Dzień Matki. A czy wiemy, ile takich dni zostało nam jeszcze razem?

wschodni24.pl 50 minut temu


To chyba największy paradoks współczesnego świata. Potrafimy godzinami analizować politykę, spierać się o rzeczy, na które często nie mamy żadnego wpływu, przeżywać słowa obcych ludzi z internetu bardziej niż milczenie własnej matki. A jednocześnie odkładamy najważniejsze rzeczy na później. Na jutro. Na „kiedyś”.

Dzień Matki jest jednym z tych świąt, które na chwilę zatrzymują ludzi. Kupujemy kwiaty, piszemy życzenia, wrzucamy zdjęcia do mediów społecznościowych. Robi się cieplej, bardziej rodzinnie, bardziej miękko. I dobrze. Tak powinno być. Problem polega jednak na tym, iż bardzo często traktujemy takie dni jak jednorazowy obowiązek emocjonalny. Jakby jeden bukiet miał załatwić cały rok milczenia, pośpiechu i odkładania relacji na później.

A przecież nikt z nas nie wie, ile takich wspólnych świąt jeszcze zostało.

Nie lubimy o tym myśleć. Wolimy żyć w iluzji, iż czas jest nieskończony. Że mama zawsze odbierze telefon. Że jeszcze zdążymy wypić tę kawę, przyjechać, porozmawiać spokojnie. Że „od przyszłego tygodnia” będziemy bardziej obecni. Problem w tym, iż życie bardzo rzadko pyta nas o gotowość.

Człowiek ma dziwną, wybiórczą pamięć. Pamięta jedno ostre słowo sprzed dziesięciu lat, ale zapomina tysiące drobnych gestów dobra. Pamięta kłótnie, ale nie pamięta, kto czekał po nocach, kiedy wracał do domu. Kto martwił się, kiedy chorował. Kto pierwszy wybaczał.

Zadziwiające jest też to, iż łatwiej dostrzegamy zło niż dobro. Jeden komentarz pełen jadu potrafi zepsuć nam dzień, ale dziesięciu życzliwych ludzi często choćby nie zauważymy. Nakręcamy się nawzajem. Media społecznościowe stały się wielką areną gniewu. Każdy z każdym walczy. O poglądy. O rację. O wyższość własnej bańki nad cudzą. Coraz częściej człowiek nie szuka już rozmowy, tylko przeciwnika.

I co najgorsze, my zaczynamy wierzyć, iż wszyscy wokół są źli. Że każdy chce nas oszukać, wykorzystać, upokorzyć albo coś nam odebrać. Żyjemy w permanentnym napięciu. W ciągłej gotowości do wojny. A przecież ogromna większość ludzi po prostu chce spokojnie żyć, kochać, mieć obok siebie bliskich i odrobinę bezpieczeństwa.

Tylko iż w tym chaosie coraz bardziej uciekają nam chwile najprostsze. Wspólny obiad. Telefon bez pośpiechu. Spacer. Cisza. Śmiech przy stole. To właśnie one po latach okazują się najcenniejsze. Nigdy nowe auto, polityczne kłótnie czy liczba lajków pod zdjęciem.

Największą tragedią wielu ludzi jest to, iż zaczynają rozumieć wartość czasu dopiero wtedy, gdy czasu już zabraknie.

I wtedy pojawia się najokrutniejsze zdanie świata: „mogłem częściej zadzwonić”. „Mogłam przyjechać”. „Mogliśmy się pogodzić”. Problem w tym, iż życie nie zawsze daje możliwość powtórki.

Dlatego może warto trochę zwolnić. Może warto przestać żyć wyłącznie wczorajszymi pretensjami i jutrzejszymi planami. Bo jedyne, co naprawdę mamy, to chwila obecna. Ten telefon, który możemy wykonać dziś. To spotkanie, na które możemy pojechać teraz. To „kocham”, którego nie trzeba odkładać na specjalną okazję.

Dobro naprawdę wraca. Tak samo jak wraca pogarda, nienawiść i agresja. Świat staje się taki, jakimi jesteśmy ludźmi dla siebie nawzajem. I choć brzmi to banalnie, czasem zwykła życzliwość potrafi uratować komuś dzień, relację, a choćby życie.

Dzień Matki powinien być więc nie tylko świętem kwiatów i życzeń. Powinien być przypomnieniem, iż czas nie jest nieskończony. Że miłość nie powinna być odświętna. Że obecność jest więcej warta niż najdroższy prezent.

Bo kiedyś nadejdzie dzień, w którym oddalibyśmy wszystko za jeszcze jedną zwyczajną chwilę.

Idź do oryginalnego materiału