Dwumiesięczna dziewczynka potrzebuje domu. W Zamościu brakuje rodzin zastępczych

6 godzin temu
Zdjęcie: Dwumiesięczna dziewczynka potrzebuje domu. W Zamościu brakuje rodzin zastępczych


Dwa miesiące ma dziewczynka, która niedawno trafiła do – jedynej w Zamościu – zawodowej rodziny zastępczej pełniącej funkcję pogotowia rodzinnego. Problem w tym, iż będzie tu mogła zostać tylko przez miesiąc. jeżeli nie znajdzie się inna rodzina, trzeba będzie szukać dla niej miejsca poza Zamościem. A to też nie będzie łatwe, bo rodzin zastępczych – i to każdego typu – brakuje w całej Polsce.

„Bardzo poszukujemy rodzin zastępczych”

– Mamy coraz więcej sytuacji kryzysowych, które powodują, iż coraz więcej dzieci potrzebuje pieczy zastępczej – mówi Dyrektor Organizatora Pieczy Zastępczej i Wspierania Rodziny w Zamościu, Ewa Stopa. – Musimy takiemu dziecku interwencyjnie zapewnić opiekę. Ewentualnie mamy telefon ze szpitala, iż został pozostawiony noworodek, którego też musimy umieścić w takiej właśnie rodzinie zastępczej pełniącej funkcje pogotowia rodzinnego. Czyli dzieje się sytuacja tu i teraz, pracownik socjalny, asystent bądź kurator nachodzi na taką sytuację, zwraca się do sądu o wydanie postanowienia i mając to postanowienie, zgłasza się do nas z pytaniem o miejsce, w którym może zabezpieczyć takie dziecko. Ostatnia sytuacja, to była kwestia kilku kilku godzin. W mieście w tej chwili mamy trzy rodziny zawodowe, w tym jedną pełniącą funkcję pogotowia rodzinnego, ta rodzina funkcjonuje tylko do 6 listopada.

– To jest forma pracy i tę pracę możemy podejmować, ale możemy też z niej rezygnować – mówi Agnieszka Kałan, starszy koordynator rodzinnej pieczy zastępczej. – I mamy właśnie taki przypadek. Najlepiej byłoby gdyby po dyspozycji sądu rodzina biologiczna odzyskała tę opiekę nad dzieckiem. Niestety o ile taka sytuacja nie będzie miała miejsca, to my musimy dziecko umieścić w innej formie rodziny zastępczej. o ile w naszym mieście nie znajdzie się taka możliwość, będziemy poszukiwać po prostu poza terenem miasta. To jest bardzo trudne, dlatego iż taki deficyt rodzin jest ogólnopolski, to nie jest problem tylko naszego regionu.

– Mamy dzieciaczki, które przebywają w placówkach, a powinny być w rodzinnej formie pieczy zastępczej, więc poszukujemy bardzo rodzin zastępczych, w każdej formie – dodaje Ewa Stopa.

Jedna decyzja zmieniła jej życie

Weronika Ulrich trzy lata temu zdecydowała się zostać rodziną zastępczą. Jak wspomina, do tej decyzji skłoniła ją audycja radiowa.

– W listopadzie będziemy obchodzić trzecie urodziny rodziny – mówi. – Tak sobie to nazwaliśmy z dziećmi. Kupiłam tutaj na Roztoczu chatkę. Przejeżdżając przez Zamość, usłyszałam audycję radiową, organizowaną przez organizatora pieczy zastępczej w Zamościu i zrobiła na mnie tak duże wrażenie, iż pomyślałam sobie, iż zgłoszę się. I to był ten moment, iż ja powiedziałam sobie, iż albo teraz zadzwonię, albo nigdy i zadzwoniłam. Trochę zaszalałam z decyzjami, bo zostawiłam pracę w Lublinie, mieszkanie, przeprowadziłam się do Zamościa. Dzieci w momencie, kiedy zaczęliśmy mieszkać razem miały cztery, sześć i jedenaście lat. Młodsze dzieci pierwszego dnia zaczęły do mnie mówić mamo, najstarszy później. I to też było ciekawe, dlatego iż mówił do mnie ciociu. W którymś momencie sąsiadka powiedziała mu, żeby nie mówił do niej pani, tylko powiedział ciociu. On tak zaczął, zmarszczył brwi i mówi „nie, coś tu nie gra. W takiej sytuacji, jak ja mam mówić do tej sąsiadki ciociu, to ja do ciebie będę mówił mamo”. Ja mówię „okej”.

Kto może zostać rodziną zastępczą?

– Są wymagania formalne, które nakłada ustawa – wyjaśnia Ewa Stopa. – Nie może być to osoba karana, nie może być to osoba, która sama pełni obowiązek alimentacyjny i to są główne przesłanki, które tutaj ograniczają. Szukamy i małżeństw, i osób samotnych, które chciałyby się podzielić sobą i swoim domem.

RL: Są jakieś limity wiekowe?

– Limitu wiekowego nie ma, aczkolwiek taka rodzina przechodzi wstępną kwalifikację, czyli rozmowę psychologiczno-pedagogiczną, później wypełnia testy psychologiczne – zaznacza Ewa Stopa.

– Dzieci na początku są naprawdę dobrymi obserwatorami i one nas badają i badają też rodziców – mówi Agnieszka Kałan. – Wiedzą, na co mogą sobie pozwolić, na co nie, ale im bliżej są z nimi, im te relacje są cieplejsze i bliższe, to tym więcej tych trudności wychodzi. Te dzieci się po prostu otwierają, pokazują, poznają, pękają też pewne schematy z poprzednich doświadczeń. Dzięki temu my możemy się nimi dobrze zaopiekować, żeby wychować te dzieci na dobrych obywateli, na dobrych ludzi, na fajne rodziny. Zniwelować właśnie te problemy, pomóc im przynajmniej wypłaszczyć jak najbardziej te rzeczy, które są trudne. Jakoś im ułatwić. Mogę powiedzieć, iż jestem z nich dumna, iż wiele rzeczy przetrwały. Tak samo z naszych rodziców, to po prostu niesamowita praca.

„Przeogromna wdzięczność”

– To niekoniecznie jest spełnienie jakichś moich pragnień, moich marzeń, tylko to jest dla tych dzieci. To one potrzebują pomocy i ja jestem dla nich, nie odwrotnie. Też nastawienie na to, iż dzieci wielokrotnie nas mogą rozczarowywać, iż będą sprawiały kłopoty. o ile ktoś myśli, iż nie będą, to na pewno będą. Ze wszystkim można sobie poradzić. Z pewnością, jeżeli komuś chodzi coś takiego po głowie, żeby był w stanie otworzyć swoje serce, dom, życie, cokolwiek w nim zmienić dla drugiego małego człowieka, to na pewno warto. Ta wdzięczność dzieci jest przeogromna – mówi Weronika Ulrich.

Dodajmy, iż pełnienie funkcji zawodowej rodziny zastępczej wiąże się z wynagrodzeniem. To 6,7 tys. zł w przypadku rodziny pełniącej funkcję pogotowia oraz 6,3 tys. zł dla rodziny zastępczej nie pełniącej takiej roli. Do tego dochodzi dodatek motywacyjny, dodatki na każde dziecko oraz prawo do świadczeń, m.in. 800 plus. I co kluczowe: przez cały czas pełnienia swojej roli rodzina ma wsparcie koordynatora, psychologa, pedagoga czy prawnika.

JN / opr. LisA

Fot. pexels.com

Idź do oryginalnego materiału