Wystarczy spojrzeć na wydarzenia organizowane w innych miastach i gminach regionu – od dużych pikników rodzinnych po całodniowe festyny z dziesiątkami atrakcji.
A Miasto Radzyń Podlaski?
Spacer po mieście w niedzielne popołudnie, w przeddzień 1 czerwca, gdzie powinno się dziać bo przecież „dzieci, to nasza przyszłość” przypominał scenę z filmu grozy, gdzie wszyscy mieszkańcy zamykają się w domach, barykadują wejścia i zabijają deskami okna oczekując przyjścia czegoś niewyobrażalnie okropnego i strasznego.
Ulice puste. Rynek pusty. Centrum pozbawione życia. Brak dzieci, brak młodzieży, brak dorosłych, brak seniorów, brak rodzin, choćby brak samochodów. Co to znaczy? Że nikt nie chce wychodzić? Przeciwnie! Ci wszyscy, których nie było w Radzyniu, byli w innych miastach i gminach szukając atrakcji, energii, pasji, zaangażowania, w końcu - szacunku. Szukali miejsca, gdzie czegoś doznają, zobaczą coś ciekawego, poznają kogoś interesującego, gdzie odpoczną po całym tygodniu.
















