"Egregor Epsteina "

grazynarebeca5.blogspot.com 1 godzina temu

autor: Mark E. Jeftovic
BombThrower.com

Polityka instytucjonalnego drapieżnictwa.

"Staję się silniejszy, gdy ty słabniesz, chłonę siłę, gdy twoja przepływa we mnie. Staję się do tego zdolny, bo nie doświadczam twojego bólu, nie obchodzi mnie twoja strata i nie żałuję, iż cię używałem, znęcałem się nad tobą i cię pożerałem."
— Strona 63, Era dla Lucyfera

Weź pod uwagę następujące kwestie:

"Ta książka bada dziwną nową duchowość, która niedługo wejdzie w konkurencję z innymi uznanymi religiami. Moim celem jest przekonać was, iż jego pojawienie się jest prawdopodobne, jeżeli nie nieuniknione. Rozpoczynam tę eksplorację od nieudowodnionego założenia opartego na darwinowskich zasadach ewolucyjnych: na naszej planecie pojawi się nowy drapieżnik, ewolucyjny prototyp zaprojektowany do polowania na ludzi. Następne założenie jest następne: ten drapieżnik będzie ewoluował stopniowo i stopniowo z ludzkości, tak jak my najwyraźniej ewoluowaliśmy od niższych form, by na nie polować. Kolejne założenie sugeruje, iż ci drapieżcy już pojawili się jako prototypy ewolucyjne, jako nowi ludzie z zaawansowanymi metodami przetrwania oraz nowymi formami duchowej ekspresji i organizacji religijnej, mającej wspierać i rozwijać ich drapieżnictwo."
— Robert C Tucker, Era dla Lucyfera: drapieżna duchowość i poszukiwanie boskości

Książką o której mowa, była "An Age For Lucifer: Predatory Spirituality and the Quest For Godhood" Roberta C. Tuckera. Po raz pierwszy napisałem o tym w artykule Bombthrower: The WEF Isn't a Cabal, It's A Cult, i nie pamiętam, jak w ogóle go zdobyłem. Pamiętam, iż miałem ją przez lata i nigdy jej nie czytałem, bo szczerze mówiąc, mnie przestraszyła.

Na początku myślałem, iż to jakiś podręcznik psychopatii – jak wznieść się ponad swoje ograniczające się ludzkie emocje, by zdobyć władzę i sławę (a choćby boskość?) poprzez energetyczne drapieżnictwo otaczających cię.

Ale gdy dowiedziałem się, iż jej autor nie jest jakimś Najwyższym Kapłanem Lewej Ręki, ale byłym doradcą i dyrektorem COMA, Rady ds. Przemocy Umysłowej, z siedzibą w Kanadzie – zaczęło to nabierać innego świata.

COMA pracowała z "dorosłymi ocalałymi i dziećmi ofiarami rytualnego nadużycia", a Tucker spędził dużą część dorosłego życia, przeprowadzając wywiady z satanistami i lucyferianami (tak, istnieje rozróżnienie, jak Tucker wyjaśni w tej książce).

Skrzydlaty Bóg Lucyfer, z ludzkim dzieckiem na kolanach...

Było to badanie antropologiczne zrodzone z eksperymentu myślowego:

A co jeżeli całe rytualne nadużycia, które obserwujemy, nie są przypadkową przestępczością, ale wyrazem nadrzędnej, organizującej zasady, która traktowała zwykłych ludzi jako psychiczne pożywienie, które można pożreć dla dobra tych, którzy wiedzą?

W rozmowach z satanistami i socjopatami Tucker wielokrotnie wyczuwał coś w sobie – nigdy nie nadawał temu nazwy, ale nazywał to "rzeczą, która wskazuje poza siebie".

COMA ostatecznie zbankrutowało, będąc ofiarą nieustannych działań prawnych ze strony Kościoła Scjentologicznego. Tucker zmarł na zawał serca w Meksyku w 2003 roku.

W moim oryginalnym tekście o Bombthrowercie nawiązałem do wątku "Rzeczy, która wskazuje poza siebie", zakładając bardzo realne, a nie metaforyczne, istnienie większych, transpersonalnych bytów, takich jak egregory, pola morfogeniczne, "wahadła" Vadima Zelanda, memetyki i masowe formy myślenia w ogóle.

WEF nie jest kabalą. To sekta

Gdy świat próbuje zrozumieć miliony nowych i częściowo nieocenzurowanych dokumentów Epsteina, coraz trudniej jest przerzucić w to dynamikę tego, co ujawniono, iż dzieje się na najwyższych szczeblach instytucjonalnej władzy, przynajmniej od dziesięcioleci.

To, co wskazuje poza siebie

Egregor nie jest analogią ani mitem. To właśnie taki system wierzeń staje się, gdy łączy się z bodźcami i instytucjami i zaczyna zachowywać się jak organizm. Rekrutuje, karmi, chroni siebie. Sieć Epsteina to nie egregor. To jeden z jego organów.

Gdy nazwiska pojawiają się coraz częściej, trudno nie odnieść wrażenia, iż absolutnie każdy, kto zdobył sławę, wpływy, władzę czy uznanie, był wpleciony w zorganizowaną kabałę zepsucia i moralnego zepsucia.

Mam wrażenie, iż każdy TED Talk, któremu kiwasz głową, każdy piosenkarz nagrodzony Grammy, któremu się zgadywałeś, każdy polityk, na którego głosowałeś, i każdy lider biznesu, którego firmy kupowałeś, śmiali się za twoimi plecami, bo to był Wielki Klub, a ty w nim nie należasz.

Klub bierze udział w grze o globalną dominację, a jego atrybuty obejmują oszustwa, wymuszenia, szantaż oraz rytualne wykorzystywanie kobiet i dzieci.

FedEx: "kiedy absolutnie, zdecydowanie potrzebujesz muralu wielkości ściany przedstawiającego masakrę niemowląt do rytuału, który odbędzie się w środę o 14:00"

Ale to, co jest dziwne w The Club, to pozorna przewaga pedofilów i drapieżców seksualnych. Czy nikt miły nigdy nie awansuje na stanowiska autorytetu?

Klub musi być napędzany czymś – czy to strukturą motywacyjną, czy dynamiką, która przyciąga zarówno socjopatów, jak i łatwo manipulowalnych nieudolnych.

Ale to idzie dalej.

Fałszerstwo brzytwy Hanlona

Brzytwa Hanlona była kiedyś fundamentem mojego myślenia. To pochodna Brzytwy Ockhama. Mówiąc luźno, doradza nam:

"Nigdy nie przypisuj spiskowi tego, co można wyjaśnić głupotą."

Kiedy spojrzymy na typy ludzi zakorzenionych w rządzie, biurokracji i środowisku akademickim, to pasuje. Nigdzie w sektorze prywatnym nie można znaleźć tak monotonnego zestawu jednowymiarowych aparatczyków. Każde przedsiębiorstwo prowadzone przez tak instytucjonalną przeciętność nie miałoby żadnej przewagi konkurencyjnej i zbankrutowałoby.

Jednak to, co powinienem był wziąć sobie do głowy, bardziej niż zrobiłem, to coś, co James Dale Davidson i Lord Rees-Mogg zauważyli ponad dwadzieścia lat temu w swojej przełomowej pracy The Sovereign Individual:

"Zbyt mało uwagi poświęcono faktowi, iż polityka wyborcza wabi nieuporządkowane, mesjańskie osobowości na stanowiska władzy."

Moim podstawowym przypadkiem było to, iż klasa polityczna z definicji była porażkami i odrzuceniami. Zniknęły z sektora prywatnego, a potem z konieczności przeszły do rządzenia państwowego.

Myślałem, iż wiara w ogromny, nadrzędny spisek potężnych elit kontrolujących wszystko to przegrana myśl. To wpajało wierzącemu poczucie bezradności, które czyniło go obojętnym i uległym.

Teraz zdaję sobie sprawę, iż to ja jestem przegranym – przynajmniej w oczach wszystkich w The Club, bo nie ma już wątpliwości, poza świadomie ignorantami – iż The Club istnieje, a cała klasa rządząca politycznie, korporacyjni oligarchowie, influencerzy z klasy TED, komentatorzy CNN i eksperci paneli, wszyscy w nim uczestniczą.

Teraz, gdy Klub istnieje, a cokolwiek za nim stoi, pociąga za dźwignie władzy, narracji i samych pieniędzy, wcale nie czuję się bezradny.

To mnie złości. Tak jak prawdopodobnie dla wielu osób.

Ale The Club kieruje się czymś, co stoi za nim.

Niewiele Podesty w aktach Epsteina, ale dużo, mnóstwo pizzy

Co kryje się za tymi trójkami?

W licznych pismach pisałem, iż główną przypadłością dzisiejszej ludzkości jest to, co prywatnie nazywam "3M elitarnego izolaryzmu", a członkowie The Club to maltuzjaliści, mizantropi i marksiści.

Ale teraz podejrzewam, iż to tylko objawy tego, jak Rzecz Wskazuje Ponad Siebie Prezentuje, a ta rzecz jest...

W powieści Gore'a Vidala z 1954 roku "Mesjasz" kult Śmierci zwany "Caveism" ogarnia świat zachodni w mniej niż 36 miesięcy.

Lucyferiański Kult Śmierci

W całej swojej książce termin, którego Tucker używa na określenie swojej domniemanej drapieżnej duchowości, to lucyferianizm, i sam tak powiedział

"wzmacnia i zachęca cztery podstawowe energie — pożeranie, opętanie, przemoc i przebranie — które z kolei pomagają Lucyferianinie przemieniać świadomość, ożywiać ukryty potencjał i ostatecznie osiągnąć boskość."

Pożeranie to podstawowy proces – to akt przyjmowania różnych rodzajów energii dla siebie, czy to bogactwa, własności, czy samej energii życiowej – wszystko to jest dozwolone dla elit w The Club, ponieważ uważają to wszystko za swoje z boskiego prawa.

"Lucyferianie wierzą, iż podstawowa tożsamość może zostać pożarta tylko wtedy, gdy zostanie złamana jak jajko czy skorupka orzecha. Po przełamaniu tożsamość ofiary daje potężną energię. “

Strona 71.

(Poważne klimaty adrenechromu...)

Elity, The Club, postrzegają siebie jako swego rodzaju cywilizację odłamową – ale nie w sensie, który od lat nazywam Wielkim Podziałem. Moje odczucie to było podzielenie na oddzielne nurty ludzkości, jak Eloi i Morlokowie przedstawieni w "Wehiucie czasu" przez tego porywczego komunistę H.G. Wellsa.

Ale The Club nie oddziela się od masy ludzkości, używają mas jako paliwa do rozdzielania stopni niczym rakieta wspomagająca. Gotowi pozbyć się naszych wyczerpanych skorup, gdy nasza energia psychiczna jest zużywana, by wynieść je ku gwiazdom i samemu Boskości.

Abyśmy wszyscy mogli się na to zgodzić, musimy się temu poddać i chcieć zapewnić sobie energię paliwa do spożycia przez naszych lepszych.

Polega to na promowaniu tego, co Tucker nazywa "Samoniszczycielskimi Tradycjami" i widzimy to w różnych formach psychicznych napędów i operacji wpływu masowego, które wywołują intelektualną i instynktowną ospałość zarówno na poziomie jednostki, jak i masowym:

"Rzeczywiste doświadczenie bycia pożeranym emocjonalnie, poznawczo lub duchowo zwykle następuje stopniowo w czasie. Samo pożeranie nigdy nie jest oczywiste dla ofiary; gdyby było, wtedy obrona zostałaby zmobilizowana."

Każde cierpienie, którego doświadczają ofiary, przypisuje się innym przyczynom – myślę o nich jak o "instytucjonalnych kozłach ofiarnych".

"Samobójcza empatia" to wyrażenie wyłonione przez osoby sceptyczne wobec wartości pozwalania na psychiczne, ekonomiczne, a choćby fizyczne pożeranie się na korzyść Klubu, pozornie w służbie wyższemu powołaniu kolektywu.

Musimy być uwarunkowani, by pragnąć końca własnego istnienia jako moralnego imperatywu wobec samego siebie – stąd nieustanny kryzys klimatyczny, narracja o człowieku jako raku, instytucjonalizacja eutanazji, aborcji i motywowanie do medicznych pseudonauk, które wywołują masową psychozę gwałtowną.

Podobnie jak w przypadku równania anty-życia przedstawionego w serii DC Comics New Gods, większość ludzi musi być warunkowana, by chcieć umrzeć.

DC Comics: New Gods #6 (1972), napisane i zilustrowane przez Jacka Kirby'ego

… aby "klasa zwieńczona", jak ją nazywałem wcześniej, mogła wykorzystać nas jako paliwo napędowe do boskości.

Książka Tuckera została odłożona jako eksperyment myślowy i właśnie tam się znajdowała, aż do teraz.

Gdy przeniesiemy ten model na świat, w którym faktycznie żyjemy, przestaje być tym, iż może pojawić się jakaś nowa duchowość klasy drapieżnika.
Jest tu teraz, a chodzi o to, iż żyjemy w systemie zoptymalizowanym pod jego względy.

Struktura klas, teraz i w przyszłości

Gdzieś po drodze w obrębie gatunku wyewoluował prototyp, który nauczył się polować na własny gatunek. Jak opisałem w
innym (bardzo długim) tekście, to prawdopodobnie trwa już bardzo, bardzo długo.

(W tym artykule wspomniano insidera Fundacji Clintona, Irę Magazinera, jego rolę w kształtowaniu reżimu zarządzania Internetem oraz jego obecność w czarnej księdze Epsteina; najnowszy zrzut akt Epsteina pokazuje, mimo protestów, iż nie istniał ze sobą żaden powiązek, iż Magaziner i Epstein rzeczywiście utrzymywali kontakt poza zadeklarowanymi twierdzeniami. Ira przez cały czas jest dyrektorem generalnym Clinton Health Access Initiative. Jego synem jest kongresman Seth Magaziner, D-RI).

Wracając do Klubu: przez wieki zbudowali społeczną i duchową architekturę, która normalizuje drapieżnictwo i rozwija je – podejmując szczególne wysiłki, by przejąć wszystko, co może je zagrozić. Tucker nazwał to "drapieżną duchowością". Mamy inne nazwy. Zachowanie jest takie samo.

A gdzie taka klasa (Klub) mogłaby się zamieszkać, gdyby była prawdziwa?

Nie będą żyć na marginesie ani nie wnikną w bezsilną klasę niższą.

Klub nieuchronnie zmierzał ku szczytowi. Przeniknęliby instytucje przyznające immunitet, przemierzali korytarze władzy, gdzie przysługi stają się prawem.
Przejęliby kontrolę nad organami medialnymi, gdzie manipulacja definiuje rzeczywistość, i byliby ponad prawem, gdzie konsekwencje dotyczą innych ludzi, tych drobnych.

Drapieżna duchowość zasiada tam, gdzie emanuje władza, bo tam może się żywić, nie będąc zauważoną, albo przynajmniej z odpornością.

Wojna domowa, SplinterNet i Gilotyny
(czyli tam, gdzie zmierzamy...)

Epstein nie jest ważny, ponieważ był wyjątkowo zdeprawowany. Jest ważny, ponieważ jest ikoną, symbolem, który wskazuje poza siebie.

Mechanizmy jego sieci dają nam wgląd w system operacyjny. To studium przypadku, jak dźwignia, rytuał i instytucjonalna ochrona się przeplatają. Gdy to zaakceptujesz, pytanie nie brzmi już "Jak to mogło się stać?" Pytanie brzmi: "Jak długo to trwa?" oraz "Kto lub co nie zostało przez to skorumpowane?"

W kolejnym artykule poszerzę perspektywę. Bo gdy legitymacja instytucji się załamuje, alternatywne struktury wkraczają w próżnię.

Wbrew temu, czego Klub chciałby dla tłumu, w gruncie rzeczy ludzie tak naprawdę nie chcą być psychicznie, ekonomicznie i duchowo pożerani dla dobra zamkniętej, zwierzchniczej klasy.

Przez lata pisałem, iż epoka centralizacji i liniowa geometria epoki przemysłowej zmierzała ku upadkowi. Było i przez cały czas jest za wcześnie, by przewidzieć, co będzie dalej – ale cokolwiek to będzie, dzięki rozwijającej się architekturze Ery Sieci, nie będzie to hierarchia odgórna, rządzona przez (lucyferiańskich) kapłanów świątyni.

Za każdym razem, gdy ktoś pyta mnie o zwięzłe określenie tego, co widzę nadchodzące, moja odpowiedź brzmi i pozostaje: Snow Crash.

Już przeszliśmy na całość Snow Crash. pic.twitter.com/KJjgRI6snQ

— Mark E. Jeftovic (@jeftovic) 11 lutego 2026

W miarę jak upadek legitymacji instytucjonalnej przyspiesza, grupy niepaństwowe wejdą w próżnię i zapewnią funkcjonalne rusztowanie, którego rządy cywilne nie są już gotowe lub zdolne zapewnić.

Czasem wyglądają jak wymuszenia ochroniarskie. Czasem wyglądają jak specjalne strefy ekonomiczne, suwerenności franczyzowe lub miasta-państwa.

Czasem wyglądają jak kartele z dronami. Czasem wyglądają jak korporacje transnarodowe z prywatnymi usługami wywiadowczymi.

Efekt końcowy jest ten sam. Fragmentacja. Konkurujące władze. SplinterNets (i konsensus rzeczywistości się rozpadł).

Do tego wszystko prowadzi.

Epilog

Mój kolejny tekst bada dziwną nową konstrukcję społeczną, która ma wejść w rywalizację z innymi ustalonymi suwerennościami. Moim celem jest przekonać was, iż jego pojawienie się jest prawdopodobne, jeżeli nie nieuniknione. Rozpoczynam tę eksplorację od nieudowodnionego założenia opartego na teorii gier i prostych zachętach: na naszej planecie pojawi się nowa klasa nieregularnych suwerenów, ewolucyjny prototyp zaprojektowany do przeciwstawienia się lucyferiańskiemu drapieżnictwu. Kolejne założenie jest następne: te frakcje będą ewoluować stopniowo i stopniowo z w dużej mierze skompromitowanych państw narodowych, tak jak my najwyraźniej ewoluowaliśmy z wcześniejszych przestarzałych struktur rządzenia. Kolejne założenie sugeruje, iż te grupy już pojawiły się jako prototypy ewolucyjne, jako partyzanci z zaawansowanymi metodami odporności oraz nowymi formami komunikacji i asymetrycznymi taktykami mającymi na celu wsparcie i rozwój ich powstania.

Śledźcie nas na bieżąco.

____
https://bombthrower.com/the-epstein-egregore/


Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://stateofthenation.info/?p=51034

Idź do oryginalnego materiału