskich po wojnie w Wietnamie (1966- 1975). Dziś PSTD występuje w prawie każdym filmie hollywoodzkim, powieści popularnej czy sensacyjnej, napisano na ten temat tysiące prac doktorskich, i miliony artykułów. Pojęcie splugawione, zeszmacone. Dziś każdy, choćby świadek wypadku drogowego cierpi i leczy się na PSTD. Według specjalistów krakowska definicja byłe głębsza i pełniejsza. Bardziej holistyczna. Ale ich dokonania został zapomniane, celowo, a ich odkrycie przypisali sobie amerykańscy psychiatrzy. Znana cecha amerykańskich myślicieli, przypisywać sobie cudze odkrycia. Psychiatrzy w usa i nie tylko tam, zarabili na tym „odkryciu” miliony i po dziś dzień żyją siebie z tego doskonale. Ze schizofrenikiem prawdę mówiąc kilka można zrobić, sprawa beznadziejna a w dodatku zwykle to ludzie biedni, porzuceni, na marginesie, którzy nikogo nie obchodzą. Chorzy na PSTD to inna klasa. Ludzie zamożni, klasa średnia lub wyższa, tu można leczyć i leczyć, leczyć i leczyć! Oczywiście z sukcesem. Przynajmniej finansowym sukcesem. Całe lata owocnej (finansowo) terapii! A prof. Kępiński i inni… Tak to już jest, a żyjąc w Polsce trzeba się do takich niesprawiedliwości wręcz oszustw przyzwyczaić. Że inni są lepsi.

Wracając do krakowskiego środowiska psychiatrów a lat 60-tych. Chyba jedyny to przypadek w dziejach psychiatrii, gdy lekarze i pacjenci dzielili się swoimi, analogicznymi przeżyciami i leczyli się z tego samego bólu. Albowiem to co opisywali pacjenci, lekarz znali doskonale ze swoich własnych, straszliwych wspomnień więziennych czy obozowych. Zupełnie unikalne doświadczenie unicestwiające szklaną ścianę dzieląca zwykle lekarza psychiatrę i jego pacjenta.

Tyle tytułem wstępu. Do rzeczy. Oto drugi numer, Przegląd Lekarski 1a, z roku 1962. Jeden z artykułów. Autor: Jan Sehn, „Sprawa oświęcimskiego lekarza SS J. P. Kremera”. W artykule zwarto fragmenty wspomnień Kremera pisanych w KL Auschwitz. Trzeci zeszyt, Przegląd Lekarski 1a, z roku 1963. W nim artykuł, fragmenty wspomnień byłego więźnia. Autor Adolf Gawalewicz, „Poczekalnia do gazu FRAGMENTY WSPOMNIEŃ MUZUŁMANA”.

Dwie różne osoby, dwa różne spojrzenia na ten sam temat. Dwa różne wspomnienia, pisane na gorąco, na żywo Kremer w KL Auschwitz, Gawalewicz w kilka, kilkanaście lat później. O autorach słów kilka.

Johann Paul Kremer (ur. 1886, zm. 1965) doktor filozofii, doktor medycyny i profesor Wydziału Lekarskiego na Uniwersytecie w Münster w Westfalii. Jego wspomnienia ukazały się w PL Oświęcim w związku z procesem z listopada 1960 r. jaki toczył się przeciwko niemu przed sądem w Münster w związku z jego „pracą” w KL Auschwitz – Birkenau. Były to jego tzw. drugi proces. W pierwszym procesie oświęcimskim w Polsce w 1946 roku Kremer został skazany na karę śmierci, zamienioną na dożywocie. interesująca cecha tzw. „polskich” komunistów. Polskich bohaterów walki z Niemcami komuniści skazywali na śmierć i bezwzględnie mordowali. Łaskę za to często okazywali niemieckim masowym mordercom. W 1958 roku Kremer odzyskał wolność, wyjechał do Niemiec i podjął prace jak profesor anatomii na uniwersytecie w Münster. Na anatomii znał się jak mało kto, to trzeba przyznać. W drugim procesie w Münster Kremer zostanie uznany winnym i skazany na dziesięć lat więzienia oraz utratę tytułu profesora i doktora filozofii. Niemiecki sąd uznał jednakże, iż Kremer odbył już karę i go uwolnił. Johann Paul Kremer - lekarz SS z Auschwitz, jeden z autorów i gorliwych wykonawców morderczych eksperymentów na więźniach - został faktycznie uwolniony przez niemiecki sąd. Johann Paul Kremer, lekarz i oficer SS, w stosunkowo niskim stopniu SS- Obersturmführer (porucznik) w KL Auschwitz – Birkenau był panem życia i śmierci tysięcy więźniów.

Drugi pamiętnikarz to Adolf Gawalewicz (1916 - 1987). W czerwcu 1939 obronił tytuł magistra prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Rychło w czas. Aresztowany przez Niemców za udział w konspiracji we wrześniu 1940, od początku stycznia 1941 rozpoczął gehennę więźnia KL Auschwitz, numer 9225, i innych niemieckich obozach koncentracyjnych. W szczególności przeżył straszliwe „marsze śmierci” z zimy i wiosny 1945 roku. A. Gawalewicz opublikował swoją najsłynniejsza książkę, wspomnienia, pod tym samym tytułem „Refleksje z poczekalni do gazu. Ze wspomnień muzułmana.” Nie zna prawdziwej grozy ten, kto jej nie przeczyta. Mamy szczęście mówić o przeżyciach innych. Jak wiadomo nieszczęścia zawsze dotykają… innych. Wspomnienia opublikowane w PL Oświęcim w 1963 roku to surowy, spisany na żywo, materiał do tej książki. Wszystkie cytaty z tego wydania.

A. G.: „Tak się złożyło, iż los, którymi przypadł w udziale, wyznaczył mi szybko, bo już po paru zaledwie miesiącach pobytu w obozie i na szczególnie długi okres (194- 1943) dłuższy znacznie od przeciętnej, miejsce w kategorii więźniów zaliczanych do „muzułmanów". U kolegów cieszyłem się (jeżeli można tak się wyrazić) opinią odwiecznego a mimo to ciągle jeszcze żyjącego „muzułmana". Wygląd mój przez cale lata idealnie odpowiadał definicji prof. Olbrychta dla „postaci suchej" choroby głodowej, „w któ¬rej głodujący wyglądał, jak szkielet kostny z naciągniętą nań skórą.” …. A więc „poczekalnia do gazu" i muzułmaństwo, zwłaszcza w jego fizycznym w wydaniu to o jakby etykiety do syntezy mojego oświę¬cimskiego losu. W karierze muzułmana przeszedłem chyba wszystkie szczeble (z wyjątkiem oczywiście śmierci).”

Krótkie wyjaśnienie: muzułman, (z niem. muslim) pisane z błędem, to kranowo wycieńczony więzień. W sowieckich lagrach nazywano ich dochodiagi (ros., dochodzący). Podstawowa masa skazana na wyniszczenie w niemieckich kacetach. Zdrowy, silny więzień po kilku tygodniach, góra miesiącach, zostawał muzułmanem i trafiał do krematorium, czyli na „wolność przez komin”.

J. K.: „29. VIII. 1942 r. Zgodnie z telegramem iskrowym HSSZ 2 150 z dnia 28. VIII. 1942 r.t godzina 18,30, Nr 1565, odkomenderowany do obozu koncentracyjnego Oświęcim, gdzie podobno odpadł jeden lekarz z powodu choroby. ….

31. VIII. 1942 r. Tropikalny klimat przy 28° w cieniu, kurz i niezliczona ilość much. Doskonale wyżywienie w kasynie oficerskim. Dzisiaj wieczorem podano np. kacze wątróbki na kwaśno w cenie 0,40 RM, ponadto faszerowane pomidory, sałatkę pomidorową itp. Woda jest skażona i dlatego pije się wodę mineralną, którą podają bezpłatnie (Mattoni). Pierwszy zastrzyk przeciwko tyfusowi plamistemu. Zdjęcia fotograficzne do legitymacji obozowej.

l.IX . 1942 r. Zażądałem pisemnie z Berlina czapki oficerskiej, pasa i szelek. Po po¬łudniu byłem obecny przy wygazowaniu cyklonem B jednego bloku 27), celem jego odwszenia.

2. IX. 1942 r. O godzinie 3 byłem po raz pierwszy obecny przy akcji specjalnej (Sorderaktion). W porównaniu z tym piekło Dantego wydaje mi się prawie komedią. Nie nadarmo nazywają Oświęcim obozem zagłady!”

Akcja specjalna (Sorderaktion) to selekcja do gazu na rampie, albo w obozie. Po pól roku pobytu w Auschwitzu Gawalewicz trafia do obozowego szpitala.

A. G.: „Termometr w skazuje wysoką gorączkę a waga 36,2 kg. Gdy z grupą „cugangów ” zjawiam

się na 15 (później 20 bloku) nie dziwi m nie rzeczowa uwaga: ,,tego upchnijcie na sienniku zaraz przy drzwiach". Wiadomo, mniejszy kłopot z wynoszeniem zwłok.”

J. K.: „3. IX. 1942 r. Zachorowałem po raz pierwszy na biegunkę, z wymiotami i kurczowymi atakami bólu, na którą tu w obozie zapada każdy. Ponieważ nie wypiłem ani kropli wody, nie może ona być tego przyczyną. Nie można również upatrywać przyczyny w chlebie, ponieważ zachorowują także i tacy, którzy jedli tylko biały (dietetyczny) chleb. Przyczyna leży najprawdopodobniej w niezdrowym kontynentalnym, nigdy za bardzo suchym, klimacie tropikalnym, z jego kurzem i robactwem (muchy).

4. IX. 1942 r. W południe byłem obecny przy akcji specialnej z obozu kobiecego (muzułmanie). Najstraszliwsze ze strasznych. Hauptscharfuhrer Thilo (lekarz za¬łogi) miał rację, mówiąc dzisiaj do mnie. iż znajdujemy się tutaj ,,w odbycie świata" (anus mundi). Wieczorem około godziny 8 byłem znów obecny przy akcii specjalnej transportu z Holandii. Ze względu na przyznawany z tego tytułu specjalny przydział (Sonderverpflegung) składający się z 1/5 litra wódki, 5 papierosów, 100 g kiełbasy i chleba SS-mani cisną się (drängen sich) do takiej akcji. Dzisiaj i w dniu jutrzejszym (niedziela) mam służbę.”

Pada tu słynne określnie, autorstwa lekarza, oficera SS Heinza Thilo. KL Auschwitz – Birkenau jako Anus Mundi – odbyt świata. Dodatkowo uderza ton, nieledwie mesjanistyczny. My, oficerowie SS, my Niemcy, my Germanie mamy odpowiedzialność za przyszłość, za germański los, za przyszłe pokolenia. Dźwigamy brzemię germańskiego nadczłowieka. To co robimy jest straszne, okropne, przerażające ale musimy to zrobić, musimy wytrwać, wypełnić naszą powinność. Mamy istotną misję do wypełnienia. Aby było lepiej, musi być gorzej. Przejdziemy przez ten brud. Musimy wytrwać. Wypełnić swoje zadanie! No i ta ekstra wódka, papierosy i kiełbasa! Nic dziwnego, że… SS-mani cisną się do takiej akcji.

A. G.: „Po wypisaniu ins Lagei, skierowany zosta¬łem zur leichlen Arbeit. Z setką niemal identycznych muzułmanów witałem wiosnę 1941 roku na Hozhofle przy tej tzw. lekkiej pracy: rąbanie drzewa, czyszczenie szkłem jakichś zbędnych materiałów budowlanych, prostowanie gwoździ itp. Czynności te „jako takie" nie były bardziej uciążliwe od innych, gdyby nie „urozmaicano" ich specjalnie brutalnymi wybrykami i akcjami. … Ogromnie lubię psy i choćby gdy znajdowałem się w grupie więźniów, która by¬ła bezpośrednio szczuta psami, nigdy nie usi¬łowałem uciekać. Do tresowanych SS-mańskich psów nie mam żadnych osobistych pretensji. Pies rzucał się na muzułmana, który w okazywał w ruchach zdenerwowanie, zdzierał z niego płat skóry, zwykle z pleców, gryzł i w zależności od otrzymanej tresury i dodatkowych poleceń znęcał się nad swoją ofiarą. Rzadziej były organizowane formalne nagonki na muzułmanów przy leichte Arbeit. Prze-żyłem, kilka tego typu imprez. … W tedy włączali się do akcji zwerbowani do tego celu funkcyjni i przeprowadzali masakrę.”

Gawalewicz ma specyficzne poczucie humoru. Masakrę więźniów nazywa… imprezą. Myślę, iż taki pełen dystansu, ironiczne sposób widzenia świata Auschwitzu paradoksalne pomagał mu przeżyć,

J. K.: „14. IX. 1942 r. Po raz drugi choroba oświę¬cimska. Temperatura 37,8°. Dzisiaj otrzymałem trzeci, a więc ostatni zastrzyk przeciwko tyfusowi plamistemu.

17. IX. 1942 r. Zamówiłem w kasie odzie¬żowej w Berlinie płaszcz uniwersalny według miary krawieckiej: długość do pasa 48, cała długość 133, połowa pleców 22, do łokcia 51, cała długość rękawa 81, obwód

górny 107, obwód w pasie 100, obwód w biodrach 124. Do zamówienia dołączy¬łem Bezugschein na mundurowy płaszcz ochronny. Wraz z dr Meyerem odwiedzi¬łem dzisiaj obóz kobiecy w Brzezince.

20. IX. 1942 r. Dzisiaj w niedzielę po po¬łudniu od godz. 3—6, przy wspaniałej, słonecznej pogodzie, wysłuchałem koncertu orkiestry więźniarskiej. Dyrygent z warszawskiej opery państwowej, 80 muzyków.

Na obiad była pieczeń wieprzowa, wieczorem — pieczone liny.”

A. G.: „Gdy przybyłem do obozu jako Zugang - stan mój i postaw a psychiczna nie miała absolutnie nic

wspólnego z cechami bohatera. Pierwszy dzień w obozie spędzony na noszeniu skrzyń ze zwłokami i wiader wody, cały rytuał „przyjęcia" transportu, wszystko to w prawiło mnie w stan, którego nie potrafię nazwać. Do dziś, gdy staram się jednym słowem scharakteryzować pierwszy okres pobytu w Auschwitz, nazywam go przerażeniem. Przerażenie tak silne, iż powodujące niemal stałe drżenie ciała.”

J. K.: „23. IX. 1942 r. W nocy byłem przy szóstej i siódmej akcji specjalnej.

27. IX. 1942 r. Dzisiaj w niedzielę popołudniu od 16 - 20 wieczór koleżeński w resursie obywatelskiej z kolacją, piwem za darmo i papierosami. Mowa komendanta Hossa oraz produkcje muzyczne i teatralne.”

A. G.: „Działałem też jako jeden z koni przy „rolwadze" — beczkowozie z fekaliami pobieranym i z latryny obozowej i wożonym i do inspektów warzywnych. Ta praca na tzw. Scheisskommando miała swoje dodatnie i ujemne strony. Do korzyści zaliczyć trzeba zwłaszcza fakt, iż odór, który od nas bił, odstręczał SS-manów i funkcyjnych od bliższych kontaktów z naszymi ciałami i od rękoczynów. Natomiast na bloku sytuacje bywały trudne i kłopotliwe: „panie sztubowy, temu nie dawać jedzenia, on śmierdzi durchfalem..."

Durchfal – to obozowa, krwawa biegunka. Każdy więzień czy więźniarka na nią chorowała wcześniej czy później. Wielu ta krwawa biegunka wykończyła.

J. K.: „3. X. 1942 r. Dzisiaj utrwaliłem całkiem świeży materiał (lebensfrisches Material) z ludzkiej wątroby i śledziony oraz z trzustki, dochodzą do tego wszy z chorych na tyfus brzuszny, utrwalone w absoulnym alkoholu. W Oświęcimiu są cale ulice chorych na tyfus. Dlatego dzisiaj rano kazałem sobie zrobić pierwszy zastrzyk surowicy i przeciwko tyfusowi brzusznemu. Obersturmfiihrer Schwarz zachorował na tyfus.

6.X.1942r. Obersturmführer Entress uległ wypadkowi motocyklowemu. Zaloży¬łem opatrunek. Komendant Hoss spadł z konia; Ostmf Wirths dotąd jeszcze nie powrócił.

7. X. 1942 r. Obecny byłem przy dziewiątej akcji specjalnej (obcy i kobiety muzulmanki). Wirths znowu na stanowisku. Zastępstwo Entressa w obozie męskim (wizyty lekarskie itd.).”

Świeży materiał z wątroby? Biegły, prof. dr. J. Olbracht wyjaśnił na procesie, iż Kremer prowadził badania nad zanikiem brunatnym wątroby w tym celu pobierał „materiał z całkiem świeżych zwłok” wyselkekcjowanych więźniów zabitych zastrzykami z fenolu w serce. Czy aby Kremer nie dokonywał wiwisekcji na jeszcze żywych więźniach? Fenol, substancja żrąca, wstrzyknięta w serce w ciągu kilku, kilkunastu sekund trafia do wątroby, zanieczyszczając „próbkę”. Koszmar prawdziwego naukowca. Z pewnością żaden z więźniów poddanych tego rodzaju zabiegowi tego nie przeżył i go nie oskarżył. Termin: lebensfrisches Material w niemieckim języku medycznym oznacza tkankę, która nie uległa jeszcze rozkładowi. Dosłowne znaczenie: Lebensfrisches Material - materiał świeży życiem.

Wiersz Tadeusza Różewicza, Ocalony:

Mam dwadzieścia cztery lata

ocalałem

prowadzony na rzeź.

Pojęcia są tylko wyrazami:

cnota i występek

prawda i kłamstwo

piękno i brzydota

męstwo i tchórzostwo.

Człowieka tak się zabija jak zwierzę

widziałem:

furgony porąbanych ludzi

którzy nie zostaną zbawieni.

Jednako waży cnota i występek

widziałem:

człowieka który był jeden

występny i cnotliwy.

Szukam nauczyciela i mistrza

niech przywróci mi wzrok słuch i mowę

niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia

niech oddzieli światło

Mam dwadzieścia cztery lata

ocalałem

prowadzony na rzeź.

Tadeusz Różewicz należy do tego pokolenia ocalałych z zagłady. Ale tutaj czas skończyć. Za bardzo się rozwodzę? Albo piszę za mało? Dla chcących wiedzieć więcej polecam te i inne archiwalne numery Przeglądu Lekarskiego Oświęcim. Po takiej lekturze nie będzie wam straszny żaden horror ani ten filmowy, ani z powieści grozy. To pewne. Sny możecie nieco zamącone. Choć Johann Paul Kremer spał, myślę, snem sprawiedliwego.

Literatura:

Jan Sehn, „Sprawa oświęcimskiego lekarza SS J. P. Kremera”, Przegląd Lekarski Oświęcim 1a, 1962.

Adolf Gawalewicz, „Poczekalnia do gazu Fragmenty wspomnień muzułmana”, Przegląd Lekarski Oświęcim 1a, 1963.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Idź do oryginalnego materiału