W roku ubiegłym upłynęła siedemdziesiąta rocznica pierwszego wydania stanowiącej afirmację ludowej polskości książki Zofii Kossak Rok Polski.
W dwunastu rozdziałach obfitującego w patriotyczne wzruszenia dzieła, z których każdy – jak powiada kreśląca zarys sylwetki twórczej pisarki Amelia Szafrańska – „nosi nazwę kolejnych miesięcy, mówi autorka z rozrzewnieniem o urodzajnych polach, drogach piaszczystych, polskim klimacie, obrzędach, śpiewach, zwyczajach, stylu życia, kładąc szczególny nacisk na obyczaj i wiarę”.
Od zarania dziejów rolnicza
W owej księdze zachwytów i wzruszeń – pomyślanej prawdopodobnie jako swego rodzaju requiem dla odpływających w przeszłość tradycji – autorka Z otchłani orzeka: „Od zarania dziejów do niedawnych czasów Polska była krajem rolniczym, nie dziw więc, iż głosem ziemi przesiąkły jej kultura i jej obyczaje. Problemy rolnicze zostawały żywe choćby dla tych, co bezpośredniego kontaktu z ziemią nie mieli. Żniwa stanowiły centralny punkt roku, oczekiwany z nadzieją i troską. Ogrom czasu i pracy, cała racja istnienia rolnika zależały od udanych albo nieudanych zbiorów”.
Plon
W zatytułowanym Gwiazdy i wieniec rozdziale z nadzwyczajną plastyką swym „piórem-pędzlem” odmalowuje ona najwyrazistsze znamię w języku pobratymczych Czechów nazywanego srpen miesiąca. „Powaga żniw – stwierdza – maluje się w obrzędowości towarzyszącej zbiorom. Zboże posiadało swoje bóstwa, podobnie jak woda lub las. Czarnooka Południca, młoda urodziwa wiedźma w wieńcu maków, tropiła leniwców, co by zasnęli w biały dzień na miedzy wśród zboża. Podobna do Latawicy, wróżyła śmierć temu, co ją ujrzał. Mniej groźna, natomiast szpetna i pokraczna była Rżana Baba czyli Żytnia Baba. Najważniejszym był skrzat Plon pilnujący zbiorów. Pokrewnymi mu były płonki, pomniejsze skrzaty mieszkające w spichrzach, ukazujące się nieraz w postaci kocura”.
Żniwa
W dalszej części rozdziału następuje sugestywny opis znojnej pracy żniwiarek w której – by posłużyć się celnym wyrażeniem orędownika Ziem Odzyskanych Eugeniusza Paukszty – wyczuwa się „krążenie prasłowiańskich soków”: „Nadszedł więc szczęśliwy dzień, gdy kłosy zbielałe proszą się o sierp lub kosę. Ludność przywdziewa na żniwa nowe obleczenie. Zasadniczym narzędziem pracy jest sierp o rysunku nowiu. Nów nie zmienił swego kształtu od tysięcy lat, sierp nie odmienił się również. Praca sierpem stanowi zaszczytny przywilej kobiet. Wychodzą stare i młode na pole, pięknym półkolistym ruchem odkładając na powrósło garście ścięte równiutko przy ziemi. Każdy ruch celowy, oszczędny jest owocem wielowiekowego doświadczenia, nabiera cech prawie liturgicznych. Przygięcie, wyprostowanie, przygięcie, znów nachylenie. Już garści tyle, iż trudno je objąć. Więc przycisk kolanem, wiązanie powrósła. Kołek wyjęty zza paska spódnicy pozwala skręcić węzeł słomiany tak mocno, iż nic go nie przerwie. Kołek powraca za pasek, nowe powrósło na ziemię, znowu garść za garścią, i wciąż te same ruchy nieśpieszne, wytrwałe. Słońce praży, powietrze dygocze z upału, pot ścieka po twarzach na ziemię, świerszcze grają”. Do obowiązków męskiej części gromady należało natomiast „stawianie snopów w snopki, kopy, mendle i zwożenie ich”.
Zmierzch
Po wypełnionym wielogodzinną żatwą skwarnym, upalnym dniu nadchodził niosący wytchnienie wieczór. Mistyczny niemalże urok – takiego właśnie – zapadającego z wolna sierpniowego zmierzchu artystyczne odzwierciedlenie odnalazł w nastrojowym wierszu młodopolskiej poetki Maryli Wolskiej zatytułowanym Andante:
„Przez poręby leśne, rojami pszczół złotych szumiące,
Przez cmentarzyska w pień wyciętych borów znów idę ku tobie, o łąko!
Pordzewiały już w lasach paprocie, gencjanny niebieskie kwitną i wrzos liliowy pod stopami moimi szeleści…
Lato dogasa!…
Mijam korowody pni smolnych, tarczami przekrojów świecące, piedestały puste, z których stare bogi leśne strącono…
Brodzę w kwiatach po pas.
Drę się przez sieci ostrężyn, co stopy moje po dawnemu w oka niewodów swych łowią,
Przez pajęczyn rozpięte warsztaty,
Przez wartką falę woni powietrzem rzeźwym płynącą znów dążę ku tobie o łąko!
Dzień złoty, sierpniowy, nad górami moimi dogasa…”.
Karol Dwornik
Ilustrująca niniejszy artykuł fotografia przedstawia obraz Włodzimierza Tetmajera Żniwa.













