Dla większości z nas dworzec kolejowy to tylko punkt orientacyjny – miejsce, gdzie kupuje się kawę w biegu i nerwowo zerka na zegarek. Jednak dla części mieszkańców Elbląga to symbol architektonicznej niemocy i codzienny test na upokorzenie. W XXI wieku, w sercu rozwijającego się miasta, kolejowa infrastruktura zamiast łączyć, stawia bariery, których nie da się pokonać bez asysty.
Niewidzialny mur w sercu miasta
Wyobraź sobie, iż Twoja droga do pracy, lekarza czy szkoły kończy się przed pierwszym stopniem schodów. Nie dlatego, iż brakuje Ci chęci, ale dlatego, iż Twoje kółka – czy to od wózka inwalidzkiego, czy dziecięcego – nie potrafią latać. Tak wygląda rzeczywistość na dworcu kolejowym w Elblągu.
Brak wind i zbyt niskie perony to nie są „techniczne niedogodności”. To fundamentalna przeszkoda, która wyklucza setki osób z normalnego funkcjonowania.
– Ktoś, kto nie jest w otoczeniu osoby na wózku, nie ma świadomości tych problemów – mówi Radiu Olsztyn z goryczą Szymon Hak, który z barierami architektonicznymi mierzy się każdego dnia. To, co dla sprawnego podróżnego jest krótkim spacerem na peron, dla osoby z niepełnosprawnością staje się operacją logistyczną wymagającą wsparcia osób trzecich.
Zatorze odcięte od świata
Problem dworca w Elblągu ma jednak drugie, równie dotkliwe dno. To nie tylko punkt odjazdu pociągów, ale najważniejszy węzeł komunikacyjny łączący dzielnicę Zatorze z resztą miasta.
– Dostaję telefony od osób z niepełnosprawnością, ale także od ich rodzin. Mieszkańcy czują się upokorzeni takim dworcem” – alarmuje Artur Pytliński ze Stowarzyszenia Ruch Obywatelski Nowy Elbląg.
Zatorze, oddzielone od centrum torami, dla wielu osób staje się swoistą wyspą. Brak nowoczesnych przejść i wind sprawia, iż prosta czynność, jak wizyta w urzędzie czy u specjalisty po drugiej stronie torów, staje się wyzwaniem ponad siły. Poczucie izolacji i degradacji społecznej jest tu niemal namacalne.
Procedura upokorzenia: „Przejście na poziomie torów”
Obecnie system „wsparcia” dla osób o ograniczonej mobilności w Elblągu brzmi jak z poprzedniej epoki. Aby dostać się na peron, pasażer musi skorzystać z przejścia na poziomie torów, ale tylko przy asyście pracowników kolei.
W praktyce oznacza to konieczność wcześniejszego zgłaszania przejazdu. Zależność od dobrej woli i dostępności personelu. Wystawienie na widok publiczny w sytuacji, która powinna być standardową, samodzielną czynnością.
Trudno o bardziej jaskrawy przykład „wykluczenia transportowego” w dużym mieście, jakim jest Elbląg.
PKP PLK: „Widzimy problem, ale portfel jest pusty”
Sprawa elbląskiego dworca trafiła już na najwyższe szczeble – była tematem wspólnego posiedzenia sejmowych komisji infrastruktury oraz polityki społecznej i rodziny. Społecznicy walczą, politycy dyskutują, a co na to zarządca infrastruktury?
Odpowiedź PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. to klasyczny przykład urzędniczego „chcielibyśmy, ale…”. Przemysław Zieliński z zespołu prasowego PLK przyznaje, iż budowa wind jest zasadna i poprawiłaby komfort wszystkich podróżnych (w tym seniorów i rodziców z wózkami). Sęk w tym, iż na „zasadności” się kończy.
„Na chwilę obecną nie dysponujemy środkami finansowymi, które można przeznaczyć na realizację takiej inwestycji” – brzmi oficjalny komunikat.
Inwestycja została wpisana do projektu modernizacji linii kolejowej nr 204 (odcinek Malbork – Braniewo), ale projekt ten utknął na liście rezerwowej Krajowego Programu Kolejowego. W tłumaczeniu z języka urzędniczego na polski: „wiemy, iż jest źle, ale nie wiemy, kiedy to naprawimy”.
Czekając na sygnał do odjazdu
Elbląg czeka. Mieszkańcy Zatorza czekają. Osoby z niepełnosprawnościami czekają. Tymczasem czas działa na niekorzyść infrastruktury i cierpliwości obywateli. Dworzec, który powinien być wizytówką miasta i oknem na świat, pozostaje dla wielu zamkniętą bramą.
Trudno oprzeć się wrażeniu, iż w dobie miliardowych inwestycji w infrastrukturę, kilka wind w Elblągu stało się problemem nie do przeskoczenia. Dopóki projekt nie spadnie z „listy rezerwowej” na listę priorytetów, pasażerowie na wózkach przez cały czas będą traktowani jak intruzi w systemie, który zapomniał o ich istnieniu.
Na podstawie informacji Radio Olsztyn.





