Bakteria, o której mowa, nie siedzi w niemieckich jeziorach czy wodociągach – żyje w Bałtyku, tym samym morzu, nad które co roku jeżdżą miliony Polaków. Drobne skaleczenie, otarcie po sandale czy niedawno zagojona rana – dla większości plażowiczów to nic, o czym warto pamiętać, wchodząc do wody. Tego lata może to być jednak różnica między zwykłą kąpielą a wizytą na SOR. Instytut Roberta Kocha, niemiecki odpowiednik polskiego PZH, potwierdził od początku 2026 roku już 17 zakażeń bakterią Vibrio wśród osób, które miały kontakt z wodami niemieckiego wybrzeża Bałtyku, z czego dwie osoby zmarły.
Fot. Giovanni Cancemi / Shutterstock.Europejskie centrum ostrzega, a prognoza na dziś wskazuje polskie wybrzeże
To nie jest wyłącznie niemiecki problem, bo bakteria nie zna granic państwowych – rozprzestrzenia się tam, gdzie woda jest wystarczająco ciepła i słonawa, a to opisuje adekwatnie cały Bałtyk, także jego polską część. Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) już 11 lipca oficjalnie ostrzegło przed bakteriami z rodzaju Vibrio w całym Morzu Bałtyckim, a najnowsza prognoza tej instytucji wskazuje, iż dziś, 6 sierpnia, warunki sprzyjające ich namnażaniu osiągają najwyższy poziom właśnie na części polskiego wybrzeża. Najwyższy stopień ryzyka prognozowany jest na zachodnim wybrzeżu, blisko granicy z Niemcami, a wysoki poziom zagrożenia utrzymuje się także w Zatoce Gdańskiej i Zatoce Puckiej. Warto podkreślić, iż mapa ECDC nie pokazuje liczby faktycznych zakażeń, tylko warunki środowiskowe – temperaturę i zasolenie wody – sprzyjające namnażaniu się bakterii, więc wysoki wskaźnik nie oznacza automatycznie epidemii, ale realnie podniesione ryzyko właśnie dziś i właśnie nad polskim morzem. 17 zakażeń to wyraźnie więcej niż w poprzednich latach – dla porównania do połowy lipca 2023 roku odnotowano tam tylko jeden przypadek, w 2024 roku dziewięć, a w całym 2025 roku cztery.
Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB potwierdza, iż bakterie z rodzaju Vibrio od lat występują w polskich wodach przybrzeżnych. Badania prowadzone w 12 punktach wzdłuż całego wybrzeża wykazały obecność między innymi Vibrio vulnificus, Vibrio cholerae oraz Vibrio parahaemolyticus. Pierwszy potwierdzony w Polsce przypadek ciężkiego zakażenia Vibrio vulnificus opisano już w 2021 roku – 30-letni mieszkaniec Międzyzdrojów trafił wtedy do szpitala we wstrząsie septycznym, co lekarze z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie udokumentowali później w międzynarodowej publikacji naukowej. Regionalnie najwięcej przypadków w rejonie Bałtyku notuje Dania, a pojedyncze zakażenia zdarzają się też co kilka lat w Finlandii – Polska pozostaje na razie krajem z pojedynczymi, rzadkimi przypadkami, ale eksperci nie wykluczają, iż część zakażeń po prostu nie jest rozpoznawana.
Bakteria potrzebuje tylko ciepłej, słonawej wody i otwartej rany
Mechanizm zakażenia jest prosty i to właśnie dlatego budzi tyle obaw. Vibrio vulnificus najlepiej namnaża się w wodzie słonawej – czyli o umiarkowanym zasoleniu, dokładnie takiej jak Bałtyk – w temperaturze przekraczającej około 20 stopni Celsjusza. Woda przy polskim wybrzeżu w sierpniu regularnie osiąga taki poziom, a w płytkich, osłoniętych zatokach, jak w Świnoujściu czy okolicach Kołobrzegu, potrafi nagrzać się choćby do 22-24 stopni – warunki wręcz podręcznikowe dla namnażania się tego patogenu. Do zakażenia dochodzi, gdy bakteria dostanie się do organizmu przez otwartą ranę, otarcie lub choćby drobne skaleczenie mające kontakt ze skażoną wodą. Zakażenie potrafi rozwijać się błyskawicznie – do rozległego uszkodzenia tkanek miękkich, a w skrajnych przypadkach do martwiczego zapalenia powięzi, może dojść w ciągu zaledwie 24 godzin od kontaktu z wodą.
Główny Inspektorat Sanitarny uspokaja, iż dla osób zdrowych, z prawidłowo funkcjonującym układem odpornościowym, kontakt z Vibrio vulnificus zwykle nie stanowi poważnego zagrożenia. Zupełnie inaczej wygląda to jednak u osób z obniżoną odpornością, chorobami przewlekłymi – jak cukrzyca, niewydolność wątroby czy poważne schorzenia serca – oraz u seniorów, u których zakażenie może przerodzić się w sepsę. Statystyki pokazują, iż w tej grupie ryzyko zgonu w przypadku rozwinięcia się sepsy sięga od 20 do choćby 50%. Właśnie osoby starsze z chorobami współistniejącymi były ofiarami obu tegorocznych zgonów w Niemczech – jedna z nich zachorowała po pobycie nad bałtyckim wybrzeżem Meklemburgii-Pomorza Przedniego, gdzie od 2003 roku odnotowano już 95 zakażeń i 14 zgonów z tego powodu.
Najlepiej w takim wypadku unikać kąpieli
Praktyczne zalecenie sprowadza się do jednej zasady: osoby z większymi, otwartymi lub świeżymi ranami powinny w tym sezonie unikać kąpieli w Bałtyku, zwłaszcza w cieplejszych, osłoniętych zatokach i przy wysokich temperaturach wody. jeżeli rana, choćby niewielka, miała już kontakt z wodą morską, najlepiej jak najszybciej przepłukać ją czystą, bieżącą wodą z kranu, a następnie obserwować przez kolejne godziny i dni pod kątem niepokojących objawów – zaczerwienienia, obrzęku, silnego bólu w miejscu rany czy gorączki. Przy takich objawach po kąpieli w morzu, zwłaszcza u osób starszych lub z chorobami przewlekłymi, wskazana jest szybka konsultacja lekarska, a nie czekanie na samoistną poprawę – jak podkreślają eksperci od zakażeń, w przypadku tej bakterii liczy się każda godzina, a gwałtownie wdrożona antybiotykoterapia w większości przypadków pozwala opanować infekcję choćby u pacjentów z grup podwyższonego ryzyka.

2 godzin temu













