Dziedzictwo doktora Petera za murem. "Jest to absurdalne", uważa jego krewna dr Karolina Grodziska

4 dni temu
O tej sprawie napisaliśmy jako pierwsi w artykule pt. „Nawet za komuny nie zamurowano drzwi do kaplicy!”, który ukazał się w wydaniu „Kroniki Tygodnia” z 14 kwietnia.Przypomnijmy. Chodzi o drzwi wewnętrzne do kaplicy w szpitalu powiatowym w Tomaszowie Lubelskim, które umożliwiały pacjentom wejście do kaplicy bezpośrednio z terenu szpitala. W marcu drzwi zostały zamurowane. Drugie wejście, również bezpośrednio ze szpitala, pozostawiono, ale prowadzi ono jedynie na chór, z którego nie da się zejść pod ołtarz.Sytuację nagłośnił poprzedni dyrektor SP ZOZ w Tomaszowie, dr Andrzej Kaczor, w tej chwili radny powiatu tomaszowskiego.– Przez 45 lat komuny, w okresie walki z Kościołem oraz przez 36 lat II Rzeczypospolitej żadna władza nie odważyła się zamurować drzwi do kaplicy szpitalnej i ograniczyć pacjentom tomaszowskiego szpitala dostępu do Matki Bożej, aby mogli się modlić i prosić o zdrowie – zwrócił uwagę dr Kaczor.Dyrektor szpitala dr Dariusz Gałecki tłumaczy natomiast:– Nie ma możliwości pozostawienia spornego przejścia czy też ich przywrócenia. Wejście, które zostało zamurowane, prowadziło bezpośrednio z odcinka Intensywnego Nadzoru Chirurgicznego, gdzie przebywali pacjenci w ciężkich stanach, również z zakażeniami i sepsą. Od samego początku to przejście było niezgodne ze wszystkimi przepisami i potwierdził to Sanepid w swojej opinii, którą mamy w posiadaniu. Po zatwierdzeniu projektu na wykonanie nowego budynku i remontu zwolnionych powierzchni oddział chirurgiczny miał zmienić lokalizację w nowym budynku, natomiast na zwolnionej powierzchni miał powstać Oddział Noworodkowy. Pozostawienie przejścia z Oddziału Noworodkowego bezpośrednio do kaplicy jest całkowicie niezgodne z przepisami i odpowiednie instytucje nie wydałyby zgody na oddanie do użytkowania. Wejście zostało zamurowane po przeprowadzeniu Oddziału Chirurgicznego do nowego budynku i po oddaniu powierzchni do remontu firmie wykonującej inwestycję.– Po nagłośnieniu tej sprawy przez radnego Andrzeja Kaczora byłem wraz ze starostą tomaszowskim, panem Henrykiem Karwanem, w siedzibie Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej w Zamościu i przedstawiliśmy sprawę kaplicy ks. biskupowi Marianowi Rojkowi. Sprawa była już znana księdzu biskupowi, ale szczegółowo wyjaśniliśmy ją jeszcze raz. Ksiądz biskup stwierdził, iż nie wnosi żadnych zastrzeżeń do wykonywanych czynności w kaplicy szpitalnej w Tomaszowie – dodaje dyr. Gałecki, po czym stwierdza:– Radny Andrzej Kaczor gra na emocjach i uczuciach religijnych społeczności powiatu tomaszowskiego, sugerując rzekome utrudnianie dostępu do kaplicy szpitalnej, tym bardziej iż był wieloletnim dyrektorem szpitala i lekarzem, i powinny być mu znane przepisy dotyczące bezpieczeństwa epidemiologicznego.Po publikacji naszego artykułu w Internecie zareagowało wielu czytelników. Niektórzy bronili rozwiązania, wielu jednak potępiało zablokowanie dostępu do kaplicy od wewnątrz szpitala.CZYTAJ TEŻ: Tomaszów Lubelski: PCK zaprasza na wspólne świętowanie w plenerzePrzebudowa szpitala jest już prawie na finiszu. Niemniej jednak, mając resztki nadziei, radny Kaczor domaga się cofnięcia decyzji o zamurowaniu drzwi. Popiera go m.in. krewna dra Janusza Petera – dr Karolina Grodziska z Krakowa, która skontaktowała się z naszą redakcją. Przyznaje, iż nie spodziewała się, iż w Tomaszowie, któremu bliskie są wartości takie jak wiara i Bóg, i gdzie docenia się dorobek oraz spuściznę jej stryjecznego dziadka, dojdzie do czegoś takiego.– Bardzo poruszyła mnie informacja, jaką przeczytałam niedawno w „Kronice Tygodnia” o zamurowaniu drzwi do kaplicy szpitalnej w Tomaszowie. Mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jestem dumna i szczęśliwa, iż szpital tomaszowski, który w tak znaczący sposób został rozbudowany i rozwinięty za czasów, gdy jego dyrektorem był mój stryjeczny dziadek, doktor Janusz Peter, teraz przechodzi jeszcze większą przemianę. Podoba mi się idea zmiany patrona szpitala na doktora Janusza Petera [obecnie patronem jest dr Kazimierz Dłuski – dod. red.], który rzeczywiście całe swoje zawodowe życie temu szpitalowi poświęcił. Z drugiej strony przychodzi wiadomość niby drobna, niby mało ważna – o zamurowaniu drzwi do kaplicy. I to jest pewien szok, ponieważ jest to tak absurdalne, iż aż nie mieści się w głowie – mówi nam dr Karolina Grodziska.Kaplice pełnią rolę terapeutycznąSięga do historii, aby pokazać odwieczną funkcję kaplic szpitalnych.– o ile zadamy sobie pytanie: czym były i czym są kaplice szpitalne, to trzeba cofnąć się do czasów, kiedy szpitale, a adekwatnie także przytułki, prowadziły takie zakony jak Bożogrobcy, Duchacy, a potem Bonifratrzy – poczynając od średniowiecza aż po wiek XIX, kiedy zaczęły powstawać wielkie, nowoczesne szpitalne kompleksy. Kaplica szpitalna zawsze była integralną częścią całego założenia, była niezwykle ważna, ponieważ rozumiano, iż opiece zdrowotnej musi towarzyszyć opieka duchowa, wsparcie i modlitwa. Kaplice lokalizowano tak, by każdy pacjent mógł do nich łatwo dotrzeć, ale też by mogli się tam przez chwilę pomodlić pielęgniarka, lekarz, rodzina pacjenta – opowiada nasza rozmówczyni.Następnie konfrontuje tradycję z zastanym w Tomaszowie problemem.– W tomaszowskim szpitalu kaplica istnieje i funkcjonowała choćby w najgorszych latach stalinowskiej Polski. Zawsze była integralną częścią szpitala, a teraz nagle, w przemyślanym planie budowy nowego gmachu – budowy, która trwa już kilkanaście miesięcy i na którą zostanie wydanych 112 mln zł – ktoś nie potrafił dostrzec i zaplanować tego, by kaplica przez cały czas była powiązana ze wszystkimi oddziałami, by istniał łącznik, przez który przechodzi się z różnych oddziałów do kaplicy. Ktoś dość brutalnie wymyślił, iż trzeba kaplicę odciąć od wnętrza szpitala i spowodować, iż owszem, ona przez cały czas będzie czynna, otwarta, iż teoretycznie nic jej nie zagraża, niemniej jednak chory musi wejść do niej z dworu – ubolewa dr Grodziska.PRZECZYTAJ: Mistrzostwa we wrotkarstwie, zatańczony polonez, pośpiewane pieśni. Majówka w Tomaszowie Lubelskim [ZDJĘCIA]Chory w klapkach i szlafroku na zewnątrz?Opisuje nonsensowność tego rozwiązania:– Więc ten pacjent ma wstać ze swojego łóżka, nałożyć szlafroczek na swoją piżamę i co dalej? I już pojawi się problem, bo jak on swoje papucie zamieni, kiedy w szatni w drugiej części gmachu jest jego cywilne ubranie i obuwie? A może wcale ubrań nie ma, bo zabrała je rodzina? Taki pacjent musi wyjść na świeże powietrze, aby wejść głównym wejściem do kaplicy. No bardzo to pięknie brzmi w przypadku ładnej pogody w czerwcu, lipcu i sierpniu, natomiast fatalnie brzmi przez pozostałe miesiące roku – krytykuje pomysł.Takie samo zdanie ma dr Andrzej Kaczor i mówił o tym, co przytaczaliśmy w poprzednim artykule. Podkreślał jednocześnie, iż rozumie wymogi sanepidu, ale uważa, iż można było pomyśleć nad innym rozwiązaniem.PRZECZYTAJ: Czarny tydzień w Tomaszowie Lubelskim. Dyrektor: „Szpitale powiatowe są świadomie głodzone”Zdaniem krewnej doktora Petera inne szpitale potrafią pogodzić wymagania i dostępność do kaplic.– Znane mi są kaplice szpitalne m.in. w szpitalach Krakowa, szpitalu w Nowej Hucie. Wszędzie kaplice znajdują się w bryłach budynku głównego i są łatwo dostępne dla pacjentów, nie wymagają wychodzenia na zewnątrz. Oczywiście nie zawsze tak było – dr Karolina Grodziska podaje przykład Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie, otwartego w 1965 roku, a zbudowanego z funduszy Polonii amerykańskiej. W tym szpitalu od początku zaplanowana była kaplica i ona się w nim znajdowała, ale przez szereg lat jej nie uruchomiono. Stało się to dopiero w 1971 roku, kiedy arcybiskup Karol Wojtyła zwrócił się ze specjalną prośbą do prezydium Rady Narodowej – mówi dr Grodziska.– Różne były dzieje kaplic szpitalnych w najtrudniejszych latach wczesnego PRL-u. Jednak wydawałoby się, iż w tej chwili sytuacja jest zupełnie oczywista i nikt nie neguje wartości duchowej, jaką one stanowią. Dlatego tym bardziej to, co dzieje się w Tomaszowie Lubelskim, w odniesieniu do nowego projektu szpitala, wzbudza we mnie głęboki niepokój i niesmak – podkreśla historyk.Ona także apeluje o usunięcie powstałych kilka tygodni temu utrudnień dla pacjentów i przywrócenie godnego dostępu do kaplicy.– Modlitwa i refleksja w kaplicy stanowią integralną część opieki terapeutycznej i powinny być dla chorych oraz ich rodzin dostępne w każdej chwili – bez barier architektonicznych i bez ograniczeń w postaci zamurowanych drzwi – kwituje.Czy głosy sprzeciwu wobec zamurowania wewnętrznego wejścia, wsparte autorytetem rodziny legendy Tomaszowa Lubelskiego, skłonią decydentów do refleksji?Karolina Grodziska, Krakowianka, dr nauk historycznych, w latach 1995-2018 dyrektorka Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie. Autorka wielu publikacji poświęconych polskim cmentarzom w kraju i za granicą, historii Krakowa oraz dziejom własnej, wywodzącej się ze Lwowa rodziny Peterów i Reichertów. Od 2021 r. autorka tomów opowiadań, w tym: „Ptaszy ludzie”, „Sny czarno-białe”, „Baśnie biblioteczne” oraz „Hirsz, Hieronim i Hrihorij”.Dr Karolina Grodziska: Czuję się związana z Tomaszowem Lubelskim– Czuję się osobiście związana z Tomaszowem Lubelskim, z muzeum, z miejscowym szpitalem, głównie z powodów rodzinnych. Doktor Janusz Peter był bratem mojego dziadka – sędziego Mariana Petera. W latach 30. porzucił bardzo dobrze zapowiadającą się karierę lekarską we Lwowie i wybrał start w konkursie na dyrektora szpitala w powiatowym mieście Tomaszowie. On ten konkurs wygrał i pozostał jego dyrektorem bez przerwy do 1963 roku, utrzymując się na stanowisku w najtrudniejszych czasach – przedstawia dr Karolina Grodziska.O doktorze Januszu Peterze (1891-1963) opowiada nie tylko jak o swoim krewnym, ale także wielkim autorytecie dla całej rodziny i środowiska, w którym żył.– To był człowiek bardzo odważny. W 1914 r. został zmobilizowany do armii austriackiej. Był dwukrotnie ranny. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości natychmiast zaciągnął się do wojska polskiego. Równocześnie kończył studia medyczne. Z grupą lekarzy wyjechał do powstania śląskiego, by świadczyć pomoc powstańcom. adekwatnie lata swojej młodości poświęcił na zbrojną walkę o Polskę, ale potem także udowadniał, jakim był szlachetnym człowiekiem. Jego postawa i działalność podczas II wojny są doskonale znane. Po wojnie napisał i na własny koszt opublikował pierwszą monografię Tomaszowa Lubelskiego pt. „Z dziejów miasta kresowego” (1947). W latach 40. dostajemy kolejny dowód jego odwagi i charakteru. To wtedy podjął decyzję, iż utrzymuje w szpitalu tomaszowskim obecność sióstr zakonnych, które były pielęgniarkami i opiekunkami. To było coś, za co bardzo łatwo było stracić stanowisko, zwłaszcza o ile nie należało się, tak jak Janusz Peter, do PZPR-u.Ale udało mu się – wygrał. Kaplica funkcjonowała, siostry zakonne pracowały w strukturze szpitala. Co więcej, Peter łożył finansowo na kaplicę.– Był fundatorem przepięknego ołtarza z figurą Matki Boskiej z dzieciątkiem, jaki dziś możemy w kaplicy oglądać. Ołtarz z lipowego drewna wykonała osoba, którą znał ze Lwowa – siostra jego żony, rzeźbiarka Janina Reichert-Toth (1895-1986). To było dzieło przedwojenne – rzeźba powstała około 1936 r. Potem była druga jego fundacja na rzecz kaplicy, mianowicie drewniane stacje Męki Pańskiej, które również wykonała Janina Reichert-Toth. Tym razem inicjatorem tego był ksiądz proboszcz Stanisław Krynicki (1903-1962), który 1 września 1950 r. poświęcił stacje.Dr Grodziska przytacza list do artystki, który napisała jedna z sióstr zakonnych pracujących w szpitalu – siostra Sylwia Sznajder ze zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Marii Panny:„Stacje są przepiękne, o wysokiej wartości artystycznej, dzięki czemu kaplica dużo zyskała na ogólnym wyglądzie. Najwięcej zyskały nasze siostry, personel i chorzy, gdyż artystyczne obrazy będą pobudzać do tym gorliwszego rozważania miłosierdzia Pańskiego”.– Myślę, iż Tomaszów może być dumny zarówno z osoby dyrektora swojego szpitala, w tej chwili patrona Muzeum Regionalnego, Towarzystwa Regionalnego, patrona ulicy, no i już w niedługim czasie patrona szpitala. Właśnie ze względu na ten jego niezwykły charakter, na jego odwagę, na jego czyn zbrojny, ale i na to, iż był tak wspaniałym mecenasem i fundatorem, który z własnych prywatnych środków stworzył niejako wystrój kaplicy. I wydaje mi się dzisiaj, iż jest to ogromnie istotne, żeby właśnie do tej kaplicy z tak piękną historią, z taką tradycją mieli dostęp wszyscy chorzy w każdej chwili – nie tylko w czasie odprawianej mszy świętej, ale także wtedy, kiedy chcieliby prywatnie, w cichości, zawierzyć swoje troski Bogu – podsumowuje dr Karolina Grodziska.
Idź do oryginalnego materiału